Totalitaryzm w natarciu

W lipcu br. nakładem Towarzystwa Naukowego KUL ukazała się 110-stronicowa książeczka autorstwa ks. prof. Zygmunta Zielińskiego nosząca tytuł „Demokracja totalitarna”.

Dziwny to tytuł, ale tylko z pozoru nie pasujący do dzisiejszych wyobrażeń, w rzeczywistości oddaje istotę rzeczy. I nie ma się co tu silić na syntezy, czy porównania, bo książka broni się sama. Jest niezwykła nie dlatego, że napisał ją ksiądz, lecz dlatego, że na ową niezwykłość składa się kilka podstawowych czynników:

1. Napisała ją osoba z dużym życiowym doświadczeniem, która jeszcze jako dziecko przeżyła II wojnę światową, boleśnie odczuła jej skutki (rozstrzelany przez Niemców ojciec), a także ludzką biedę i poniewierkę. I był to pierwszy kontakt z totalitaryzmem. Drugą odsłoną totalitaryzmu w wersji pokojowej był PRL. Dziś Ksiądz Profesor jest znanym pedagogiem z dużym doświadczeniem, historykiem z równie dużym dorobkiem i człowiekiem, który nigdy nie zapomniał, że chodzi po ziemi i posiada swoje obywatelskie obowiązki. Obecnie znajduje się w wieku w którym pisze się syntezy.

2. Napisała ją osoba, która w swoim dorobku naukowym posiada ponad 40 książek, w tym tak znaczącą pozycję, jak „Papiestwo i papieże ostatnich dwóch wieków” (IV wydania); która przez niemal 30 lat kierowała Katedrą Historii Kościoła XIX i XX w. na KUL, wypromowała 45 doktorów i brała udział w 25 przewodach habilitacyjnych,

3. „Demokracja totalitarna” jest książką, w której poruszane tematy nie mają charakteru ewangelicznego, lecz wręcz reporterski. W sposób publicystyczny pokazane są kuluary najważniejszych doczesnych polskich spraw kulturowych.

4. Ma szansę posłużyć za busolę w przyszłej ocenie współczesności, budzi szacunek, bo wręcz emanuje uczciwością – dziś rzadki to gatunek.

Książka jest zbiorem esejów. Ich dobór tematyczny, choć pozornie rozstrzelony, układa się w jeden logiczny ciąg. Poszczególne rozdziały są jak nitki, które prowadzą do jednego kłębka, a więc właśnie do demokracji totalitarnej. W odpowiedzi na pytanie co to takiego, czytamy: „Najogólniej rzecz ujmując jest to działanie [demokratycznie wybranej – R. S.] władzy bez oglądania się na potrzeby ogółu […].

W takich rządach znaczny udział mają media, toteż im silniej nad nimi panuje lobby rządowe, tym bardziej rośnie niebezpieczeństwo nadużycia władzy, a demokracja nawet z dodanym tu jej przymiotnikiem, staje się parawanem mającym te nadużycia przykryć”. W innym miejscu dodaje:

„Rządzący i znaczna część mediów trudzą się jedynie wynajdywaniem uzasadnień dla nieudanych przedsięwzięć”.

Totalitaryzm boczną furtką

Spis treści poszczególnych rozdziałów stanowi niekompletny (bo wymagałby on zupełnie innej formy) rejestr tych niedostrzegalnych na ogół elementów, które nieuchronnie przy pomocy (czy za pomocą) demokracji prowadzą do wypaczeń, patologii i w konsekwencji – totalitaryzmu. Warto tu prześledzić je hasłowo:

1. „Poprawność, jako przepustka do <lepszego życia>”. To bardzo ważna konstatacja. Oczywiście poprawność ma swoją historię i to rozumieją prawie wszyscy; celebrytów bowiem nie swojej sprawy dla kilku okruchów u nas aż nadto. Nie trzeba dodawać, że celebra taka zamyka krytycyzm i pole widzenia – sobie i innym. W taki sposób świat staje się coraz mniejszy i głupszy, aż nagle ni z tego ni z owego totalitaryzm pojawia się na pierwszego. Dlaczego? Dlatego,  że ogłupieni stracili orientację i można ich tylko za twarz. Nie trzeba dodawać, że ten karny totalitaryzm dotknie wszystkich – tych co się przed nim bronili i tych, co celebrowali swój własny garnek. Zaczyna się oczywiście od bezsilnego żartu, przymykania oczu, zaniżenia poziomu nauczania, a na koniec to wszystko niepostrzeżenie przeradza się w jednowymiarowe „uroki supermocarstwa”, które dobrze znamy z historii (jeżeli ją w ogóle znamy).

2. Dziedzictwo strachu, to czynnik, który głównie odnosi się do PRL-u, a więc do postawy człowieka w tamtym okresie. Ten „ogon”, to najlepszy materiał do wykorzystania „to wielki atut w ręku zwolenników absolutyzmu rządzenia, bądź totalitaryzmu nowej generacji”. Toksyny powstałe w tamtym czasie najlepsze owoce wydają w III RP, ba, to dzisiejsze pąki białych róż.

„Motywy  postaw, podejmowanych wyborów, działań i zachowań to klucz do zrozumienia człowieka, dotarcia do niego, postrzegania go w świecie prawdy o nim, w którym on żyje, a wraz z nim każdy z nas, jego bliźni”.

I dalej:

„PiS będąc przy władzy postąpił bardzo lekkomyślnie, deklarując rozliczenie o te materiały. Spłoszyła się większa część narodu, niż by można było mniemać. Trzeba było po cichu robić z kwitów użytek…”

W ten sposób stworzono „najtwardszy elektorat, jaki można sobie wyobrazić”. Jest on do tego stopnia zdeterminowany, że „…gdyby w kolejce do lekarza stać trzeba było latami, wszystko lepsze, niż lustracja”.

„Zatem nie o prawdę chodzi, ale właśnie o jej zakrycie. Kiedy sama się ujawnia, wtedy należy działać <siłowo> posługując się sądem, prokuraturą, sprzedajnymi uczonymi i każdym dostępnym środkiem”.

„Tę partię doskonale rozegrała PO i dlatego nie musi się bać przegranej w wyborach”.

I aż chce się dodać, że PRL stał się magazynem, a IPN fabryką strachu.

3. Kolejnym problemem jest szkoła. Szkoła zamiast wiedzą, swoich uczniów i
studentów ukołysała magią punktacji i rankingów. Punktacja jest kołowrotkiem mistyfikacji, ranking – zaciemnianiem. Nie ważne jest bowiem „co”, lecz „jak i gdzie”. Do tego dochodzi system boloński, którego istotą jest połowiczność.

„Ranking wspiera się na punktach, punkty w znacznej mierze opierają się na mistyfikacji, zatem na czym wspiera się nauka, rzekomo przeżywająca dziś ogromny rozkwit?… I pytanie to zawisa w powietrzu. Złe nauczanie prowadzi do wsparcia totalitaryzmu, bo skraca wiedzę a wydłuża uzależnienie od władzy poprzez niezdolność do jej kontroli. Jest też o języku obcym, który wypiera język polski w polskich ośrodkach naukowych, o roli uniwersytetu i uniwersytetu katolickiego, o gimnazjach jako wielkiej pomyłce (tu zgodność z ostatnim programem PiS), a także o unijnej karuzeli pozorów. Ale to nie wszystko – profesor, który na podstawie swojej wiedzy i doświadczenia powinien sam konstruować program nauczania, wtłaczany jest w gotowe schematy.

„Nigdzie tak bezwzględnie nie przebija się do świadomości fakt bezwzględnej chałtury, jak na płaszczyźnie szkoły i wychowania”.

„Każdy system stara się wykorzystać szkołę do <wyprodukowania> człowieka poprawnego. Współczesna nam postać totalitaryzmu, tylko na takowego zgłasza zapotrzebowanie”.

I w taki sposób wszyscy, cegiełka po cegiełce budujemy to, czego tak bardzo nie chcemy. Jakby tego było mało Unia Europejska pozbywając się chrześcijaństwa „odstępuje od zasady jakiejkolwiek stabilności”. Dziś furtką w złym kierunku staje się liberalizm, który „zatracił swoje pierwotne znaczenie”, a lewica „nie chce już mieć nic wspólnego ze sprawiedliwością społeczną i pomocą dla uciśnionych” – jej celem jest dojście do władzy.

Republika absurdu

Co się stało, że tak zaradny dotąd naród w trzecim pokoleniu po II wojnie skarlał do roli, która nas samych zdumiewa. Rodzice zaczynają się bać własnych dzieci, nauczyciele i wychowawcy boją się podopiecznych, bo mogą zostać oskarżeni o nadużycie siły, o molestowanie i zostać wyrzuceni z pracy. Juwenalia odbywają się z naruszeniem prawa do spoczynku nocnego, trwają one od kilku dni do tygodnia. Interwencje nie odnoszą skutku.

Narkotyki to osobny problem. Okazuje się, że głoszenie ich legalizacji może przysparzać  partyjnych głosów. To przecież z gruntu chore! Do tego dochodzą „parady” gejów i lesbijek z państwowym sponsoringiem. I dalej:

„Wystarczy, że jakaś formacja, partia, koalicja opanuje legislaturę i uchwyci władzę wykonawczą i zyskuje w ten sposób niczym nieskrępowane pole działania. Dochodzi do stosowania totalitaryzmu nie tylko państwowego i instytucji społecznych, ale również w sferze prywatnej…”.

„Dla wielu młodych, urodzonych tuż przed, albo już po 1989 r., totalitaryzm jest pustym dźwiękiem. Wielu z nich z trudem wygrzebuje z pamięci takie pojęcia, jak: Komitet Centralny […] NSDAP, PZPR, ORMO, ZOMO. Po prostu nie wiedzą. W szkole <przeoczono>, rodzice nie zadbali […]. A przecież to sprawa nie tylko podstawowej erudycji, to coś znacznie poważniejszego […] niewiedza kiedyś tych ludzi sprowadzi na manowce”.

„Gdzie zatem kończy się absurd? Tego nikt nie przewidzi. Gdzie się zaczyna? […] tam, gdzie ustają hamulce rozsądku, zanika poczucie człowieczeństwa, pojawia się idea pójścia drogą odwrotną do tej, jaką kroczy naród zarówno poprzez swoje dzieje, jak i swoją codzienność”…

To tak tylko w wielkim streszczeniu, bo książka jest ważnym głosem w dyskusji, która niestety publicznie się nie toczy. Przyczyną jest ten strach, o którym wspominał Autor. Być może, że mamy do czynienia też z poczuciem odrobiny luksusu, który za wszelką cenę chcemy zatrzymać przy sobie. A może jedno i drugie. Taka postawa, to czekanie na barbarzyńcę.

4

Szanujmy ludzi doświadczonych!

Wcześniej miałem okazję zwrócić uwagę na dorobek humanistyczny Pani Profesor Anny Pawełczyńskiej, dziś o jednej, ale uwzględniającej niemal całe doświadczenie życiowe, książeczce ks. prof. Zygmunta Zielińskiego. Szanujmy więc ludzi, którzy przeżyli kilka epok, bo potrafią odróżnić normalność od absurdu. Bez ich wiedzy i przekazanego doświadczenia młodzi ludzie poruszać się będą, jak we mgle wchodząc wciąż na te same stare ścieżki i doznając tych samych cierpień i wyrzeczeń, co ich przodkowie. Odcięcie się od 1000-letniego polskiego doświadczenia, to odcięcie się od wiedzy, która bardzo dużo kosztuje. Każdy, kto chce być bogaty i zatrzymać swoją fortunę musi wiedzieć kim jest, na jakim świecie żyje; musi pielęgnować solidarność społeczną i swoją kulturę; musi też budować silne państwo, bo bez niego nikt nie zagwarantuje mu ani bezpieczeństwa, ani jego dorobku życiowego. Temu prawu podlegają nawet gangsterzy. Kiedyś za tę wiedzę płacono życiem i krwią, dziś może być podana na tacy, problem w tym, czy młodzież zechce ją przyjąć.

Zygmunt Zieliński, Demokracja totalitarna,

Towarzystwo Naukowe KUL, Lublin 2002

ISBN 978-83-7306-561-1