To homoseksualiści są nietolerancyjni – uważa Krystyna Pawłowicz, posłanka PiS, która w imieniu klubu występowała przeciw ustawom o związkach partnerskich. W rozmowie z Super Expressem opowiada też o nagonce, której padła ofiarą i powodach dla których pary jednopłciowe nie powinny wychowywać dzieci.

 

W sytuacji kiedy mamy tzw. system demokratyczny i większość decyduje, oni nie mogą krzykiem i wrzaskiem narzucać większości działań, ustaw itd., kompletnie przy tym lekceważąc prawo

 

– przekonuje w rozmowie z „Super Expressem”. Posłanka tłumaczy m.in. dlaczego nie jest członkiem PiS, a jedynie klubu parlamentarnego.

Mam już siódmy krzyżyk. Uważam, że to, co mogę zrobić, to służyć PiS-owi swoim doświadczeniem prawniczym, przede wszystkim z ogromnego szacunku dla tego, co robił i robi prezes Kaczyński i z szacunku dla projektu i programu, który prezentuje PiS.

- wyjaśnia. Przyznaje też, że nie jest szczególną amatorką internetu, który założyła sobie dopiero dwa lata temu. Nie ogląda memów, czyta za to komentarze na portalach:

 

Są okropne. Bardzo dobrze pokazuje to nastawienie środowisk, które popierają homoseksualistów. Świadczy o ich kompletnej nietolerancji. W sytuacji kiedy mamy tzw. system demokratyczny i większość decyduje, oni nie mogą krzykiem i wrzaskiem narzucać większości działań, ustaw itd., kompletnie przy tym lekceważąc prawo

 

- mówi Pawłowicz. Jej zdaniem przykładem nietolerancji jest m.in. akcja, którą rozwinęli zwolennicy związków partnerskich po jej wystąpieniu z trybuny sejmowej.

 

We wtorek dowiedziałam się, że pan Rozenek biega z jakimiś pismami do mojego miejsca pracy i każe mnie zwolnić. Pan Rozenek - chłop jak dąb - nie znęcałby się już nad biedną kobietą i dał sobie spokój. Nie ma już szacunku nawet dla kobiety?

- mówi posłanka. Zapewnia też, że podtrzymuje swoja opinię na temat Anny Grodzkiej, której zmiany płci nie uznaje, gdyż jak podkreśla o tym, czy ktoś jest kobieta czy mężczyzną decyduje kod genetyczny, a nie deklaracja woli.

Posłanka broni też swoich słów z sejmowego wystąpienia: „Społeczeństwo nie może fundować słodkiego życia nietrwałym, jałowym związkom osób, z których społeczeństwo nie ma żadnego pożytku, tylko ze względu na łączącą ich więź seksualną”.

Chodzi o pożytek ze społecznego punktu widzenia. Chodzi o to, aby dbać o instytucję małżeństwa, która daje przetrwanie danej grupie społecznej

- argumentuje. Kategorycznie przeciwstawia się też możliwości wychowywania dzieci przez pary homoseksualne:

 

Badania i raporty, z którymi mogliśmy się zapoznać, pokazują, że to nieszczęście. Takie dzieci wychowują się źle, nie są w stanie założyć rodziny, częściej popełniają samobójstwa, nie mogą odnaleźć się w społeczeństwie, są bardzo często wykorzystywane seksualnie

- tłumaczy. I kontynuuje.

Trzeba spojrzeć w sposób naturalny, nawet doświadczenie myślowe sobie zrobić. Dwaj faceci, którzy mają skłonność do facetów, biorą sobie dziecko i kogo wychowują? Kolejnego homoseksualistę! Dziecko, które nie zna matki czy ojca, nie zna naturalnej rodziny, jest ogromnie nieszczęśliwe. Co więcej, mam nadzieję, że kiedyś powstanie urząd, który będzie robił wszystko, żeby homoseksualiści nigdy nie mogli otrzymać dziecka na wychowanie.

Posłanka nie widzi też potrzeby legalizowania związków partnerskich pomiędzy osobami odmiennej płci.

Zawsze jest wybór. Można się ożenić i korzystać ze wszystkich praw i przywilejów albo się nie żenić i wtedy korzystać z ograniczonych

– przekonuje Pawłowicz.


ansa/Super Express