Organizatorzy zbiórki podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz złożyli dzisiaj pudła z podpisami Warszawiaków w stołecznym ratuszu. Tymczasem posłowie Platformy konsekwentnie zniechęcają mieszkańców Warszawy do udziału w referendum, twierdząc że jest to zbędny wydatek, tym bardziej, że planowo wybory samorządowe odbędą się za rok.

CZYTAJ WIĘCEJ:  "To są ostatnie podrygi Platformy Obywatelskiej w tym mieście." Organizatorzy referendum przeciw Gronkiewicz-Waltz złożyli niemal ćwierć miliona podpisów

 

wPolityce.pl: Z najnowszych informacji wynika, że udało się zebrać 232 tys. podpisów pod wnioskiem o referendum o odwołanie Hanny Gronkiewicz-Waltz. Czy taka liczba podpisów już nie świadczy o stosunku Warszawiaków do pani prezydent?

Czesław Bielecki: Oczywiście. Jest to więcej niż trzeba było zebrać, nawet, jeśli jakaś część zostanie zakwestionowana. Teraz jest pytanie czy Platforma - bo referendum dotyczyć ma jej wiceprzewodniczącej -  zechce się poddać demokratycznej procedurze, wysłuchać głosu mieszkańców Warszawy. Czy będzie szukać, jak wojewoda Kozłowski, haków, kwestionując legitymizm tego żądania referendum.

Przeciwnicy referendum mówią, że za rok i tak będą wybory samorządowe. Czy przez roczny okres czasu dużo można zmienić w sposobie zarządzania miastem?

Rok to jest bardzo dużo. To pytanie można odwrócić w stronę wątpiących i zapytać: chcecie jeszcze rok kontynuacji takiego zarządzania miastem? Referendum to jest żądanie zmiany kursu, zmiany polityki.

Kolejnym argumentem przeciwników referendum są koszty, czyli ok. 5 mln zł. Czy w skali budżetu miasta to są naprawdę znaczne kwoty?

Trzeba to porównać do ponad 50 mln rocznych premii, które prezydent dawała urzędnikom, z których działania obywatele są jakże często niezadowoleni. Takie roczne premie się zdarzały w czasie jej kadencji. Poza tym miliony są od lat marnotrawione na skutek błędnych decyzji i niepilnowania harmonogramów. Przejeżdżałem dzisiaj zatłoczoną, remontowaną trasą Łazienkowską, na której nie widziałem żadnego pracownika. Była co prawda niedziela, ale taki remont kluczowej arterii miasta powinien być prowadzony 7 dni w tygodniu. Każdy dzień przestoju to jest duża strata. Trzeba też policzyć koszty społeczne takiego złego zarządzania, które się liczą w setkach, a nie dziesiątkach milionów.

Jako były kandydat na prezydenta stolicy jakby pan ocenił sześć lat rządów Hanny Gronkiewicz-Waltz?

Nie wywiązała się ze swoich obietnic. Miały powstać trzy mosty, a ledwie skończyła jeden. Nie dotknęła łopatą placu Defilad, budy kupców zamieniła na budy metra. Doprowadziła do tego, że póki co jedyne dwie linie metra, które mamy to - jak żartują warszawiacy - "północna" i "południowa", bo w tej chwili w ten sposób wygląda, z przerwą pośrodku, pierwsza linia. Nie wyrobiła się kompletnie z programem społecznym. Nie uporządkowała gospodarki własnościowej, ani przestrzennej. Można powiedzieć, że w konsekwencji po stronie wydatków mamy plan zrealizowany, a po stronie osiągniętych efektów plan niezrealizowany. Uważam, że największym sukcesem - i jedynym - Hanny Gronkiewicz-Waltz jest to, że zdołała na progu drugiej kadencji przekonać wyborców, że wydawanie pieniędzy i zadłużanie miasta to jest sukces. Tymczasem sukcesem powinno być to, jak za wydane pieniądze powstają określone efekty. Teraz całe miasto mamy rozgrzebane i zakorkowane.

O czym pana zdaniem świadczy to, że PO nawołuje do niepójścia na referendum?

To jest normalna walka o władzę, w której dotychczas premier Tusk okazywał się bardzo skuteczny. Znaczniej mniej skuteczny niż przy rządzeniu i reformowaniu. Uważam to za kontynuację tej samej polityki, która dowodzi że czym innym jest technologia władzy, a czym innym jest skuteczność i ekonomiczność rozwiązań, które się proponuje. Ale to jest przede wszystkim antydemokratyczne. Zachęcanie ludzi do bierności jest ciosem w każdy porządek demokratyczny. W Polsce aktywność wyborców jest i tak niewielka. Jeśli Platformę obchodzi los społeczności Warszawy, to powinna chcieć każdego rozwiązania, które będzie pozytywnie służyło Warszawie, a nie rozwiązania, które za wszelka cenę utrzymuje w stolicy partię przy władzy. Istotą demokracji jest alternatywa. Każda forma namawiania obywateli do bierności jest na przekór demokracji. To tak jakby premier Tusk zachęcał posłów, żeby zrywali kworum, żeby nie mogło się odbyć jakieś głosowanie. Jeżeli prezydent Gronkiewicz-Waltz jest według Tuska dobrym prezydentem, to niech Platforma powie: popieracie nas, jesteście z nami - świetnie, zagłosujcie przeciw jej odwołaniu i skonfrontujmy się z jej przeciwnikami. Może się okazać, że obywatele Warszawy powiedzą, że faktycznie, Hanna Gronkiewicz-Waltz jest dobrym prezydentem. Poczekajmy, zobaczymy.

Rozmawiała Magdalena Czarnecka