TEKST UKAZAŁ SIĘ W "TYGODNIKU SOLIDARNOŚĆ".

Już oficjalnie i bez żadnych wątpliwości wiemy, że w trumnach przysłanych z Rosji zamieniono dwa ciała ofiar, śp. Anny Walentynowicz i śp. Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej. Przekazane wcześniej opinii publicznej oświadczenie syna i wnuka Anny Walentynowicz potwierdziła Naczelna Prokuratura Wojskowa. Nawet media popierające rządzącą koalicje musiały przekazać te informację widzom. Sprawa jest o tyle skomplikowana, że prokuratorzy planują przeprowadzenie czterech dalszych ekshumacji,  istnieje bowiem uzasadnione podejrzenie, że inne ciała też zostały zamienione.

W jednym z  ekshumowanych ciał znaleziono nit samolotu, co może mieć znaczenie dla ustalenia przyczyn katastrofy. Może dlatego pojawiają się sondaże i komentarze dezawuujące kontynuowanie ekshumacji. Zwolennicy władzy przekonują Polaków, że „całe to zamieszanie” nie ma większego znaczenia a jego jedynym uzasadnieniem jest ból i w  zrozumiały niepokój rodzin. Czy rzeczywiście chodzi tylko o osobisty dramat rodzin ofiar smoleńskiej katastrofy?

Nie tak dawno Prezydent RP uroczyście otwierał wraz z  Prezydentem Ukrainy cmentarz w Bykowni, w którym w latach 1937-1938 pochowano w dołach ok. 100 tysięcy ukraińskich, anonimowych ofiar sowieckich zbrodni. W 2007 roku polska ekipa odkryła w jednym z grobów plastikowy grzebyk do wyczesywania wszy austriackiej firmy, na którym wydrapano szpilką cztery nazwiska polskich oficerów z tzw. ukraińskiej listy katyńskiej; ppłk. Br. Szczyradłowskiego, prof. ppor. L. Dworzaka, por. Fr. Strzeleckiego i kpt. Wł. Gronowskiego. Znaleziono też szczoteczkę do zębów z nazwiskiem Józefa Łobazy.

Jedna z tych osób, przewidując nie tylko swoją śmierć, lecz także zamiar ukrycia przez Sowietów miejsca tej zbrodni wysłała do nas ten szczególny list rozpaczy i nadziei. Dzięki niej wiemy, że w Bykowni obok ukraińskich ofiar, leżą także  polscy oficerowie. Ile trzeba było mieć w tamtych strasznych okolicznościach wiary w Polaków i w polskie państwo, by wysłać do kolejnych pokoleń ten dramatyczny komunikat – tu leżą polscy oficerowie. Ktoś dobrze zrozumiał sowiecki system dławienia oporu metodą bezwzględnego niszczenia przeciwników za życia i po śmierci. Bo przemoc, okrucieństwo i pogarda zawsze rodzą poczucie bezsilności. Więc wydrapał szpilką na grzebyku cztery nazwiska, by utrudnić realizację planu totalnego unicestwienia wziętych do niewoli, polskich jeńców.

Ta wiara we własne siły, w rodaków i w niepodległą Polskę to wyzwanie dla nas. Bo przecież ten, kto w obliczu śmierci pisał szpilką na plastikowym grzebyku list do potomnych, nie pomylił się! Mimo upływu lat, mimo tragedii naszej  Ojczyzny, mimo trwania przez dziesiątki lat katyńskiego kłamstwa , jego skromny grzebyk odegrał ważną rolę w poznaniu prawdy. List z przeszłości został odnaleziony a ofiarom zbrodni, które miały pozostać tylko  „nawozem historii” przywrócono człowieczeństwo  – znowu stały się polskimi oficerami, które mają swój cmentarz.

To był nasz wspólny obowiązek; polskiego państwa, jego obywateli oraz  rodzin pomordowanych. I pomimo oczywistych różnic, dokładnie tak samo jest dzisiaj.

Nie możemy pozwolić, by ofiary smoleńskiej katastrofy zostały zamienione w anonimowe, wszystko jedno gdzie pochowane szczątki. Jako obywatele i Polacy jesteśmy za to odpowiedzialni i nie powinniśmy przerzucać tego obowiązku na rodziny. Bo ich bliscy pełnili ważne  funkcje publiczne i społeczne w III RP. Mimo rozmiaru smoleńskiej tragedii skala dzisiejszych trudności była i jest nieporównanie mniejsza, niż w czasie tych wszystkich lat, które dzielą nas od kwietnia 1940 roku. Nie ma potrzeby mnożyć emocjonalnych zapewnień i wielkich słów, to obowiązek obywateli polskiego państwa, a szczególnie tych, którym przekazaliśmy władzę. Ktoś, kto tego nie rozumie nie ma wystarczających kompetencji do jej sprawowania.

Nie oczekuję od nikogo słowa przepraszam, nie chcę słuchać pustych  deklaracji o „uczciwych intencjach”. Oczekuję wypełniania obowiązków wynikających z  pełnionych funkcji. Płacimy wam Panie i Panowie za trudną oraz, przyznaję, odpowiedzialną pracę. Ale zabiegaliście o władzę i otrzymaliście ją od wyborców, więc macie obowiązek sprawować ją tak dobrze, jak to tylko możliwe.

Zatrudniliśmy was na cztery kolejne lata, a kodeks pracy nie przewiduje możliwości zwolnienia członków rządu i prokuratury w trybie wypowiedzenia za „rażące naruszenie” obowiązku pracy. W demokratycznym państwie mamy jednak prawo domagać się  dwu rzeczy; ustalenia kto był autorem i realizatorem decyzji zakazującej rodzinom otwarcie trumien po ich przylocie do Polski oraz ujawnienia nazwisk osób odpowiedzialnych za pochowanie ofiar katastrofy bez przeprowadzenia sekcji zwłok. Jeśli nie było pewności, że Rosjanie zrobili to wystarczająco dobrze u siebie, a przecież Polacy nie uczestniczyli w sekcjach, to prokuratorzy mieli obowiązek przeprowadzić sekcje w Polsce.

Po ustaleniu tych dwu rzeczy osoby odpowiedzialne stracą(!) swoje stanowiska i funkcje. Wszystko jedno, czy okażą się nimi prokuratorzy, ministrowie z kancelarii premiera czy sam premier. Za takie niedopełnienie obowiązku traci się stanowisko w każdej pracy. Te żądania mogą wydawać się komuś mało realne. Ale czy ten, kto 72 lata temu wydrapywał na plastikowym grzebyku swoje nazwisko miał większe szanse, niż my dzisiaj?

***

W narodowym sanktuarium na Jasnej Górze:

List z obozu w Kozielsku do rodziny: