Miałem pisać o czymś innym, ale, oczywiście dzisiaj informacja dnia stają się, i z całą pewnością będą i dziś i jutro nowe „odkryte” zdjęcia ofiar, w tym Prezydenta. Nie są to jakieś sensacyjne odkrycia, wisiały w Internecie już dawno, dzisiaj stało się coś innego, nagle zaoferowano je na sprzedaż kilku redakcjom, nie wzięły, nie szkodzi, pojawiły się linki, tak, żeby każdy je sobie obejrzał.

Znalezienie ich zajęło mi dwie minuty, oczywiście zajrzałem, po to, by w strasznym bólu jeszcze raz obejrzeć sobie, w jakim stanie były ciała naszej elity w tym smoleńskim błocie. I myślę, że po to je nam znowu podrzucono, by w tą ciągle niezagojoną ranę wcisnąć ruski bucior. Może ktoś chce nam jednak cos nimi pokazać? Albo na coś zwrócić uwagę?

Może to ostatnia rozpaczliwa próba wyrzucenia biegnącym za rządowymi saniami watahom wilków czegoś, co je zajmie, choć na chwilę, skoro nic innego nie działa? Nie zadziałało osiemdziesiąte szóste expose, projekt Amber Rząd, czyli powtórzenie chytrej machlojki lokalnego cwaniaka, tyle, że na skalę tysiąc razy większą, sondaże dalej dołują, a opozycji szybują, no, to idzie Plan B, zawsze działało, więc, czemu nie i teraz? Nie zmienia się zwycięskiego składu, a ta rana jest tak świeża, że nie ma innej możliwości, emocje znowu przesłonią wszystko inne.

Do tej pory drażnienie ludzi, walenie kijem po prętach klatki zawsze przynosiło pożądany przez rządowych propagandzistów efekt. To umożliwiało pokazywanie przestraszonym lemingom wściekłych i zrozpaczonych ludzi na ulicach i straszenie ich - widzicie? Tym oszołomom chodzi tylko o ten Smoleńsk, a, owszem, przyznajemy, nie ma, co ukrywać, bo to i wy zaczynacie widzieć, w tej sprawie nie mamy czystego sumienia, no powiedzmy otwarcie, spieprzyliśmy to na maksa, będziemy iść w zaparte, ale i my sami wiemy, że Kopacz, Tuska, czy Arabskiego nie da się w żaden sposób obronić, ani nawet logicznie wytłumaczyć. My, ale i wy, bo wściekli ludzie nie będą się bawić w subtelności, wszyscy „nasi” zwolennicy muszą się bać zemsty i prawdziwego śledztwa.

Dlatego nie ma innego wyjścia, popierajcie nas, popierajcie Tuska, bo jak nie…

Powtarzam, zastanawia mnie, że na tych zdjęciach nie ma nic sensacyjnego, nic nie wnoszą, są jedynie straszne, mają nas zranić, upokorzyć. I tak się dzieje. Nikt ich nagle nie znalazł, ani nikt nagle nie postanowił ujawnić jakąś straszną prawdę. Nie, tyle, że ktoś właśnie dzisiaj, nie wczoraj i nie jutro, postanowił je wrzucić nam na stoły i ekrany. Ja się zastanawiam, kto i dlaczego.

Jeśli popatrzymy, co i jak się kolejno pojawiało, jako wrzutki, wszystkie bez wyjątku były dezawuowane potem, jako zwykłe kłamstwa, choć przeważnie bez żadnych konsekwencji, bez żadnych przeprosin, niektóre na minuty po katastrofie, niektóre w kilka dni po niej, niektóre w kilka tygodni po niej, niektóre do dzisiaj, jako bardziej, lub mniej subtelne sugestie i insynuacje, ostatnia dosłownie kilka dni temu wprost w bezczelnych, zatrutych „przeprosinach” Premiera Donalda Tuska sugerującego, że tylko delikatność nie pozwala mu sformułować pewnych pytań, ale, żeby go nie denerwować, bo wtedy te pytania sformułuje. Oczywiście, chodziło o ponowne sprowokowanie Jarosława Kaczyńskiego do wściekłej riposty, co w zasadzie załatwiłoby problem Premiera i pozwoliło wszystkim zaprzyjaźnionym telewizjom na zestawienie franciszkańskiej miłości i przeprosin Tuska i niezrozumiałej erupcji nienawiści i agresji opozycji. Nie wyszło, podobnie następująca po niej jawnie prowokacyjna wypowiedź Grupińskiego pozostała bez odpowiedzi i tu okazało się, że król jest nagi, że pojedynek na merytoryczne argumenty rządowe piłkarzyki przegrywają do zera.

Z innej, albo i nie, beczki, słynne zdjęcie Tuska i sędziego na telefon przybijających „piątkę” w loży na stadionie nie pochodzi z monitoringu, nie pochodzi z materiałów prasowych, zostało zrobione, jak wynika z analizy, z płyty stadionu. Nikt nie ”omiata” loży przypadkiem, lecz filmuje cały czas. Normalne materiały byłyby już dawno rutynowo skasowane, po, bodajże 6 miesiącach, taka jest rutyna. A ten się zachował, i w końcu wypłynął. Nie został znaleziony przez Indiana Jonesa w dżungli amazońskiej, ani w świątyni Słońca w Indiach. Ktoś dostarczył. I te wszystkie nagrania też ktoś w pewnym momencie dostarcza po wielu miesiącach.

Powiem krótko, świetnie, że te wszystkie „kompromaty” wychodzą, to nasza szansa, że się te świnie, te gnoje gryzą pod dywanem i podrzucają na siebie nawzajem te zdjęcia, taśmy i zeznania. Tak trzymać. I tylko pamiętajmy, że nie podrzucają nam ich dobrzy wujkowie zatroskani o wolność, lecz jedna frakcja bandytów na drugą. Tylko tyle musimy pamiętać.

http://naszeblogi.pl/blog/69

http://niepoprawni.pl/blogs/seawolf/

http://wpolityce.pl/autorzy/seawolf

http://freepl.info/authors/seawolf

Oraz w wersji audio tutaj:
http://niepoprawneradio.pl/