Nowy program Tomasza Sekielskiego w TVP 1 zatytułowany „Po prostu” miał przynieść do telewizji publicznej nową jakość. Tak techniczno-dziennikarską, jak i misyjną. Hałaśliwa kampania reklamowa, choć mogła denerwować, była na zrozumiała: stacja publiczna walczy o życie, a Sekielski to uznana marka. Dostał więc dobre pieniądze (jak można wywnioskować z nakładu pracy), dużo czasu i dobrą, wieczorną godzinę emisji we wtorki.

Za nami pierwszy odcinek. Czy Sekielski spełni pokładane w nim nadzieję? Zacznijmy od pozytywów. Autor programu to dobry dziennikarz telewizyjny więc nie robi gazety w telewizji. Widać, że dziennikarz chce być na miejscu, mieć obrazek, wyjść ze studia. Na tle nudnego i już śmiertelnie przewidywalnego salonowego Tomasza Lisa to duży atut. Program trzymał tempo, nie nudził, dobrze wyważono proporcje pomiędzy akcją a rozmową.

A jak ocenić zawartość i wartość programu?  Sekielski zdecydował się na trzy tematy: sprawdzenie skuteczności zabezpieczeń antyterrorystycznych w Sejmie, powrót do sprawy tajnych więzień CIA w Polsce wskutek amerykańskiego filmu fabularnego o pojmaniu Bin Ladena i rozmowę z Janem Marią Rokitą w związku z 10-leciem wybuchu afery Rywina. Ten ostatni punkt - wypadł naprawdę nieźle.

CZYTAJ: Rokita ujawnia wytyczne dla komisji Rywina: Kwaśniewski nie będzie odpowiadał przed komisją, ani nic mu się złego nie stanie

 

Niedosyt pozostawił brak pytań do Rokity o ocenę rządów Tuska. Bo stwierdzenie  - w szóstym roku rządów PO - iż Tusk i Kaczyński się sobą nawzajem nakręcają to jednak trochę mało poważna jak na diagnozę rzeczywistości.

Także tak reklamowany temat prowokacji ekipy Sekielskiego - wniesienia do Sejmu materiałów wybuchowych, choć sensacyjny i tabloidowo skuteczny, zmusza do postawienia kilku pytań. Po pierwsze użycie do tego „przykrywki” dziennikarza jest nie fair wobec całej grupy zawodowej. Teraz nas już nigdzie nie wpuszczą.

Po drugie, materiał sprawiał wrażenie podgrzewania - chcianej przez władzę - atmosfery grozy. A rozgrzebywanie tuż potem kwestii tajnych więzień CIA w Polsce stworzyło nieciekawy kontekst. Wyglądało to jakby autorzy najpierw udowadniali, że łatwo jest u nas dokonać zamachu, a za chwilę podpowiadali ewentualny motyw. Głupio wyszło.

Z bardziej całościową oceną programu trzeba poczekać na kolejne odcinki „Po prostu”. Zobaczymy wtedy na ile Sekielski będzie mógł i chciał patrzeć władzy na ręce a na ile ulegnie pokusie epatowania skandalizującymi prowokacjami bez specjalnego sensu. Na razie widać, że chce mu się powalczyć ale też, że temperament może go pchnąć w złym kierunku.

mak