Potęga smaku

W III Rzeczypospolitej słowo „sekta” zrobiło po katastrofie smoleńskiej w politycznej i publicystycznej polszczyźnie oszałamiającą karierę – i to nie ze względu na jego etymologię, czyli, wydawać by się mogło, tradycyjne znaczenie. Trzeba też zauważyć, że eksploratorzy tego terminu nie używają go tylko w celach opisowych – chodzi przede wszystkim o wydźwięk pejoratywny terminu. A w obu tych aspektach eksploratorzy dokonują manipulacji, czyli oszustwa.


Schizma

Zacznijmy od celów opisowych. Termin „sekta” tradycyjnie dotyczył grup, które odłączały się od znacznie liczniejszych od tych grup społeczności i poprzez rozłam (schizmę), wybierały własną drogę. Najczęściej – choć nie tylko – zjawiska schizmy dotykały społeczności religijnych, ale regułą było i jest, że schizmatycy lub używając języka politycznego – rewizjoniści – stanowili, przynajmniej w momencie rozłamu, mniejszość. Nie inaczej było, gdy Włodzimierz Lenin wyprowadzał na początku ubiegłego stulecia z Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej Rosji grupę swoich zwolenników. Było ich znacznie mniej, ale Leninowi nie zabrakło tupetu, by nazwać swoją grupę „bolszewikami”, a grupę adwersarzy (znacznie liczniejszą) – „mieńszewikami”.



Podzielić większość

Dzisiejsi manipulatorzy, zamiennie używając określeń „lud smoleński”, „sekta smoleńska”, starają się, wbrew faktom, wmówić Polakom, że mamy do czynienia ze zjawiskiem jeśli nie marginesowym, to jednak mniejszościowym. A że fakty – czytaj: badania opinii publicznej – wskazują, że jest inaczej i już ponad połowa Polaków nie wierzy w raport Millera (nie mówiąc o raporcie Anodiny), to tym gorzej dla faktów. Już tylko na marginesie można zaryzykować hipotezę, że również termin „lud smoleński” nasi eksploratorzy wykreowali nieprzypadkowo, licząc na kalkę językową polegającą na tym, że rzeczownik „lud” najczęściej będzie kojarzony z przymiotnikiem „ciemny”.

Rzeczą oczywistą jest, że grupa niedowiarków licząca ponad połowę populacji dorosłych Polaków musi być zróżnicowana, więc nic prostszego, niż wziąć na cel „ekstremistów” bredzących nieustannie o zamachu i szydzić z nich we wszystkich programach telewizyjnych – od rana do wieczora. Również z naukowców z bożej łaski, którzy mnożąc hipotezy dolewają tylko oliwy do ognia, robiąc wodę z mózgu przedstawicielom „sekty smoleńskiej” vel „ludu smoleńskiego”.



Stawianie pytań

Gra na zróżnicowanie „sekty smoleńskiej” wykazuje brak konsekwencji eksploratorów i ich wyraźne zdenerwowanie. Cechą konstytutywną każdej sekty jest wszak bezkrytyczna wiara wszystkich jej członków w wyznawaną ideologię, co w praktyce oznacza odrzucenie jakiejkolwiek racjonalnej argumentacji, która mogłaby ową wiarę podważyć. Sekta nie dąży do poznania prawdy, sekta jest jej depozytariuszem. Zadawanie pytań, wątpliwości, są niedopuszczalną herezją.

Czy zatem „lud smoleński” wykazuje którąkolwiek z wymienionych cech „sekty”? Otóż jest dokładnie odwrotnie – cechą konstytutywną „ludu smoleńskiego” jest sceptycyzm i uparte dążenie do poznania prawdy. Prawdy o przyczynach i okolicznościach dramatu smoleńskiego, której ciągle nie znamy.



Wiara zamiast wiedzy

Wbrew kpinom, szyderstwom i inwektywom „lud smoleński” zwiększa swoje szeregi i fali tej nie powstrzyma najbardziej sprawny zespół fachowców od manipulacji. Bo w sprawie etykietowania nasi domorośli spece od orwelliady potknęli się o własną nogę, krótko mówiąc – dali ciała.

Nie trzeba wszak wielkiej przenikliwości, żeby dojść do wniosku, że „sekta smoleńska” w rzeczy samej istnieje, tylko zgoła gdzie indziej. To środowiska polityczne, medialne, akademickie i wcale nie mała grupa polskiej inteligencji. To oni z powodów wymagających dociekliwych badań socjologicznych wybrali „wiarę” w miejsce „wiedzy”, wypełniając taką postawą najważniejszą cechę każdej sekty. To oni wypowiedzieli wojnę „ciemnemu ludowi smoleńskiemu” , gdyż ten nie podziela ich wiary, co więcej – ośmiela się mieć wątpliwości i zadaje coraz bardziej kłopotliwe pytania.

A skoro jesteśmy już przy Orwellu, to trzymając się jego poetyki, warto zastanowić się, jaki wpływ na postawę prawdziwej „sekty smoleńskiej” ma czujne oko Wielkiego Brata?