wPolityce.pl: Na naszym portalu ujawniliśmy pismo, jakie otrzymaliśmy z wywiadu wojskowego. Czytamy w nim, że w kwietniu 2010 roku SWW otrzymała do weryfikacji sygnał o możliwym zagrożeniu dla samolotu jednego z państw UE. Jaką wagę ma ta sprawa dla śledztwa smoleńskiego?

Przemysław Żurawski vel Grajewski: Wydaje mi się, że niestety na razie mamy na tyle skąpe informacje, że wszelkie interpretacje są równie prawdopodobne jak i nieprawdopodobne. Wiadomo, że coś miało się stać z jednym z samolotów państw Unii Europejskiej. Taka wiadomość mówi zarówno dużo, jak i mało. Notatka dziwnie mówi o kraju UE. Gdyby była mowa choćby o państwie Europy Środowej, można byłoby mówić konkretniej. Sprawa została podana w sposób zbyt ogólny, by mówić kategorycznie. Nie można mówić, że to rzecz bez znaczenia, ale wagi sprawy bym nie oceniał. To jest trop, który trzeba podjąć i wyjaśnić.

CZYTAJ TAKŻE: NASZ WYWIAD. Macierewicz: sygnały dot. zagrożenia samolotu z kraju UE wskazują na realne niebezpieczeństwo. "Nie zrobiono niczego"

 

Czy ten sygnał nie powinien spowodować wzmocnienia ochrony prezydenta?

Podróż prezydenta powinna zawsze się odbywać pod ścisłą ochroną służb. Wydaje się, że jedyną formą zwiększenia ochrony może być odwołanie wizyty. Gdyby ostrzeżenie, które dotarło do SWW mówiło o zagrożeniu głowy państwa, mielibyśmy daleko posuniętą wyrazistość tej notatki. Gdyby nie wydarzyło się to, co się wydarzyło, sądzić by można, że ostrzeżenie sformułowane tak, jak podaje SWW może sugerować, że chodzi o samolot rejsowy.

 

Co powinno się obecnie stać z tą informacją? Prokuratura powinna wrócić do tej sprawy?

Oczywiście. Po katastrofie mamy inną sytuację. Obecnie powinno dojść do zbadania każdego wątku. Po 10 kwietnia taka informacja może być traktowana jako jeden z tropów do sprawdzenia. Jednak na razie to wszystko. Tam jest zbyt mało informacji.

 

Co sprawa katastrofy smoleńskiej mówi o kanałach komunikacji instytucji publicznych w Polsce?

Do dziś nie ma jasnej wersji przebiegu wydarzeń sprzed 10 kwietnia, jak i po nim. Wiemy, że strona rosyjska mówiła, że nie znała zamiarów Kancelarii Prezydenta. Wiemy, że nie ma dokumentacji dotyczącej decyzji podejmowanych zaraz po katastrofie smoleńskiej. Nie wiadomo kto podjął decyzję dot. Konwencji Chicagowskiej, nie wiadomo jak rząd przygotowywał się do wyjazdu do Smoleńska już po tragedii, jacy eksperci się zebrali i jak ustalano polskie stanowisko w tej sprawie. Kultura urzędniczo-administracyjna oparta jest na wytwarzaniu dokumentów. To nie jest stowarzyszenie kolegów z podwórka. To jest państwo, którego instytucje powinny wytwarzać dokumenty. Na ich bazie można badać kto za co jest odpowiedzialny, kiedy i na jakich podstawach podejmowane są decyzje. Tego wydaje mi się zabrakło. To jest obciążające dla rządzących. Szczególnie przed 10 kwietnia, bo tych dokumentów jest mniej. Wiadomo jednak, że sabotowano wizytę Prezydenta RP, dogadywano się z premierem Rosji z pominięciem Prezydenta Polski. To są sprawy bulwersujące.

Rozmawiał Stanisław Żaryn