Parlamentarny zespół ds. obrony wolności słowa zwróci się do Najwyższej Izby Kontroli, a później być może do prokuratury o wyjaśnienia ws. przeznaczania publicznych pieniędzy na ogłoszenia w niektórych mediach. Zespół opublikował raport: "Wydatki KPRM i ministerstw na ogłoszenia i komunikaty w środkach masowego przekazu w latach 2008 - 2012". Dane są porażające - do mediów z ministerstw w ciągu pięciu lat popłynęło 124 622 539 zł. Niestety, raport pokazuje dobitnie, że nie wszystkie media mogą liczyć na hojne granty z resortów.

Gazeta Wyborcza dostała ponad połowę (51,6 proc.) wszystkich pieniędzy wydanych przez ministerstwa rządu Donalda Tuska na ogłoszenia i reklamy w dziennikach ogólnopolskich w ostatnich pięciu latach.

W segmencie telewizji, w latach 2008-2012 najwięcej publicznych pieniędzy popłynęło do TVP, ale biorąc pod uwagę tylko rok 2012 widać inną tendencję - ministerstwa zamówiły w Grupie TVN ogłoszenia i reklamy za prawie 6,5 miliona złotych (TVP - 3,8 mln, Polsat - 3,6 mln zł).


Już w lutym zwróciliśmy się o te dane do wszystkich resortów, ale otrzymaliśmy bardzo nieprecyzyjne odpowiedzi, albo w ogóle ich nie otrzymaliśmy. Dlatego drugie zapytanie w wystosowaliśmy w czerwcu. Podkreślam, że raport powstał tylko i wyłącznie na podstawie danych przesłanych z ministerstw. My te dane tylko zebraliśmy

- mówił poseł Adam Kwiatkowski, przewodniczący zespołu.

Najwięcej pieniędzy na reklamy i ogłoszenia wydał resort edukacji narodowej - to ponad 25 milionów złotych. Duża część z tej kwoty została wydana na promocje akcji posyłania sześciolatków do szkół.

Najbardziej kuriozalnym jest jednak budżet reklamowy ministerstwa zdrowia, który w 2008 roku na reklamę i ogłoszenia w mediach wydał niespełna 45 tysięcy złotych. W roku 2012 ta kwota wzrosła do ponad 7,8 miliona (!) złotych.


Wiemy, że brakuje pieniędzy na kontrakty, ludzie muszą czekać z rozpoczęciem swoich kuracji, a to nie przeszkadza ministrowi zwiększać budżetu reklamowego

- mówił poseł Kwiatkowski.

Uczestniczący w posiedzeniu zespołu poseł Jarosław Zieliński zwrócił uwagę, że raport oparty na oficjalnych danych ministerstw warto poszerzyć o dane z jednostek podległym resortom.

Warto tutaj spojrzeć na wykres obrazujący wydatki na reklamę i ogłoszenia Ministerstwa Transportu. Z roku na rok wydatki spadają i to znacznie, ale posłowie zapytają niebawem o wydatki np. w Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.

Wystarczy oglądać telewizję, żeby przekonać się, jak wiele spotów reklamowych GDDKiA jest emitowanych. W tym przypadku zapewne nastąpiło przesunięcie budżetu reklamowego z resortu do podległej jednostki

- mówi poseł Jarosław Zieliński. Według niego ocena raportu jest oczywista.

Każdy obywatel, który zapozna się z tymi wykresami nie będzie już taki pewien, czy media głównego nurtu rzeczywiście są niezależne. Raport zespołu pokazuje także dobitnie medialne preferencje rządu, nic tego lepiej nie zobrazuje, jak właśnie powiązania finansowe

- dodał Zieliński.

Posłanka Elżbieta Kruk zwróciła uwagę, że np. wydatki na reklamę rządową w dzienniku "Rzeczpospolita" spadły i to znacznie w 2010 roku, po katastrofie smoleńskiej.

Warto to przeanalizować i zbadać, czy te wydarzenia mają jakiś związek ze sobą

- powiedziała posłanka PiS.

Posłowie zasiadający w parlamentarnym zespole ds. obrony wolności słowa zwrócili także uwagę na rażące dysproporcje w wydawaniu publicznych pieniędzy np. w Gazecie Wyborczej i Naszym Dzienniku, czy innych katolickich wydawnictwach (np. doskonale sprzedającym się tygodniku Gość Niedzielny). Według parlamentarzystów to może być podstawą do skierowania danych do zbadania przez prokuraturę i Najwyższą Izbę Kontroli.

Marcin Wikło