Piętnaście lat temu Tomasz Wójcik był jednym z posłów, którzy na sali obrad Sejmu Rzeczypospolitej zawiesili krzyż. W rocznicę tego wydarzenia, były parlamentarzysta AWS opowiada nam o kulisach historycznego już aktu. Oto jego relacja.

Krążą fałszywe legendy, że krzyż w Sejmie wieszaliśmy w ukryciu. Nonsens, bzdury absolutne. Działaliśmy zupełnie jawnie. A stało się to wieczorem z powodu naszych zajęć, a nie dlatego, jakoby były planowane jakieś nocne akcje.

Kiedy po wyborze na posła przyjechałem do Sejmu, na pierwsze organizacyjne spotkanie, ze zdumieniem zobaczyłem, że na sali sejmowej nie ma krzyża, mimo, że upłynęło 8 lat wolnej i niepodległej Polski. No i potem jedząc kolację z kolegami zacząłem na ten temat dyskutować. Że to nie jest w porządku, że trzeba krzyż kupić, poświęcić i zawiesić.

Towarzyszył nam ksiądz Kazimierz Kurek. Zaproponował żeby zadzwonić do ojców Paulinów. Zadzwonił, połączył się z kustoszem Jasnej Góry, ojcem Janem Golonką. W bezpośredniej rozmowie powiedziałem mu o co chodzi. Ojciec Golonka obiecał, że coś wymyśli. Za parę dni zadzwonił, że krzyż jest przygotowany i że będzie można go odebrać na Jasnej Górze - po mszy, podczas której będzie poświęcony na ołtarzu, przed obrazem Matki Boskiej.

Krzyż został wykonany przez ojców Paulinów z drewna hebanowego, które zostało po remoncie ołtarza na Jasnej Górze. A postać Chrystusa pochodziła z XIX wieku, zrobiona z drewna lipowego przez nieznanego autora.

Pojechaliśmy na Jasną Górę we trójkę: senator Ligia Urniaż-Grabowska, ks. Kazimierz Kurek i ja. Po mszy świętej odebraliśmy krzyż, następnie odwiedziliśmy redakcję „Niedzieli”, księdza redaktora Ireneusza Skubisia.

W sobotę, 18 października 1997 r., przywieźliśmy krzyż do Warszawy. Zawieźliśmy go do sióstr Urszulanek na warszawskim Starym Mieście. Siostry adorowały krzyż przez całą noc.

Na drugi dzień, w niedzielę wieczorem, przed zaplanowanym na poniedziałek inauguracyjnym posiedzeniem Sejmu, po organizacyjnych spotkaniu klubu AWS, senator Ligia Urniaż-Grabowska przywiozła krzyż do Sejmu. Z kolegami poszliśmy zawiesić go w sali sejmowej.

Nie byliśmy doświadczeni i nie wiedzieliśmy, że możemy mieć do dyspozycji służby sejmowe, które by to mogły zrobić – przybić gwóźdź, przygotować drabinę. Nie mając tego doświadczenia zrobiliśmy wszystko sami. Wziąłem ze sobą młotek i gwoździe. Ponieważ poseł Piotr Krutul był najwyższy, stanął na fotelu marszałkowskim, przybił gwóźdź i zawiesiliśmy krzyż. Krutul się potknął przy wchodzeniu, oderwała się futryna z drzwi, ale to nie było nic nadzwyczajnego. Były to rzeczy absolutnie nieważne, drugorzędne. Nie było w tym nic tajnego czy spiskowego. Zrobiliśmy to jawnie. W sumie trwało to z pięć minut.

Nie pytaliśmy nikogo o zgodę. Bo czy posłowie to nie jest najwyższa władza konstytucyjna, zaraz po narodzie? To kogo się miałem pytać? Kto miał mi udzielić zgody? Szef Kancelarii?

Miejsce nad drzwiami wydawało nam się najbardziej właściwe. Widoczne z sali, godne, nie w kącie. Często w domach wiesza się krzyż nad drzwiami.

Zarzuty w stosunku do krzyża nie są nowe. Trwają od 2 tysięcy lat. Dla tych, którzy krzyża nie znoszą, każdy pretekst, każdy zarzut jest dobry.

Dziwię się, że w ogóle na ten temat jest dyskusja. Ci którzy podnoszą tę sprawę zapomnieli, że ich prawo do demokratycznego wyboru, ich cała kultura, całe wykształcenie, wszystkie osiągnięcia cywilizacyjne są dzięki krzyżowi. Gdyby nie krzyż, to jeden z drugim by prawdopodobnie ganiał jako niewolnik.

Żądanie Palikota to bezrefleksyjne działanie albo celowe odwracanie uwagi i rozbudzanie emocji, cyniczne, po to żeby odwrócić uwagę od poważnych spraw ekonomicznych.

CZYTAJ TEŻ: W piątek - mija 15 lat od zawieszenia w Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej krzyża, ofiarowanego przez Klasztor OO Paulinów z Jasnej Góry

Tomasz Wójcik to były poseł AWS, emerytowany nauczyciel akademicki. Jest członkiem Komisji Krajowej „Solidarności” i zarządu Regionu Dolny Śląsk.

JKUB