Tygodnik, który najwyraźniej wyspecjalizował się w walce z katolikami, zawiadomienie o popełnieniu o rzekomym przestępstwa przez ks. Danka ubrał w takie treści, które sugerują czytelnikowi, że sprawa winy księdza jest w zasadzie przesądzona. Ksiądz występuje w tekście Wojciecha Cieśli z pierwszą literą nazwiska i ma zasłonięte oczy.

Tymczasem jak dowiedział się portal wPolityce.pl, ksiądz nie został nawet przesłuchany przez prokuraturę, a autor zawiadomienia został wcześniej zwolniony z pracy przez księdza.

O tezach opisanych przez „Newsweek” rozmawialiśmy z szefem prokuratury rejonowej w Wadowicach - Jerzym Utratą.

Faktycznie mamy u siebie sprawę, która dotyczy niegospodarności w Muzeum Domu Rodzinnym Jana Pawła II. Trwają czynności sprawdzające, które mają nam dać odpowiedź na pytanie, czy zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa. Jeśli tak będzie, będziemy wszczynać postępowanie

- mówi prokurator. Tłumaczy, że jego placówka zapytała Urząd Marszałkowski, który jest organem nadzorczym nad muzeum, czy ma jakieś dane na temat ewentualnych nieprawidłowości w muzeum prowadzonym przez ks. Danka.

Jak nas urząd poinformował w oficjalnym piśmie, przeprowadzono kontrolę doraźną, która nie wykazała żadnych nieprawidłowości, a nawet, że „nie powziął w ogóle informacji”, które uprawniałyby urząd do zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa”. My ze swej strony zleciliśmy gruntowną kontrolę, wyniki powinny być znane do tygodnia czasu

– relacjonuje.

Informacja o tym, że Urząd Marszałkowski nie widział potrzeby złożenia zawiadomienia jest o tyle ważna, że przepisy prawa mówią wyraźnie, iż każdy organ państwowy lub samorządowy jest zobowiązany do zawiadomienia o podejrzeniu o przestępstwie, gdy na ślad takowego trafi.

Czy „Newsweek” kontaktował się z księdzem Dankiem przed publikacją tekstu na jego temat? Organ Lisa cytuje księdza w swoim artykule. Tymczasem portal internetowy wadowice24.pl dowiedział się od księdza Danka, że jakiś dziennikarz „Newsweeka” zadzwonił do niego około 23 w piątek i ponaglał go mówiąc, że za chwilę zamykają wydanie.

Zadzwonili do mnie z pytaniami o godz. 23 w piątek. Chciałem się spotkać i porozmawiać, ale dziennikarz stwierdził że ma mało czasu, bo gazeta właśnie oddawana jest do druku. Artykuł zawiera wiele nieprawdziwych oskarżeń pod moim adresem. Nie zostawię tego tak i będę bronił swojego dobrego imienia

– czytamy na portalu, który informuje także, że obroną dobrego księdza przed oszczerstwami zajmie się kancelaria prawna.

Slaw/ wadowice24.pl