Wyzwiska, pobicie poniżanie - taki los spotkał młodą kobietę, która spotkała na swojej drodze partyjnego lidera. To procedery opisane przez „Wprost”, które miały miejsce w zachodniopomorskim Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

Jedna z kobiet miała zostać pobita przez działacza postkomunistycznej partii, a wszystko przy biernej postawie jego partyjnych kolegów. Pomimo złożenia wniosku do prokuratury, żaden z polityków SLD nie stanął w obronie kobiety, choć na pikniku było wielu znanych polityków, z Napieralskim i Wenderlichem na czele.

Do całej sprawy na antenie radiowej Trójki odniósł się Leszek Miller:

Szybko zostały podjęte właściwe kroki, kilkanaście dni po tym, gdy sprawa została podniesiona przez poszkodowaną. Poszkodowana zawiadomiła prokuraturę, ale prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania, natomiast została uruchomiona procedura wewnątrzpartyjnego sądzenia

- przekonywał szef SLD.

I dodawał:

Dla tego rodzaju ludzi, którzy wykorzystują swoją fizyczną i psychiczną przewagę miejsca w SLD nie ma.

Miller zaapelował również, by w sprawie afery korupcyjnej wykrytej przez CBA zwołano komisję śledczą. Szef SLD porównał te wydarzenia z aferą Rywina - zdaniem Millera to duża różnica, bowiem wówczas „nikt nikomu nie dał łapówki”.

lw, Trójka