W drugiej największej po Lidicach masakrze ludności czeskiej podczas wojny - na Wołyniu - obok Niemców uczestniczyli Polacy! Krzyczy wielki tytuł na największym czeskim portalu informacyjnym – Idnes. Skąd to wiadomo? Te rewelacje publicznie ogłosił historyk ukraiński Jaroslav Daskevyc mieszkający we Lwowie.

Wieś Malin niedaleko Łucka, założona przez czeskich osadników jeszcze w XIX wieku, w historiografii czeskiej jest symbolem jednej z największych masakr na ludności cywilnej. 13 lipca 1943 r. oddział w niemieckich mundurach wymordował 161 kobiet i 105 dzieci. Większość ofiar zginęło żywcem w płomieniach w podpalonej stodole. Uratowały się tylko te osoby, które zostały wcześniej zabrane przez niemiecki Wehrmacht do pracy przy transporcie żywności, przeprowadzania bydła lub były akurat na targu w Łucku.

W Malinie zginęło prawie tyle samo osób co w słynnych Lidicach – znanym symbolu niemieckiego okrucieństwa. W tej wsi na terenie Czech Niemcy zamordowali w czerwcu 1942 r. 192 mężczyzn, 60 kobiet oraz 88 dzieci. Niektóre na miejscu, inne po pewnym czasie. Wieś miała zniknąć z powierzchni ziemi, co było zemstą za zabicie przez czeskich zamachowców Reinharda Heydricha – okrutnego protektora Czech i Moraw. Mieszkańcy Lidic nie mieli nic wspólnego z zamachem. Ich los miał jedynie odstraszać.

Drugim miejscem na świecie, gdzie czeska bezbronna ludność zginęła w bezsensownym szaleństwie drugiej wojny światowej jest właśnie wołyńska kolonia Malin. Oprócz Jaroslava Daskevyca ze Lwowa o udziale Polaków w zabijaniu Czechów w Malinie napisał też w czasopiśmie „Wołyń” Ołeksij Slabeckyj, który przywołał świadectwo weterynarza z Maliny Władimira Mendlika, który mówił o polskojęzycznym batalionie, który obok Niemców uczestniczył w zbrodni.

Jednak sami Czesi sceptycznie podchodzą do rewelacji ukraińskich badaczy. Jaroslav Vaculik z Uniewrsytetu Masaryka w Brnie nie wyklucza, że wśród Niemców w Malinie byli pojedynczy polscy kolaboranci.

Jednak nie ma na to żadnych dowodów, to jedynie hipotezy

– mówi Vaculi dla portalu Ines i zastrzega przy tym, że w Malinie na pewno nie było żołnierzy Armii Krajowej.

Jaromira Nemcova-Ničová, prezes Stowarzyszenia Czechów z Wołynia, idzie jeszcze dalej. Twierdzi bowiem, że istnieje tylko jedno świadectwo, iż wśród morderców z Maliny byli jacyś Polacy. To zeznania mieszkańca wsi - Josefa Repika, który miał słyszeć słowa wypowiadane po polsku.

Jej zdaniem do masakry Maliny doszło wskutek prowokacji bandytów z UPA, którym mieszkańcy nie chcieli dać tyle żywności, ile chcieli banderowcy. Ci więc w pobliżu wioski zaczaili się na niemiecki patrol i zabili kilku oficerów oraz żołnierzy, czym sprowadzili na Malinę zemstę.

Sami Niemcy odkryli później ten podstęp, gdyż jak wspomina Nemcova-Ničová, jeden z generałów Wehrmachtu miał powiedzieć o masakrze w Malinie:

To był błąd, straszny błąd.

Coraz częstsze sączenie przez ukraińskich historyków hipotez świadczących o polskim udziale w ludobójstwie na Wołyniu może być pochodną braku stanowczości ze strony polskiej. Wycofana i słaba piątkowa uchwała Sejmu i tak rozzłości nacjonalistów ukraińskich z okolic partii Swoboda, ale nie pozwoli na stanowcze reakcje polskiego wymiaru sprawiedliwości, np. żądania ukarania żyjących jeszcze morderców z UPA. To także rozzuchwali tych, którzy na nienawiści do Polski i do Polaków budują swoją ideologię.

Sławomir Sieradzki

CZYTAJ W ORYGINALE ARTYKUŁ Z PORTALU Idnes.cz.