Nie wyobrażam sobie, by jakakolwiek redakcja w Polsce zdecydowała się na opublikowane zdjęć ofiar katastrofy smoleńskiej, które pojawiły się na rosyjskim forum internetowym.

Nie wątpię też, że ich publikacja nie jest przypadkiem. Poza fotografiami z układania ciał na folii – które mógł zrobić ktokolwiek z dziesiątek funkcjonariuszy rosyjskich służb i nikt by tego nie odnotował – upubliczniono zdjęcia ciała prezydenta z sekcyjnego stołu. One nie są „nie do upilnowania”.

Trudno nie zadać pytania, dlaczego zdjęcia publikuje jakiś przypadkowy bloger właśnie teraz, a przez dwa i pół roku leżały bezpiecznie schowane w materiałach rosyjskich służb?

Może to ich odpowiedź na decyzję polskiej prokuratury o kolejnych ekshumacjach, bardzo niewygodnych dla strony rosyjskiej (jednak dużo bardziej niż polskiej)? Teraz już wiemy na 100%, że Rosjanie potraktowali ciała polskiej elity jak przedmioty – pozorując sekcje zwłok, nie myjąc ich przed włożeniem do trumien, zostawiając w nich śmieci. Wreszcie – że w kilku przypadkach (dwa już znamy, cztery kolejne zostaną zweryfikowane w najbliższych tygodniach) ciała zamieniono.

Otwierania trumien w Polsce miało nie być. Tak obiecywali polscy ministrowie. Polacy słowa nie dotrzymali, więc mamy odpowiedź?

Może więc to być od dawna trzymany w rękawie rosyjski as. Perfidnie oczekujący na właściwy moment.

Byłem w Smoleńsku w dniu katastrofy. Dziennikarze nie mogli przekroczyć bramy lotniska (w odróżnieniu od operatorów kamer, których na chwilę wpuszczono bliżej). Ale nawet stamtąd widać było, jak inne „standardy” stosują Rosjanie. Trudno pomyśleć, by w podobnej sytuacji w Polsce np. trumny przywieziono bezładnie rzucone na pakę brudnej ciężarówki.

To jednak było nic w porównaniu z długim ciągiem upokorzeń, który zafundowano nam później.

Obawiam się, że jeszcze wiele ciosów może nas zaskoczyć. Takich jak upublicznienie zdjęć ofiar. Albo i cięższych.

I znów będziemy bezradni. Tak jak teraz, gdy minister Sikorski apeluje na Twitterze o niepublikowanie fotografii. Myślę, że niepotrzebnie. Chyba lepiej by było, gdyby zamiast tego wystukał na klawiaturze swojego telefonu numer do Siergieja Ławrowa i domagał się tak zablokowania strony, jak i znalezienia winnych wycieku zdjęć.

Tyle, że teraz – po kompletnym oddaniu w sprawie Smoleńska wszystkiego – w Rosji nikt już polskich polityków nie traktuje poważnie i z jakimkolwiek respektem.

Konsekwencją tego jest przede wszystkim narażanie rodzin na niewyobrażalna traumę.

To im trzeba współczuć najbardziej.

Im więcej bałaganu, zaniedbań, kłamstw, a przez to sensacji – tym więcej ich cierpienia. Do którego spotęgowania jakoś wciąż nikt się nie poczuwa.