Profesor Bogusław Śliwerski, markowy uczony znany nie tylko w światku pedagogicznym od lat prowadzi blog stanowiący unikatowy komentarz do wydarzeń naukowych w kraju i poza jego granicami, a także do bieżących spraw w polskiej oświacie. Czytuję go regularnie i coraz bardziej sobie cenię ten sposób narracji i tę metodę reagowania na otaczającą nas rzeczywistość.

Tym razem profesor swoim wpisem zwalił mnie z nóg. I oczywiście nie tym jak napisał lecz tym, co opisał. Przywołam fragment odsyłając jednocześnie do całości.

„/-/w >Gazecie Łódzkiej< zachwycony edukacją seksualną w łódzkich gimnazjach redaktor wraz z fotografem odsłonili równie instrumentalny charakter tego, co ma dzisiaj miejsce w polskiej oświacie publicznej, a dotyczy tzw. edukacji seksualnej. Zapis fragmentów lekcji oraz opublikowane z niej w internecie fotografie nie pozostawiają wątpliwości, że władze Miasta Łodzi zapłaciły lewicowej fundacji nie za kształcenie młodych ludzi, ale za instrumentalizację tego procesu, czyli za szkolenie, kursidło. Na stronie internetowej oczywiście dominuje fantom penisa (znany z politycznych konferencji Janusza Palikota, a zapewne na rachunek UMŁ zakupiony w seks-shopie jako pomoc dydaktyczna), na który z wielką starannością - i słusznie - już na samym początku lekcji tzw. edukatorki zakładają prezerwatywę./-/

Z punktu widzenia pedagogiki takie działania są sprzeczne z wszelkimi zasadami edukacji. I za to powinna odpowiedzieć dyrekcja szkoły. Winno się odpowiedzialnych za wpuszczenie do placówki dewiantów (zapewne zabawy ze sztucznym członkiem na oczach małolatów nieźle ich podniecały) po prostu dyscyplinarnie zwolnić jednocześnie opatrując „wilczym biletem” na oświatę z szansą zatrudnienia w klubach „go-go” czy „sex-shopach”. Jeśli dla władz Łodzi nie jest to oczywiste to znaczy, że zgnilizna władzy jest głębsza niż wykazuje to afera z „Amber Gold”, OLT czy publiczne zapewnienia o staniu „ramię w ramię” z anatomopatologami identyfikującymi ofiary Smoleńska.

Mnie w tym wszystkim interesuje jeden jeszcze aspekt. To wymiar zbiorowego molestowania seksualnego młodzieży dokonanego w publicznej (zresztą pal sześć jakiej) placówce oświatowej. Od ćwierćwiecza prowadzę szkołę. Mam przed sobą obraz gimnazjalistek i gimnazjalistów, z których przytłaczająca większość jeszcze się potrafi rumienić, którzy używają na co dzień polszczyzny wolnej od tzw. „skojarzeń”, którzy jeżdżą na Oazy i uczestniczą w porannej, szkolnej modlitwie, których niedawno zabrałem do Nowogródka by tam czytać z nimi (nocą i za dnia) „Pana Tadeusza”. Wyobrażam sobie ich w sytuacji łódzkich gimnazjalistów, którzy zapewne w znacznej mierze są równie niewinni jak moi.

I widzę jak od grupy chorych na seksualność tzw. „edukatorów” dostają w twarz, na odlew i znienacka prezerwatywą. Gdy ich życiowa postawa zostaje zgwałcona przez lewackich zwolenników wyzwolenia. Gdy słyszą ukryty pod płaszczykiem wyuczonych na „szkoleniach” zwrotów i sztuczek retorycznych ukryty i wulgarny komunikat „pieprz się byle bezpiecznie”.  Bo przecież o to idzie.

Gospodarczo mamy być kolonią taniej siły roboczej, o czym przekonujemy się co dnia, a obyczajowo europejską Tajlandią, w której trzeba tak przygotować młodzież aby nie miała oporów przed zabawianiem się w seks o dowolnej orientacji. Młode i młodzi niewinni to pole łowne, mocno dotąd niewykorzystane, to inny rodzaj naturalnego bogactwa. Pora zatem zwierzynę do odstrzału przygotować i najlepiej zrobią to ludzie po „coachingu”, „edukatorzy” i „trainerzy” czy inni psychopaci ukryci za kretyńskimi nazwami.

Po sztucznych członkach pewnie przyjdzie czas na dużą i relaksującą klasową masturbację. Ale co to obchodzi idiotów od sztucznych członków? Na 14.30 pewnie mieli następne szkolenie i gwałcili kolejną grupę. A że niektóre dzieciaki nie doszły po tym długo do siebie, no cóż koszty własne… Bo przecież wóda, konopie, amfa, a zwłaszcza seks – to wszystko jest dla człowieka. Trzeba czerpać pełnymi garściami. A filozof, poeta, artysta, dziennikarz i naukowiec Kamil Sipowicz wszystko uzasadni i wyjaśni jak tylko skonstruuje poprawne i zrozumiałe zdanie. A najsłynniejsza konkubina III RP ułoży hymn na cześć swobód. I będzie pięknie, „europejsko” aż się wszystkie mohery zadziwią.