Niecodzienne wydarzeni miało miejsce w Gdyni. Stocznię Marynarki Wojennej odwiedzili posłowie z komisji obrony narodowej, na czele z jej szefem Stefanem Niesiołowskim, który na chwilę oderwał się od bluzgania na wszystkich, z którymi się nie zgadza i wreszcie pokazał się w roli bardziej adekwatnej do zajmowanej funkcji. Poszło mu znakomicie.

Pan przewodniczący założył kask i badał stan prac nad okrętem „Ślązak”.

Stocznia zrobiła na nim bardzo dobre wrażenie:

Stocznia Marynarki Wojennej robi wrażenie, jakby wyszła z kryzysu, m.in. dzięki zamówieniom MON

- powiedział Niesiołowski. Stwierdził, że kondycja firmy jest „lepsza niż się spodziewał”.

Tyle, że w rzeczywistości tak dobra nie jest, bowiem od kwietnia 2011 r. stocznia jest w upadłości likwidacyjnej.

Wcześniej przez prawie półtora roku spółka była w tzw. upadłości układowej. Od grudnia 2009 r. był w niej realizowany był program restrukturyzacji, polegający głównie na sprzedaży zbędnego majątku, redukcji zatrudnienia i zwiększeniu zamówień.

Przed ogłoszeniem upadłości głównym, posiadającym 99 proc. akcji, właścicielem stoczni MW była Agencja Rozwoju Przemysłu. 1 proc. należał do Ministerstwa Obrony Narodowej.

Posłowie w Gdyni przyglądali się, jak powstaje okręt patrolowy "Ślązak". Dowiedzieli się, że jego budowa jest zaawansowana w około 70 proc., a prace mają się zakończyć w 2016 r.

Jak poinformował obecny na wizytacji wiceszef MON gen. Waldemar Skrzypczak, dotychczas na prace nad okrętem wydano ponad 400 mln zł, a na jego ukończenie potrzeba jeszcze około 500 mln zł, z czego około 200 mln zł pochłonie zintegrowany system dowództwa i walki.

Patrolowiec "Ślązak" budowany jest na bazie korwety typu "Gawron", nad którą prace rozpoczęto przed jedenastoma laty, a przerwano w lutym 2012 r. We wrześniu ub.r. premier Donald Tusk poinformował o decyzji zmieniającej przeznaczenie okrętu.

Patrolowiec o długości 95 i szerokości 13,5 m ma być wyposażony w armaty i rakiety przeciwlotnicze. Jednostka ma osiągać prędkość ok. 30 węzłów.

znp, PAP