wPolityce.pl: zakończyła się zbiórka publiczna prowadzona w związku z inicjatywą "Projekt: Pilecki". Jak pan ocenia wyniki akcji? Na ile zebrane środki zabezpieczają projekt tworzenia filmu o Witoldzie Pileckim?

Bogdan Wasztyl, Stowarzyszenie Auschwitz Memento: Rzeczywiście formalna zbiórka zakończyła się, ponieważ wygasło nam pozwolenie ministra administracji i cyfryzacji. W tej formie więc zamykamy akcję, ale - co ważne - "Projekt: Pilecki" wyrasta wprost ze Stowarzyszenia Auschwitz Memento. A stowarzyszenie może być wspierane przez obywateli. W związku z tym wciąż możemy przyjmować datki na "Projekt: Pilecki", konta akcji nie zamykamy. Dzięki temu nasza akcja będzie transparentna. Każda złotówka, która wpływa na to konto, będzie wydawana na film o Pileckim. Stowarzyszenie ma inne konto, więc te środki nie będą mieszane. Ważne jest, żeby informować, że można wpłacać pieniądze na konto wspierając nasz projekt. Dotychczasową zbiórkę odbieram pozytywnie, bowiem nie liczyliśmy, że uda nam się zebrać aż tak dużą kwotę.


Jednak z tego co wiem, nie było łatwo.

Rzeczywiście. mieliśmy inne plany związane z finansowaniem filmu o Pileckim. Początkowo zwróciliśmy się do liderów społecznych - samorządowców, posłów, europosłów - o wpłatę niewielkich środków. Prosiliśmy o 100 złotych od każdego. To pozwoliłoby nam z nawiązką sfinansować film. Niestety odzew na nasz apel był bardzo niski. O jakości i stopniu zaangażowania naszych liderów społeczno-politycznych świadczy fakt, że wpłynęło do nas siedem wpłat od posłów, a żaden z eurodeputowanych i samorządowców nie zasilił naszej akcji. Dostawaliśmy listy od niektórych z samorządowców, którzy pisali, że samorządy nie mogą wesprzeć naszego projektu. Tyle tylko, że myśmy apelowali o wpłaty z prywatnych pieniędzy. Zwracaliśmy się do osób, które zarabiają minimum 10 tys. złotych miesięcznie. Można było sądzić, że dla nich wpłata takich środków nie będzie specjalnym problemem. Jednak była. Po tym rozczarowującym początku postanowiliśmy się zwrócić do obywateli, zostaliśmy skazani na aktywność społeczną.

I poszło znacznie lepiej.

Nasze doświadczenia są bardzo dobre. Oczywiście skala darczyńców nie poraża, to jedynie 1060 osób. Biorąc pod uwagę skalę narodu oraz postać, o jakiej chcemy opowiedzieć, to nie jest wiele. Z drugiej strony znacznie trudniej jest się wysilić i przelać choćby kilka złotych. Finał naszej zbiórki jest taki, że mamy na koncie ponad 150 tys. złotych. Potrzebujemy ok. 214 tys. złotych. Musimy więc walczyć dalej, a ponieważ rodzinie Witolda Pileckiego zależy na tym, żeby projekt nie był powiązany z żadnymi siłami politycznymi, zapewne dalej będziemy prowadzić zbiórki publiczne. Chcemy, by nasze działanie wynikało jedynie z tego, jak my myślimy o Polsce i co o niej sądzimy. W związku z tym element obywatelski jest bardzo istotny. Postanowiliśmy naszą obywatelskość utrzymać. Liczymy na aktywność ludzi, na wpłaty. Wierzymy, że w ciągu kilku miesięcy budżet nam się zamknie. Wtedy ten film będziemy mogli zrobić. Jestem pewien, że go zrobimy. Jesteśmy już nawet w stanie wskazać termin premiery - to będzie jesień 2014 roku, zapewne zbiegnie się to jakoś z uroczystym pogrzebem szczątków bohaterów odnalezionych na Łączce.

Co może pan dziś powiedzieć o filmie? Co już wiadomo?

Nie chciałbym podawać szczegółów. Istotne jest to, że reżyserem jest Dariusz Walusiak, który współpracuje z nami od jakiegoś czasu. Podobnie patrzymy na Witolda Pileckiego. Nie widzimy w nim jedynie bohatera i żołnierza. Widzimy w nim obywatela, człowieka. Chcemy ukazać tę postać bardzo wielowymiarowo. Nadamy temu filmowi formę atrakcyjną dla młodego widza. To jest dla nas docelowy target. Z każdą produkcją staramy się dotrzeć do młodych. Także i ta musi więc być atrakcyjna i dynamiczna. Nie możemy pominąć również tego, co jest nowe. A nowym elementem jest "Łączka" i sytuacja rodziny, która wciąż czeka na identyfikację szczątków ojca. Zofia Pilecka i Andrzej Pilecki w tym filmie są bardzo ważni.

Produkcja filmu zbiega się w czasie z inicjatywą budowy pomnika w Warszawie. Miasto podjęło decyzję o sfinansowaniu monumentu Witolda Pileckiego. Na razie nie wiadomo, gdzie miałby on stanąć. Jedna z propozycji mówi, że powinien zastąpić tzw. pomnik "czterech śpiących". Jak Pan ocenia te plany?

W sprawie pomnika Braterstwa Broni podpisywałem wiele razy apel, dot. jego likwidacji. Uważam, że elementy okupacyjne nie powinny być na stałe związane z krajobrazem polskim. Nie powinniśmy czcić tych, którzy zaprowadzali w Polsce komunizm. A pomnik Witolda Pileckiego oczywiście powinien stanąć w Warszawie i nie tylko tu. Mamy kontakt z inicjatorami tej akcji. Popieramy ją.

Rozmawiał Stanisław Żaryn