700-osobową załogę spółki odzieżowej Warmia z Kętrzyna (warmińsko-mazurskie) ogarnęło przerażenie, gdy 16 listopada przeczytali na stronie Ministerstwa Skarbu Państwa, że ich właścicielem może zostać Walerian Tadeusz Pichnowski.

- Resort skarbu państwa chce nas sprzedać jak worek ziemniaków człowiekowi, który wzbudza nasz lęk nie tylko o istnienie Warmii, lecz również o nasze bezpieczeństwo osobiste – mówi przewodnicząca Związku Zawodowego Pracowników Warmii SA w Kętrzynie (warmińsko- mazurskie), Helena Danielak.

Rzeczniczka resortu skarbu państwa Katarzyna Kozłowska potwierdza, że na ogłoszenie prywatyzacyjne wpłynęła tylko oferta W. Pichnowskiego. Proces prywatyzacji Warmii zostanie zakończony do końca bieżącego roku. Jedynym kryterium merytorycznym podlegającym ocenie będzie cena za zbywane akcje. Resort nie będzie więc badał pochodzenie pieniędzy czy wiarygodności inwestora. Przedmiotem przetargu jest 85% kapitału zakładowego spółki.

Cena wywoławcza - 6.885.000 złotych.

- Znamy zarzuty związkowców wobec inwestora, ale nie zostały one poparte dokumentami - mówi rzecznik Kozłowska.

Związkowcy z Warmii twierdzą, iż inwestor jest swoistym „grabarzem” branży odzieżowej w Polsce, gdyż markowe firmy, które W. Pichnowski nabył od skarbu państwa w l. 90., po kilku latach zostały zlikwidowane. Szczególnie głośny był upadek renomowanej szczecińskiej „Dany”. W chwili prywatyzacji w 1996 roku firma ta zatrudniała 800 osób. W chwili ogłoszenia upadłości w 2002 roku tonęła w milionowych długach, głównie wobec ZUS i liczyła 35 pracowników.

Jednak pracownicami Warmii (90 proc. załogi to kobiety zatrudnione w zakładach w Kętrzynie i Mrągowie, bezrobocie w pow. kętrzyńskim wynosi prawie 27 proc.), najbardziej wstrząsnęło to, jak właściciel traktował pracowników spółki Rawi i Tiziana w Rawiczu. Rawi miała stać się spółką pracowniczą. Jednak prezesi Modeny - „spółki matki” Rawi, którzy nabyli słynną w PRL firmę odzieżową od NFI nagle, ku kompletnemu zaskoczeniu załogi, sprzedali firmę Walerianowi Pichnowskiemu. Mianowany przez niego prezes od razu zabrał pracownikom premie, zmienił stałe zatrudnienia na okresowe umowy i pracę z 14-dniowym okresem wypowiedzenia. Opornych zwalniał. Tych, co zostali, zmusił, by pracowali 56 godzin tygodniowo, nie płacąc im grosza za nadgodziny. Tego samego doświadczyli pracownicy Tiziany – w przypadku tej spółki sprawę do prokuratury zgłosiła PIP.

Natomiast w Rawi protestujący przewodniczący Komisji Zakładowej Solidarności został bez podania przyczyny i bez konsultacji ze związkiem zawodowym zwolniony z pracy w trybie natychmiastowym. Przy tym jeszcze został pobity przez ochroniarza. Prezes nie chciał przywrócić związkowca do pracy mimo trzykrotnego wyroku sądu. Po półtorarocznej walce Sąd Okręgowy w Poznaniu utrzymał wyrok w mocy i uznał prezesa Rawi winnym dwukrotnego bezprawnego pozbawienia pracy powoda i nie respektowania prawomocnych postanowień sądu. Wyrok - kara łączna - 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata. Ochroniarz, który pobił Tadeusza Dąbrowicza dostał 8 miesięcy w zawieszeniu na trzy lata.

Po tym wyroku Walerian Pichnowski nadal nie wpuszczał do pracy Dąbrowicza. Prezesi Modeny, którzy mu w tajemnicy przed załogą sprzedali Rawi, zostali w 2002 roku zatrzymani przez UOP pod zarzutem wyprowadzenia z Modeny 4 mln zł do spółek-córek (m.in do Rawi). Dzisiaj nie istnieje ani Rawi, ani Modena. Na terenie byłej fabryki stoją mieszkania i biurowce. W 2000 roku wartość tych gruntów szacowano na kilkadziesiąt milionów złotych. Gdy pracownicy WARMII dotarli do tych informacji, dostępnych w Internecie oraz uzyskali ich potwierdzenie, dzwoniąc do związkowców w miastach, w których W. Pichnowski miał spółki, wpadli w przerażenie. Wysłali protest d premiera, ministra skarbu państwa, pracy, gospodarki, do federacji związków zawodowych i lokalnych władz.

Związkowcy, w pismach podkreślają, że spółka Warmia nie zalega z opłatami, ma płynność finansową i podpisane wieloletnie kontrakty (m.in. z HUGO BOSS, bugatti Holding Brinkmann). Jak wynika z danych na stronie MSP Warmia za 2011 rok miała zysk netto 65,7 tys. zł. Podkreślają, że 2 zakłady Warmii zatrudniają w sumie 700 pracowników, z czego 90 proc. stanowią kobiety, a w pow. kętrzyńskim co trzeci dorosły jest bez pracy.

Nie boimy się prywatyzacji, potrzebujemy pieniędzy na rozwój - mówi Barbara Szczepuł- Krasowska przewodnicząca Związku NSZZ Pracowników Warmia Mrągowo.

– Ale chcemy pozyskać inwestora który będzie uczciwy, transparentny, odpowiedzialny i zabezpieczy nam rozwój.

- Niech pan Pichnowski pokaże nam choć jedną swoją firmę, która istnieje, w której ludzie mają zapewnioną pracę i byt – dodaje Helena Danielak.

Kim jest Walerian Tadeusz Pichnowski?

Nie wiadomo. Z KRS wiemy tylko, że ma 70 lat. Gdy zapytałem skąd pochodzi, co robił, kim był w PRL, czy był związany ze służbami specjalnymi, czy zmienił nazwisko Geretz na Pichnowski, za każdym razem słyszałem: „nie odpowiem na to pytanie”. Powiedział jedynie, że „ma wykształcenie wyższe prawnicze i nikt w konia go nie zrobi”, w PRL zakładał spółki polonijne w branży odzieżowej, a teraz mieszka w Niemczech. Potwierdził, że nie ma obecnie w Polsce żadnej firmy, a likwidację spółek, które nabył od Skarbu Państwa wyjaśnił… brakiem rąk do pracy. „Po prostu nie było pracowników, ludzie nie chcieli pracować” - mówi.

Twierdzi, że bez niego Warmia upadnie.

- Beze mnie, bez moich kontaktów z Hugo Bossem, Brinkmannem Warmia nie ma szans na przeżycie – mówi Pichnowski.

- A prezes Warmii utrąca moją ofertę, gdyż sama chce kupić zakład, za złotówę. Prezes Elżbieta Sankowska potwierdza, iż spółka pracownicza licząca 50 osób złożyła swego czasu ofertę kupna Warmii, ale minister jej nie przyjął.

- Żeby uniknąć podejrzeń, iż kieruję się prywatnym interesem, występuję ze spółki pracowniczej – poinformowała prezes Sankowska.

To już czwarta próba prywatyzacji Warmii. W trzech poprzednich oferty złożyły firmy, Magnat z Ełku i Infinity Group z Bartoszyc. Wówczas załoga też protestowała, gdyż jej zdaniem były to małe szwalnie, bez zaplecza finansowego. Wówczas resort podzielił ich opinie. Jak będzie tym razem, okaże się 20 grudnia. Tego dnia ma się odbyć spotkanie w Warmii organizowane przez wojewodę warmińsko-mazurskiego Mariana Podziewskiego (PSL), po tym, jak 11 grudnia przyjechali do niego z Warmii szefowie 3 związków z prośbą o pomoc. Na spotkanie został zaproszony wiceminister resortu skarbu państwa Rafał Baniak.

Związkowcy są zdeterminowani.

- Widzimy, co się dzieje, że resort chce sprywatyzować wszystko co się rusza i na drzewo nie ucieka – mówi Helena Danielak.

- Minister jednym pociągnięciem pióra chce przekreślić dorobek trzech pokoleń i posłać nas na bruk z menażkami, ale my się nie
damy!

Adam Socha