Ministerstwo Skarbu Państwa powołało do czasowego pełnienia czynności Prezesa Zarządu Polskiego Holdingu Nieruchomości SA. Problem w tym, że Artur Lebiedziński, który został mianowany na to stanowisko, jest członkiem rady nadzorczej PHN SA od czerwca tego roku, a powołano go bez koniecznego postępowania kwalifikacyjnego.

Podmiotem, który go wystawił jest akcjonariusz mniejszościowym Holdingu, posiadającym zaledwie pięć procent akcji. W tle całej sprawy pojawia się postać Jana Krzysztofa Bieleckiego - przewodniczący Rady Gospodarczej przy premierze Tusku.

Polski Holding Nieruchomości jest od lutego 2013 roku spółką giełdową akcjonariatu Skarbu Państwa. Powstał dwa lata wcześniej w wyniku konsolidacji spółek państwowych działających na rynku nieruchomości. W jego gestii leżą tereny, na których funkcjonują obiekty należące do obcych przedstawicielstw dyplomatycznych.

We wrześniu tego roku prezes zarządu PHN Wojciech Papierak zrezygnował z funkcji, a Rada Nadzorcza Spółki oddelegowała Pana Artura Lebiedzińskiego – Członka Rady Nadzorczej do czasowego pełnienia czynności Prezesa Zarządu na okres nie dłuższy niż 3 miesiące.

I tu zaczyna się problem. Jerzy Polaczek, były minister transportu, w swej interpelacji poselskiej, napisał:

Pan Artur Lebiedziński pełni funkcję członka Rady Nadzorczej dopiero od dnia 26 czerwca 2013 i powołany został w jej skład bez przeprowadzenia postępowania kwalifikacyjnego o charakterze konkursowym wymaganego Zarządzeniem nr 45 Ministra Skarbu Państwa z dnia 6 grudnia 2007 r. w sprawie zasad i trybu doboru kandydatów do składu rad nadzorczych spółek handlowych z udziałem Skarbu Państwa

- czytamy w interpelacji.

Jednak Lebiedziński, przedstawiciel brytyjskiego Funduszu Emerytalnego Aviva BZ WBK SA, nie powinien - zdaniem posła Polaczka - stać na czele PHN także z innych względów.

Kilka dni temu zorientowałem się, że funkcję pełniącego obowiązki szefa sprawuje przedstawiciel prywatnej firmy, będącym co prawda akcjonariuszem holdingu, ale posiadającym pięć procent aktywów. To jest niebywała historia, w której ogon merda psem

- powiedział nam Jerzy Polaczek.

Jego zdaniem kwestia takich wyborów personalnych do państwowych spółek osób, które nie powinny nimi zarządzać, jest tą samą stroną medalu, o jakiej Polacy usłyszeli na słynnych taśmach z Dolnego Śląska, gdzie działacze Platformy Obywatelskiej dzielili między sobą posady innej państwowej spółki – KGHM.

Z punktu widzenia praktyki akceptowanej przez ministra skarbu, to jest to rola jedynie notariusza po stronie właściciela. W firmach, w których buszują różne interesy, czy to indywidualne, czy grupowe, a przede wszystkim partykularne - z punktu widzenia praktyki prowadzenia działalności gospodarczej dla tego typu podmiotu, o takiej skali aktywów – około 2 miliardów, to jest to sytuacja, którą można nazwać bezprecedensową

- tłumaczy były minister, który ma świadomość, że jego interpelacja może zostać przemilczana i zbagatelizowana, jednak musiał ją złożyć, gdyż wymaga tego prawo o wykonywaniu mandatu poselskiego i interes publiczny.

Wchodzimy w fazę pełnoobjawowej republiki bananowej przy bierności części mediów związanych z władzą. Na naszych oczach demokracja zamienia się w groteskę

- mówi Jerzy Polaczek.

Z jego informacji wynika, że za postawieniem na stanowisku tymczasowego - Prezesa Zarządu Polskiego Holdingu Nieruchomości - stoi jedna bardzo wpływowa w państwie Tuska osoba - Jan Krzysztof Bielecki, przewodniczący Rady Gospodarczej przy premierze.

Sławomir Sieradzki