Cechą urzędujących władz oświatowych w Polsce jest bezgraniczny brak odpowiedzialności za podejmowane decyzje.

Wynika to oczywiście z wieloletniej bezkarności ministrów wszelkiej maści i wszelkich resortów. Za spaskudzone drogi, bezmyślnie rozwiązane czy „sprywatyzowane” przedsiębiorstwa, za gnicie kolei czy pogrzebowy stan opieki zdrowotnej nie odpowiedział nigdy żaden z ministrów. Poza tym, że czasami stracił stanowisko. Tak jest i w przypadku resortu edukacji. Pomysły są całkowicie księżycowe, pozbawione podstaw ekonomicznych i merytorycznych, a ich wprowadzanie wydaje się być działalnością świniopasa przepędzającego z nudów trzodę z jednej zagrody do drugiej.

Minister Szumilas na naszych oczach przechodzi metamorfozę. Z rumieniącej się zastępczyni swojej poprzedniczki zmieniła się we wzbudzającego litość milczka całkowicie bezradnego wobec postawionych jej zadań by ostatecznie, za sprawą swoich pomysłów, przeistoczyć się w postać absolutnie kabaretową.

I nic tu po profesorze od pedagogiki. Z kabaretem nie da się dyskutować, z kabaretu można się tylko śmiać, a gdy kiepski i żałosny można zeń drwić.

MEN już dawno nie podejmuje dyskusji merytorycznych. Z nikim. Pani minister nie ma nic wspólnego z pedagogiką bo najprawdopodobniej jej tezy i ustalenia są dla niej intelektualnie niedostępne. A w kontekście posyłania do przedszkoli dzieci w pampersach trzeba również pytać o dostępność zdrowego rozsądku. Tym razem jednak dotknęła obszaru objętego odpowiedzialnością wieczystą i kompletnie zdaje się nie rozumieć w co brnie. Mam nadzieję, że poniesie kiedyś za to odpowiedzialność karną, że nie skończy się na utracie stołka. Wielki Donald wypluje ją za jakiś czas jak wyssaną pestkę, wyrzuci jak zużyty chodnik po którym stąpał. Ale rodzice dwulatków nie odpuszczą. Jestem o tym przekonany. A gdy dołączą do nich nauczyciele z likwidowanych szkół, pracownicy wygaszanych bibliotek pedagogicznych i ofiary agresji szkolnej-nie zazna snu. Po prostu: Kim Shumi Las w polskiej oświacie.