Portal wPolityce.pl ujawnił, że Służba Wywiadu Wojskowego w kwietniu 2010 roku otrzymała sygnał o możliwym zagrożeniu jednego z samolotów kraju Unii Europejskiej. W piśmie do naszej redakcji wywiad wojskowy informował:

Uprzejmie informuję, że m.in. Służba Wywiadu Wojskowego w kwietniu 2010 r. otrzymała ogólną informację od wiodącego podmiotu współtworzącego system antyterrorystyczny w Polsce o możliwości uprowadzenia samolotu z jednego z lotnisk państw Unii Europejskiej, celem weryfikacji. Informacja nie zawierała żadnych bliższych danych.

Wygląda jednak na to, że ostrzeżenie o zagrożeniu przed 10 kwietnia było znacznie precyzyjniejsze oraz poważniejsze niż podaje Służba Wywiadu Wojskowego. Jak ujawnił na posiedzeniu sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka płk Andrzej Pawlikowski ostrzeżenie dotyczyło głowy państwa jednego z krajów członkowskich. Były szef BOR w czasie posiedzenia zabrał głos, mówiąc:

Mamy informacje, że przed lotem pana prezydenta do Katynia, przed tym 10 kwietnia 2010 roku, podobno służby specjalne otrzymały informację od służb zagranicznych, że ma być prawdopodobnie dokonany jakiś zamach na któregoś z przywódców, prezydentów krajów członkowskich Unii Europejskiej. Ja tylko chciałbym zapytać, czy prokuratura wzięła to pod uwagę i bada ten czynnik, czy zostały podjęte jakieś kroki ze strony służb w tym kierunku?

Pułkownik Andrzej Pawlikowski mówił wprost o sygnale dotyczącym zagrożenia zamachem na jednego z przywódców kraju UE. To w sposób ogromny zmienia sytuację. Sprawa, że sygnały o zagrożeniu przed 10 kwietnia były bardzo poważne i konkretne. To w świetle wiedzy o tym, jak strona rosyjska traktowała kwestię bezpieczeństwa lotu Prezydenta RP (brak zgody na rekonesans, brak zgody na obecność BOR na lotnisku itd.) powinno służby postawić w stan gotowości. Tak się jednak nie stało.

W rozmowie z portalem wPolityce.pl płk Pawlikowski wyjaśnia, że pierwsze sygnały o ostrzeżeniach wysyłanych do polskich służb dotarły do niego kilka miesięcy po tragedii smoleńskiej, jeszcze w 2010 roku.

Zgodnie z informacjami, jakie do mnie dotarły, nasze służby otrzymały sygnał od jednego z wywiadów działających na obszarze UE, że może dojść do uprowadzenia jednego z samolotów. Chodziło o samolot z głową państwa jednego z krajów Unii na pokładzie

- wyjaśnia Pawlikowski.

Dodaje, że wiadomości takie zostały mu przekazane przez osobę trzecią, ale już wtedy pojawiały się w środowisku służb. Były szef BOR wskazuje, że ten sygnał powinien zapalić w służbach czerwone światło.

Pawlikowski na posiedzeniu komisji zadał szereg pytań prokuratorom. Jednak żaden z nich nie odniósł się do sprawy ostrzeżeń, jakie służby otrzymały przez wylotem Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego do Smoleńska. Nie wiadomo, czy wojskowa prokuratura w ogóle badała lub bada tę sprawę.

Pawlikowski nie ma wątpliwości, że ostrzeżenie, o którym mowa, w służbach powinno spowodować wzmocnienie zabezpieczenia lotów Prezydenta RP. Niestety jednak nie zmieniło to nastawienia do lotu Prezydenta RP do Smoleńska. Zgodnie z wytycznymi płynącymi z Moskwy i polskie i rosyjskie służby traktowały ten lot niczym prywatną podróż Lecha Kaczyńskiego.

Sprawę ostrzeżeń dotyczących możliwego zamachu na głowę państwa oraz reakcji na te sygnały należy drobiazgowo prześledzić. Ustalenie sposobu rozchodzenia się tych wiadomości, poznanie tych, którzy blokowali kanały komunikacji oraz paraliżowali podejmowanie decyzji, będzie niezwykle ważne przy ustalaniu co zdarzyło się w Smoleńsku. Szczególnie, gdy prokuratura zajmie się tym już na poważnie...