Na dzisiejszej konferencji premier Tusk apelował, żeby przywoływać jego słowa precyzyjnie. By spełnić to życzenie zadałam sobie trochę trudu i odsłuchałam zapis konferencji z 14 sierpnia, podczas której Donald Tusk tłumaczył się z powiązań syna z firmą Marcina Plichty.

14 sierpnia wyraźnie powiedziałem, że informacje jakie otrzymywałem od służb specjalnych nie odbiegały, w kontekście pytań jakie padały na z sali, a pytanie było jednoznaczne: czy otrzymałem informację w celu ostrzeżenia mojego syna. Więc podkreślam jeszcze raz, nie otrzymałem żadnej informacji, której celem było ostrzeżenie mojego syna

– zapewniał dziś premier.

Na konferencji 14 sierpnia Krzysztof Skórzyński z TVN sformułował kilka pytań pod adresem Donalda Tuska. Dwa z nich brzmiały tak:

Czy pan otrzymał od Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego jakikolwiek raport w sprawie Amber Gold, w sprawie OLT? W sprawie tego, że pana syn związał się ze spółką Marcina Plichty?

oraz

Pana syn powiedział w wywiadzie dla tygodnika Wprost i Gazety Polskiej Codziennie, że rozmawiał z panem na ten temat, na temat swojej pracy w OLT i pan go ostrzegał przed pracą dla Marcina Plichty. Skąd miał pan tę wiedzę i na podstawie jakiej wiedzy ostrzegał pan syna?

Pytanie nie brzmiało więc czy dostał pan informację, której celem było ostrzeżenie syna, tylko skąd pan premier miał wiedzę o Amber Gold i Plichcie. A dziś wiemy, że pod koniec maja szef rządu dostał w tej sprawie raport od ABW.

I odpowiedź Donalda Tuska:

Nie pierwszy raz jestem w sytuacji gdy nie tylko opozycja, ale także osoby z nieczystym sumieniem formułują wobec mnie tego typu wątpliwości. Mówię o ostatnim pańskim pytaniu. Kiedy usłyszałem te wątpliwości sformułowane przez jednego z posłów opozycji, że ostrzegłem swojego syna, ponieważ miałem dostęp do jakiś tajnych danych, uznałem, że ta sugestia jest na tym samym poziomie nierozumna, co nieprzyzwoita. Po pierwsze informacja o reputacji właściciela Amber Gold była znana nie tylko w Trójmieście, ale w całej Polsce, od pierwszego dnia, kiedy znów zrobiło się o nim głośno czyli od pierwszego dnia powstania OLT Express. M.in. w gazecie, w której pracował mój syn pisano od samego początku, o dwuznacznej przeszłości tego człowieka. Kiedy pojawił się w rozmowie z moim synem ten komunikat, że będzie pracował na lotnisku, nie wykluczone, że będzie współpracował z OLT, dałem mu ojcowską szczerą radę: nie należy współpracować z nikim, kto nie ma dobrej reputacji. Od tego typu ludzi lepiej trzymać się z daleka. To moje przekonanie nie jest powszechne, nie podzielił go także mój syn. […] Powszechny dostęp do tych informacji nie dotyczył tylko mojego syna, ale także inwestorów, pasażerów, także państwa, że mamy do czynienia z człowiekiem o niepewnej reputacji oraz przedsięwzięciem obciążonym wysokim stopniem ryzyka. Materiały dotyczące tych ryzyk pojawiały się w prasie już w kwietniu, a w maju już bardzo intensywnie. Dlatego sugestia, że miałem jakieś tajne informacje i ostrzegałem syna jest delikatnie mówiąc niemądra i, jak wspomniałem, dalece nieprzyzwoita.

Kto jest przyzwoity, a kto nie, odpowiedzcie sobie państwo sami.