Poważnie chory mężczyzna, który na co dzień spotyka się z odtrąceniem społecznym, a jego twarz przeraża nawet lekarzy, pierwszy raz wypowiedział się na temat gestu papieża Franciszka. Przyznał, że w objęciach Ojca Świętego „czuł się jak w Raju”.

Pierwsze wzruszenie wywołała u chorego mężczyzny lekkość i swoboda z jaką papież dotknął jego zdeformowanej twarzy. Przyznał, że jest przyzwyczajony do tego jak ludzie patrzą na niego z odrazą, której absolutnie nie dało się dostrzec w oczach Franciszka.

Uśmiechał się do mnie szczerze i otwarcie. Ale rzecz, którą zapamiętałem najbardziej to jak bez chwili zawahania dotknął mojej twarzy. Moja choroba nie jest zaraźliwa, ale on o tym nie wiedział. Po prostu wyciągnął ręce i mnie objął, a ja poczułem wtedy, co to jest miłość

– wspomina chory.

Przypomnijmy, że 53-letni mężczyzna jest chory na neurofibromatozę (inaczej: nerwiakowłókniakowatość), która objawia się w postaci narastających guzów, deformujących twarz i jej okolice.

Od dziecka zmaga się z nieuleczalną chorobą, prawie każdego dnia słysząc wiele drwin i nieprzyjaznych komentarzy na temat jego wyglądu. Przyzwyczajony do bycia „człowiekiem-słoniem”, jak potocznie go nazywają złośliwcy, wciąż nie może uwierzyć w czuły gest papieża.

Najpierw pocałował moją dłoń i dotknął moich ran. W mocnym uścisku przyciągnął moją twarz i ją także pocałował

– opisuje.

Przyznaje także, że spotkanie z Franciszkiem dokonało wielkiej zmiany w jego życiu, stało się dla niego nowym początkiem.

Moje głowa spoczywała na jego piersi niecałą minutę, ale ja czułem jakby to była wieczność. Tam zostawiłem cały mój ból.

Teraz mężczyzna przyznaje, że jest gotów spotkać się z osobami cierpiącymi na tę samą chorobę, a w szczególności z kobietą, z którą mógłby dzielić życie.

źródło: wSumie.pl/AC/Dailymail.co.uk