Po kilku latach przerwy do krajobrazu polskich balów karnawałowych wraca słynny Bal Prawicy organizowany przez środowisko dziennikarzy i działaczy samorządowych w Krakowie. Impreza wraca pod inną nazwą: Bal Niepokornych. Nazwa, jak i fakt, że bal odbywa się w tym samym dniu (9 lutego), gdy w Warszawie będą się bawić dziennikarze na tradycyjnym Balu Charytatywnym, wywołał prawdziwą furię zblatowanych z władzą mediów.

O Balu Niepokornych rozmawiamy z jednym z jego organizatorów, Adamem Kalitą – krakowskim radnym Prawa i Sprawiedliwości.

 

wPolityce.pl: Skąd pomysł na zorganizowanie charytatywnego Balu Niepokornych?

Adam Kalita: Przed katastrofą smoleńską byliśmy współorganizatorami Balu Prawicy. Po tragedii siłą rzeczy nie chcieliśmy organizować hucznych imprez. Teraz z Marcinem Szymańskim i Ryszardem Kapuścińskim - też radnymi w Krakowie - doszliśmy jednak do wniosku, że są w naszym mieście duże problemy z pomocą dla szkół, więc postanowiliśmy coś z tym zrobić. Znaleźliśmy taką państwową szkołę – muzyczną - która ma problemy finansowe i nie może naprawić swoich instrumentów muzycznych.

 

Jak dużym zainteresowaniem cieszy się bal? Wielu dziennikarzy zadeklarowało obecność?

W ogóle mamy do czynienia z pewnym nieporozumieniem. To, że zwróciliśmy się do dziennikarzy, bliższych nam ideowo, to nie znaczy, że jest to bal tylko dla nich. To jest bal ludzi „niepokornych”. Tak więc są zapraszani dziennikarze, ale nie tylko. Będą samorządowcy i inne mniej lub bardziej znane osoby. Jest już dużo zgłoszeń, z całej Polski. Razem z nami patronuje balowi krakowski oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

 

Czy zostali zaproszeni opozycyjni politycy z tzw. „górnej półki”? Ktoś już przyjął zaproszenie?

Tak, politycy dostali niedawno zaproszenie, ale na razie nie możemy z całą pewnością powiedzieć, kto z nich będzie obecny.

 

Czy szykujecie jakieś niespodzianki dla uczestników balu?

Bal będzie przed wszystkim okazją do wspólnej, dobrej zabawy. Bardzo możliwe, że przeprowadzimy jakąś aukcję na rzecz szkoły. Myślimy też o jakichś niespodziankach, ale z przyczyn oczywistych nie mogę mówić o szczegółach.

 

Jak pan i inni organizatorzy reagujecie na zaczepki ze strony dziennikarzy głównego nurtu?

Muszę przyznać, że jestem bardzo zniesmaczony tymi zaczepkami, a wręcz atakami. A to co napisała Janina Paradowska na swoim blogu, uważam za skandal. Byłem zaszokowany, że można w taki sposób skomentować chęć spotkania się ludzi, którzy mają podobne poglądy, którzy się lubią i chcą się razem bawić.

To, że w Warszawie w tym samym czasie odbywać się będzie charytatywny bal dziennikarzy jest akurat przypadkiem. Pierwotnie chcieliśmy zorganizować naszą imprezę później, ale 9 lutego to ostatnia sobota karnawału. Wcześniej nie było zaś takiej możliwości. Dopiero po ustaleniu daty naszego balu, dowiedzieliśmy się, że w tym samym dniu odbywa się bal warszawski.

Wydaje mi się, że w Polsce jest miejsce nawet na dziesięć balów. Nie wiem, dlaczego ktoś wychodzi z założenia, że bal warszawski jest tym jedynym, słusznym. Jestem naprawdę zdziwiony i zniesmaczony tym, co media mainstreamowe wypisują na nasz temat. Już nawet nie chce mi się tego komentować.

Rozmawiał Sławomir Sieradzki

CZYTAJ WIĘCEJ: Bal krakowski balowi warszawskiemu nierówny, czyli jak leczyć smoleńskie frustracje Janiny Paradowskiej