105 lat temu Józef Piłsudski, Tomasz Arciszewski i Walery Sławek obrabowali pociąg. Cel był szczytny - walka z caratem

Stacja w Bezdanach - dziś/fot.tygodnik.lt
Stacja w Bezdanach - dziś/fot.tygodnik.lt

105 lat temu w Bezdanach doszło do niezwykłego napadu. Kilku zamaskowanych mężczyzn obrabowało pociąg pocztowy pełen rubli. Najbardziej niezwykłe było w nim jednak to, że wśród rabusiów byli ludzie, którzy kilkanaście lat później rządzili Polską: Józef Piłsudski, Tomasz Arciszewski i Walery Sławek.

Napad w Bezdanach zorganizowała Polska Partia Socjalistyczna, której sytuacja finansowa, pomimo licznych napadów na administrację państwową − między innymi na pocztę na ulicy Wspólnej w Warszawie, gdzie ukradziono około 6 500 rubli albo na wóz kasowy zakładów monopolowych w Łodzi, kiedy zrabowano prawie 5 000 rubli − była kiepska. A partia potrzebowała pieniędzy na walkę z caratem.

Pomysła akcji wyszedł o d Józefa Piłsudskiego. W efekcie 26 września w Wilnie rupka mężczyzn pobrała przynależną im broń. Ustalono nawołanie („kto idiota?”) i odzew („komuniści”) i wyruszono na akcję. Część z bojowców udała się do pobliskiej wsi na piechotę, inni pojechali tramwajem konnym. Pociąg zaczyna się zbliżać do Bezdan tuż przed godziną 23. Napastnicy wrzucają do pociągu ładunki wybuchowe.


Wybuch wybija wszystkie szyby oraz gasi światła. Gdyby przerażeni żołnierze i podróżni spojrzeli na przód wagonu, ujrzeliby spowitą dymem postać, krzyczącą: „Dawać lampę. Acetyleonową”, która po chwili wpada do środka. Człowiekiem tym jest działacz PPS-u, Tomasz Arciszewski. Z wymierzonym karabinem idzie naprzód. Po chwili dobiega do niego drugi bojownik − Fijałkowski. Arciszewski szepcze mu coś na ucho, po czym tamten wybiega z przedziału. Chwilę później w innej części pociągu podróżni są świadkami następującej sceny: do mężczyzny, który wsiadł kilka stacji wcześniej, podbiega zdyszany człowiek z pistoletem i po krótkiej rozmowie znika. Nikt nie wie, że wydający rozkaz podróżny za kilkanaście lat będzie premierem nieistniejącego obecnie państwa.

-  pisze Tomasz Leszkowicz na portalu Histmag.org.


Inny epizod tej samej akcji:

W tym samym czasie na skraju stacji stoi samotny mężczyzna. Kilkoma strzałami w powietrze odstrasza zbliżających się ludzi. Na umówiony sygnał Walery Sławek daje sygnał Świrskiemu, aby ten zaciągnął hamulec. Razem z dwoma innymi bojownikami, Prystorem i Brajtenbachem, stają na podeście i strzelają z mauserów i browningów do uciekających żandarmów.

I wreszcie:

Dowódca dywersji, Lutze-Birk, próbuje wysadzić w powietrze szyny. Ale nie ma szczęścia, ponieważ pociąg zatrzymuje się nieco dalej. Zrezygnowany przechodzi do planu B i przy pomocy browninga terroryzuje obsługę lokomotywy. Kiedy jego towarzysze opiekują się zatrzymanymi, udaje się na peron, aby spotkać się z architektem całej akcji − Piłsudskim. Nie słyszy jednak umówionego okrzyku: „kto idiota?” i o mały włos nie ginie z ręki towarzyszącego „Wiktorowi” Helmana. Dopiero kiedy opada dym, orientują się, jak byli blisko fatalnej pomyłki.


Ostatecznie ok. godziny 23.40 Piłsudski ogłasza, koniec akcji. Z workami wypełnionymi rublami, złotem i srebrem bojownicy PPS-u uciekają ze stacji. Na odchodne uspokajają podróżnych. Ich łupem pada w zależność od źródeł: od 200 000 do ponad 500 000 rubli (najbardziej prawdopodobna liczba to 300 000). W trakcie akcji jeden żandarm zginął, a kilku zostało rannych. Po stronie PPS-u nikt nie doznał obrażeń.


Bojownicy po obrabowaniu pociągu rozjechali się w różne strony − jedni przedarli się czółnami do Wilna, drudzy uciekli na piechotę, a jeszcze inni odjechali wcześniej przygotowaną bryczką. Ich drogi się rozeszły.

ansa/ histmag.org

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych