To jest nieludzkie, co zrobiono z moim mężem, z naszymi z lotnikami. Skompromitowano na  oczach całego świata, na arenie międzynarodowej, polskiego prezydenta i polskie lotnictwo

– mówiła Ewa Błasik podczas posiedzenia komisji parlamentarnej ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej.

Słowa wdowy po generale Andrzeju Błasiku to gorzki akt oskarżenia wobec wszystkich, którzy mataczyli i mataczą w sprawie katastrofy smoleńskiej. Oto co powiedziała Ewa Błasik.

Chciałam przede wszystkim serdecznie podziękować panu ministrowi Macierewiczowi, wszystkim państwu, że nie uwierzyliście w te kłamstwa i nie zaufaliście tzw. członkom komisji pana Millera.

Od 25 lat nie wiedziałam jak pomóc mężowi żeby pokazał całemu światu jak tego rodzaju komisje w Układzie Warszawskim po II wojnie światowej funkcjonowały. Zasada jest niepisania, ale jedna – winni są ci, co nie żyją.

W moich odczuciach można to nazwać mafią, a nie żadną komisją.

Wszystko mówi nam SMS rozsyłany zaraz po katastrofie, że winni są piloci, bo zeszli we mgle poniżej 100 metrów, a do ustalenia pozostaje kto ich do tego skłonił.

Skoro się nie dało „ustalić” w Moskwie, że to polski prezydent, śp. Lech Kaczyński, zmusił załogę do lądowania, to wymyślono, iż jedynym pilotem na pokładzie tego samolotu był mój mąż.

Cynicznie, perfidnie przez tyle miesięcy wmawiano nam, że był w kokpicie. Pułkownik Wiesław Kędzierski rozpoznał głos, którego nie było. Teraz nie ma odwagi przyznać się przed prokuraturą do tego czynu. Ten pułkownik miał czelność przez adiutanta mojego męża wydawać mi polecenia, abym nie wypowiadała się w mediach. Żebym mówiła, że nie znam się na lotnictwie i nie udzielała żadnych wywiadów dziennikarzom.

Służby specjalne od katastrofy cały czas zastraszają mnie, rozłączają moje rozmowy telefoniczne. To są ich metody działania, zastraszania wdów po poległych pilotach.

To jest nieludzkie, co zrobiono z moim mężem, z naszymi z lotnikami. Skompromitowano na oczach całego świata, na arenie międzynarodowej, polskiego prezydenta i polskie lotnictwo. I próbuje nam się wmawiać inną „prawdę”.

Ogromnie się cieszę, że w końcu możemy mówić prawdziwie, co się mogło stać i dochodzić prawdy. Ja tę prawdę od początku czułam.

Dodam tylko, że mąż do końca swojego życia nie wierzył w raport po katastrofie CASY pod Mirosławcem, gdzie zginęli jego uczniowie. Ale nie miał żadnego wsparcia. Minister obrony narodowej był zainteresowany zdjęciem ze stanowiska mojego męża, a nie dojściem do prawdziwych przyczyn katastrofy.

Z całego serca dziękuję wszystkim ludziom, którzy myślą - bo tu trzeba logicznie myśleć, a nie kłamać i manipulować opinią publiczną. Dziękuję prawdziwym polskim dziennikarzom, że pomogli nam wszystkim tutaj ujawniać tę prawdę. Że nie ugięli się, narażając niekiedy nawet swoje życie. Bo w tym kraju chyba nikt nie czuje się bezpiecznie. Ja również i pan porucznik Wosztyl. Dziękuję naukowcom za ich konferencję. Za to, że mają odwagę.

Tak na prawdę nie wiemy co się ponad nami rozgrywa i o co tu chodzi. Ojczyznę mamy jedną i ja jako żona oficera Wojska Polskiego proszę wszystkich państwa, abyśmy dalej wspólnymi siłami dochodzili do prawdy. Bo być może tu chodzi o niepodległość Polski.

***

Po Ewie Błasik głos zabrała Ewa Kochanowska. Wdowa po rzeczniku praw obywatelskich, Januszu Kochanowskim, zwróciła się do części dziennikarzy obecnych na posiedzeniu komisji ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Powiedziała dobitnie:

Widzę dzisiaj ogromne zainteresowanie prasy, które normalnie naszym posiedzeniom nie towarzyszyło. Właściwie jestem bardzo wściekła ponieważ każdy z państwa od dnia katastrofy miał to przed oczyma – mieliście przed oczyma ten samolot, który zleciał z wysokości kilkunastu metrów i ośmielaliście się nam wmawiać, że to jest normalna katastrofa lotnicza, że to brzoza złamała skrzydło. To oburzające, haniebne. Powinniście się wstydzić.

JKUB

To jest nieludzkie, co zrobiono z moim mężem, z naszymi z lotnikami. Skompromitowano na  oczach całego świata, na arenie międzynarodowej, polskiego prezydenta i polskie lotnictwo – mówiła Ewa Błasik podczas posiedzenia komisji parlamentarnej ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej.

Słowa wdowy po generale Andrzeju Błasiku to gorzki akt oskarżenia wobec wszystkich, którzy mataczyli i mataczą w sprawie katastrofy smoleńskiej. Oto co powiedziała Ewa Błasik.

Chciałam przede wszystkim serdecznie podziękować panu ministrowi Macierewiczowi, wszystkim państwu, że nie uwierzyliście w te kłamstwa i nie zaufaliście tzw. członkom komisji pana Millera.

Od 25 lat nie wiedziałam jak pomóc mężowi żeby pokazał całemu światu jak tego rodzaju komisje w Układzie Warszawskim po II wojnie światowej funkcjonowały. Zasada jest niepisania, ale jedna – winni są ci, co nie żyją.

W moich odczuciach i w odczuciach mojego męża to można nazwać mafią, a nie żadną komisją.

Wszystko mówi nam SMS rozsyłany zaraz po katastrofie, że winni są piloci, bo zeszli we mgle poniżej 100 metrów, a do ustalenia pozostaje kto ich do tego skłonił.

Skoro się nie dało „ustalić” w Moskwie, że to polski prezydent, śp. Lech Kaczyński, zmusił załogę do lądowania, to wymyślono, iż jedynym pilotem na pokładzie tego samolotu był mój mąż.

Cynicznie, perfidnie przez tyle miesięcy wmawiano nam, że był w kokpicie. Pułkownik Wiesław Kędzierski rozpoznał głos, którego nie było. Teraz nie ma odwagi się przyznać przed prokuraturą do tego czynu. Ten pułkownik miał czelność miał czelność
przez adiutanta mojego męża wydawać mi polecenia, abym nie wypowiadała się w mediach. Żebym mówiła, że nie znam się na lotnictwie i nie udzielała żadnych wywiadów dziennikarzom.

Służby specjalne od katastrofy cały czas zastraszają mnie rozłączają moje rozmowy telefoniczne. To są ich metody działania, zastraszania wdów po poległych pilotach.

To jest nieludzkie, co zrobiono z moim mężem, z naszymi z lotnikami. Skompromitowano na  oczach całego świata, na arenie międzynarodowej, polskiego prezydenta i polskie lotnictwo. I próbuje nam się wmawiać inną „prawdę”

Ogromnie się cieszę, że w końcu możemy mówić prawdziwie co się mogło stać i dochodzić prawdy. Ja tę prawdę od początku czułam.

Dodam tylko, że mąż do końca swojego życia nie wierzył w raport po katastrofie CASY. Mówił, że nie znamy tak na prawdę przyczyn katastrofy pod Mirosławcem gdzie zginęli jego uczniowie. Ale nie miał żadnego wsparcia. Minister obrony narodowej był zainteresowany zdjęciem ze stanowiska mojego męża, a nie dojściem do prawdziwych przyczyn katastrofy.

Z całego serca dziękuję wszystkim ludziom, którzy myślą - bo tu trzeba logicznie myśleć, a nie kłamać i manipulować opinią publiczną. Dziękuję prawdziwym polskim dziennikarzom, że pomogli nam wszystkim tutaj ujawniać tę prawdę. Że nie ugięli się, narażając niekiedy nawet swoje życie. Bo w tym kraju chyba nikt nie czuje się bezpiecznie. Ja również i pan porucznik Wosztyl. Dziękuję naukowcom za ich  konferencję, że mają odwagę


Tak na prawdę nie wiemy co się ponad nami rozgrywa i o co tu chodzi. Ojczyznę mamy jedną i ja jako żona oficera Wojska Polskiego proszę wszystkich państwa, abyśmy dalej wspólnymi siłami dochodzili do prawdy. Bo być może tu chodzi o niepodległość Polski.

***

Po Ewie Błasik głos zabrała Ewa Kochanowska. Wdowa po rzeczniku praw obywatelskich,   Januszu Kochanowskim, zwróciła się do części dziennikarzy obecnych na posiedzeniu komisji ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Powiedziała dobitnie:

Widzę dzisiaj ogromne zainteresowanie prasy, które normalnie naszym posiedzeniom nie towarzyszyło. Właściwie jestem bardzo wściekła ponieważ każdy z państwa od dnia katastrofy miał to przed oczyma – mieliście przed oczyma ten samolot, który zleciał z  wysokości kilkunastu metrów i ośmielaliście się nam wmawiać, że to jest normalna katastrofa lotnicza, że to brzoza złamała skrzydło. To oburzające, haniebne. Powinniście się wstydzić.