Chcę w niniejszej notce wstrząsnąć czytelnikiem, stąd mocne słowa. Bo kwestia jest pierwszej wagi. Uczyniła z Polaków, najpierw wyzuty z praw własności przedmiot porządków stalinowskich, by teraz awansowali do roli niewolników międzynarodowej lichwy, pozbawianych nagminnie praw do ochrony własności.

Bo choć ustrój zmienił nazwę, to nikczemne zapisy prawa w istocie swych skutków pozostały nienaruszone. Nie dziwi, że młodzi głosują nogami uciekając z Polski, bo jak słusznie podsumowuje poseł Janusz Wojciechowski w innej sprawie, żyjemy dziś w kraju „o znamionach polskości”, w którym obywatel, a tym bardziej polski przedsiębiorca ot, tak pozbawiani są z dnia na dzień dorobku życia, a często i wolności.

Cicho i bez rozgłosu

W dniu w którym w świetle reflektorów głosowano uchwały o zakazie uboju rytualnego i kaźni Polaków na Wołyniu, cicho i bez rozgłosu tudzież zainteresowania mediów przeszło w Sejmie pierwsze czytanie projektu zmian w Prawie Bankowym, którego celem było wyeliminowanie z polskiego porządku prawnego zapisów o Bankowym Tytule Egzekucyjnym (BTE).

Co to za potworek? Otóż, BTE umożliwia bezprawie. Bank, kiedyś państwowy, a teraz zwykle zagraniczny, jednostronnie wystawia BTE i uzyskuje w ciągu trzech dni na zamkniętej sesji sądu bez wiedzy i udziału klienta banku tzw klauzulę wykonalności. Z nią idzie do komornika, który bez dalszych ceremonii zajmuje konta bankowe przedsiębiorcy, czy też mienie i pobory obywatela. Sąd, wydając klauzulę wykonalności wg wiążącego obecnie prawa, nie sprawdza, czy w danym przypadku, bank nie dokonał fałszerstw i czy roszczenia banku są zasadne! Tak, więc tytuł egzekucyjny i postępowanie komornicze równie dobrze może dotknąć (i dotyka) osób, które nigdy nie zaciągały kredytów, a zwyczajnie padły ofiarą oszustw. Domniemany kredytobiorca dowiaduje się o bezprawnych (w rozumieniu prawa naturalnego) działaniach podjętych przeciw niemu przez bank, dopiero wtedy, kiedy ze względu na zajęcia komornicze, pozbawiony zostaje środków do życia, a tym bardziej pieniędzy na adwokata i dochodzenie sprawiedliwości.

Aby dopełnić obraz zła, jeśli nawet masz ukryte przed złowrogim systemem pieniądze, wynajmiesz adwokata, to żadne z możliwych działań prawnych nie wstrzymuje egzekucji komorniczej, a przecież sprawy przed sądami zwykły ciągnąć się w nieskończoność i ryzykujesz, że, gdy ty będziesz szukał sprawiedliwości, oni, to znaczy banki i najęci komornicy będą tropić ciebie i twój majątek!

Tak, oto BTE, wymyślony przez komunistów, stał się narzędziem lichwy i szantażu – podpisz (!) „ugodę” z bankiem, zapłać nie istniejące zobowiązania lub bezprawne roszczenia, bo inaczej zabierzemy ci wszystko. Bo dokładnie w taki sposób szantażowano w 2009 roku przedsiębiorców oszukanych przez banki na opcjach walutowych. Ci nieliczni, którzy nie poddali się szantażowi, wygrywają po latach przed sądami. Niestety, ich firmy w międzyczasie unicestwiono, a pracownicy powiększyli rzesze bezrobotnych. O skali zjawiska niech świadczy fakt, że w 2011 roku wydano 1 milion 50 tysięcy BTE, a za każdym stoją ludzkie nieszczęścia, tragedie, często niezawinione.

 

Sprawiedliwi

Posłem sprawozdawcą proponowanych w Prawie Bankowym zmian eliminujących zapisy o BTE był Pan Adam Abramowicz, który z olbrzymim sercem, zaangażowaniem i nieodpartą logiką zmiótł w swym wystąpieniu kłamstwa powtarzane od lat przez lobby bankowego. Posłużył się przy tym w sposób niezwykle sugestywny i profesjonalny materiałami źródłowymi, opiniami instytucji, jak UOKiK, NIK, KNF, RPO, czy też wręcz projektem zmian w Prawie Bankowym przygotowanym przez Ministerstwo Gospodarki za Waldemara Pawlaka.

Poseł proponował rozwiązania w kierunku ochrony konsumenta i klienta banku, jakie obowiązują w Europie. Przytaczał przykłady Szwecji, Danii, Niemiec. Argumentował, że Polska jest jedynym krajem na świecie, który ma tak opresyjne prawo wymierzone we własnych obywateli, że to prawo służy przede wszystkim właścicielom zagranicznym banków nastawionych wyłącznie na zyski. Ze swadą wsparł go swym autorytetem prof. Jerzy Żyżyński.

Stenogramy z posiedzenia Sejmu w dniu 12 lipca 2013 roku - od strony 833

Galeria targowicy

Trafnie, choć cynicznie określił polski porządek prawny jeden z prezesów sądów w prywatnej rozmowie: „chcesz robić biznes, nie idź do sądu”. Nie zaliczę go do galerii targowicy, bo miał odwagę zdefiniować problem. Co innego posłowie partii, którzy zabrali głos w dyskusji po pierwszym czytaniu projektu autorstwa posłów Prawa i Sprawiedliwości. Udali, że nie słyszą argumentów, liczb i racji przytoczonych przez Abramowicza i Żyżyńskiego. Przedstawiciel PO mechanicznie odczytał stanowisko podsunięte mu przez banki, nie podnosząc przy tym z nad kartki oczu, nie śmiał. Posłanka PSL sprzeniewierzyła się stanowisku do niedawna swego szefa, Waldemara Pawlaka i zapomniała o propozycjach zmian w Prawie Bankowym przygotowanym przez PSL w Ministerstwie Gospodarki w 2011 roku. Też mówiła z kartki w pulpit - bez krzty cywilnej odwagi. Przedstawiciel SLD, co prawda przyznał, że z tym BTE, to coś jest na rzeczy, ale w imieniu klubu odmówił współpracy nad wprowadzeniem zmian! Równie pokrętnie gadał podsekretarz Ministerstwa Finansów, który całą swą postawą manifestował, że każdą minutę dyskusji w Sejmie n/t BTE uważa za straconą.

Na pełną galerię targowicy poczekajmy do głosowania nad... odrzuceniem propozycji wyeliminowania BTE z polskiego porządku prawnego, bo takiego głosowania żąda rządząca PO. Na koniec gorzka uwaga: gdyby nie Tusk, jemu podobni i kraj o znamionach polskości, w którym rządzą, BTE nie miałby racji bytu, choćby przez minutę. Źle wróży na przyszłość, że równie bezskutecznie stajemy póki co o prawdę historyczną, jak i w walce o podstawowe prawa do ochrony własności polskich przedsiębiorców i obywateli.

Więcej na: unicreditshareholders.com