wPolityce.pl: W przyszłym tygodniu w Krakowie otwiera się Pana wystawa. Co można zobaczyć i gdzie?

ANDRZEJ KRAZUE, rysownik: 6 listopada, w Centrum Kultury Żydowskiej, na Kazimierzu, w Krakowie, ul.Meiselsa 17, otwieram wystawę swoich wycinanek. Technika już zapomniana, której zacząłem się uczyć, a właściwie używać, bo jestem uczniem początkującym, po mojej operacji w grudniu 2011. Tematem prac jest stan mojego ducha i to co widzę dookoła siebie. Będzie to pierwszy pokaz oryginałów wykonanych tą technika. Pokazuję w Centrum wybór 70 prac powstałych w ciągu ostatnich dwóch lat. Wystawa będzie czynna do 24 stycznia przyszłego roku.

 

Czy często Pan bywa w Polsce i jak pan ją znajduje? W jakiej kondycji jest nasz kraj?

W Polsce bywam bardzo rzadko. Każde spotkanie z Polską przypomina mi kontakt z takim pudełkiem czekoladek, wyglądających bardzo pociągająco, ale które po ugryzieniu okazują się niejadalne lub o smakach takich jakich byśmy nie chcieli próbować. Oczywiście dla rysownika jest to kopalnia pomysłów, dla żyjących w tych warunkach ludzi musi być ciężko.

 

Czy w pana opinii są jakieś tematu, których polscy rysownicy boją się podejmować lub za słabo podejmują?

Nie śledzę na bieżąco całej prasy polskiej, więc trudno mi wypowiadać się kategorycznie na temat rysowników. To co do mnie dociera lub widuję w czasie wizyt w Polsce, nie podoba mi się. Najgorsze wrażenie robią na mnie prace moich starych kolegów, mistrzów z czasów mojej młodości. Nie tylko, że te prace nie są związane z życiem, ale zastygły w przeszłości jak skamielina, a do tego wiele z nich jest tchórzliwych lub podlizujących się władzy. Oczywiście jest to moje zdanie, możliwe, że czego innego oczekuję od satyry i rysunku prasowego niż oni.

 

Kilkakrotnie różne środowiska lewicowe ciągały Pana po sądach. Ale nie udało im się chyba Pana przestraszyć - jak widzimy po rysunkach.

Próby postawienia mnie przed sądem za moje rysunki, wzbudzają we mnie śmiech, choć jest to śmiech raczej histeryczny, próby zakazania publikowania moich prac w Polsce czy tu gdzie mieszkam, w Londynie, już nie są śmieszne, a żałosne i wstrętne. Mogę się tylko wstydzić za tych ludzi i za ich pomysły. Oczywiście, daje mi to też satysfakcje, że rysunki, wzbudzające takie emocje, były trafione.

Ostatnio - dzięki staraniom pani Krystyny Grzybowskiej - wręczono już po raz czwarty nagrody „Złote Ryby” dla młodych felietonistów, dedykowane pamięci śp. Macieja Rybińskiego. Wielu czytelników za nim bardzo tęskni. A pan?


Śmierć Macieja Rybińskiego jest nie powetowana. Brakuje Go. Brakuje jego tekstów, jego głosu i śmiechu w sprawach najważniejszych dla Polski. A mnie do tego brakuje jego osobistych komentarzy, e-maili i telefonów, podnoszących na duchu i podsycających moją wyobraźnię.

 

PRZYKŁADOWE PRACE - WYCINANKI ANDRZEJA KRAUZEGO:

 

rozm. mak