„Cierpliwość jest lekarstwem w nieszczęściu”, pisał William Szekspir. Ciekaw jestem, czy napisałby to samo, gdyby żył w naszych czasach w Polsce, czyli nigdzie - jak to ujął antenat teatru absurdu, dramaturg Alfred Jarry w farsie „Ubu Króla”.
Oto na naszych oczach rozgrywa się prawdziwy spektakl absurdów, w którym największą ze sztuk jest zachowanie cierpliwości właśnie. Bo, jak wymagać jej od chorych, którzy stali się zakładnikami w rozgrywkach rządu z lekarzami i aptekarzami, i zostali zagonieni do kolejek po niezbędne leki bez gwarancji, że w ogóle je dostaną i będzie ich na nie stać? Jak wzywać do cierpliwości pacjentów z nowotworami złośliwymi, którym, jak w bydgoskim Centrum Onkologii, karze się czekać na radioterapię, ponieważ tzw. Narodowy Fundusz Zdrowia nie chce płacić dyrekcji szpitala za „nadwykonania” i ciąga się z nią po sądach? Jak ma być dobrej myśli 75-letni pacjent ze zniszczonym stawem biodrowym, którego szpital poinformował, cytuję za „Faktem”, że „został wpisany na Listę Oczekujących na zabieg endopotezoplastyki - przypuszczalny termin przyjęcia zgodnie z limitem NFZ dnia 12.10.2018 roku”? Jak zalecić cierpliwości inwalidom bez rąk czy nóg, którzy - jak w Opolu – musieli doczołgać się nocą do urzędu, by skoro świt móc złożyć podania o protezy refundowane przez NFZ, na zasadzie, kto pierwszy, ten lepszy, gdyż nie dla wszystkich starczyło pieniędzy? Jak zachować opanowanie, gdy jedynym ratunkiem dla schorowanych dzieci są apele w mediach do ludzi dobrej woli, jak w przypadku sześcioletniej Oli z zespołem Retta i padaczką, której rodzice muszą nazbierać 30 ton nakrętek, aby mogła pojechać na terapię do Turcji…?
Jest takie miejsce w naszym kraju, a dokładnie w Leśnej Górze, gdzie chorowanie jest wręcz przyjemnością, gdzie wszystko jest cudowne, od pachnącej pościeli przez troskliwych lekarzy po supernowoczesny robot chirurgiczny da Vinci. Tyle, że to fikcja z Nibylandii telewizyjnego serialu „Na dobre i na złe”. Robotów da Vinci, które wydatnie zmniejszają pooperacyjne powikłania i cierpienia pacjentów, mamy w Polsce słownie sztuk jeden w wrocławskiej klinice. A i ten miał przestoje i mógł zagrać w telenoweli, gdyż NFZ nie chciał płacić za operacje. W USA z pomocą da Vinci liczbę tych dziś już standardowych operacji liczy się w setkach tysięcy, w RFN pracują 52 takie roboty, w tym w niektórych szpitalach, jak w hamburskiej klinice, po dwa, mają je Czesi, rumuńscy lekarze korzystają z dziesięciu tego typu urządzeń, my - …zachowujmy cierpliwość.
Nie tylko zresztą w tej sprawie. Także w kwestii perspektywy starczej biedy, gdyż rząd najpierw zachęcał obywateli do płacenia na tzw. otwarte fundusze emerytalne, a potem położył łapę na ich oszczędnościach. Podobnie, jak w odniesieniu do abonamentów radiowo-telewizyjnych, gdy sam premier Donald Tusk wzywał do „obywatelskiego nieposłuszeństwa” i niepłacenia za korzystanie z publicznych mediów, a po ich zawłaszczeniu jego ekipa grozi obywatelom grzywnami za owo „nieposłuszeństwo”. Bo przecież TVP za coś musi realizować kolejne odcinki „Na dobre i na złe”. O reformie uzdrawiającej tę prawdziwą służbę zdrowia, z którą zgodnie z najnowszym unijnym raportem zajmujemy 27. miejsce w Europie (w porównaniu z 2009 r. spadliśmy o jedno miejsce), cisza.
Zdrowy i dbający o dobrą kondycję fizyczną premier Tusk powitał 2012 r. w zielonej koszulce na zielonej murawie. Chciał na dobry początek „poharatać w gałę”. Gdy w przerwie meczu któryś z dziennikarzy zahaczył go, czy wie ile, co kosztuje na naszej zielonej wyspie, Tusk odwrócił się na pięcie. Na początku bieżącego roku, nauczony tym doświadczeniem szef naszego rządu pojechał poszusować sobie na stokach Dolomitów. Śniegu ci u nas dostatek, co odkrył prezydent Bronisław Komorowski w Białce Tatrzańskiej, ale premier miał ten dodatkowy komfort, że Włosi nie zadawali mu głupich pytań, o ceny, opiekę zdrowotną, jakieś roboty da Vinci, refundowanie operacji i lekarstw, czy protez dla kalekich.
Tylko, „na moją zieloną świeczkę”, jak mawiał Ubu Król, co będzie, gdy społeczeństwo straci cierpliwość? Oj-tam, oj-tam, nie straci. Nasi obywatele mają świadomość, że władza nie jest od odpowiadania na nic i za nic, jest od rządzenia. W końcu pochodzi z wyboru. Jak w jadłospisie z farsy Jarry`ego: „Zupa polska, boczek z rastrona, cielę, kurczę, pasztet z psa, kupry indycze, szarlotka á la russe”...
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/149122-piotr-cywinski-dla-wpolitycepl-zielona-wyspa-ubu-krola-nasi-obywatele-maja-swiadomosc-ze-wladza-nie-jest-od-odpowiadania-na-nic-i-za-nic-jest-od-rzadzenia
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.