Prof. Paweł Wieczorkiewicz

II Rzeczypospolita stała się państwem ważnym.

W przeddzień wybuchu wojny. Nadal aktualne rozważania*

Przedstawiamy zamieszczoną w roczniku Actum wypowiedz profesora Pawła Wieczorkiewicza z 19 grudnia 2008 roku w której porównuje i podsumowuje dwudziestolecia II i III Rzeczypospolitej.

Jaka jest III, to każdy widzi. Myślę, że Państwo macie też swoje wyrobione opinie. Powiem szczerze, że kilkadziesiąt lat param się także historią tzw. dwudziestolecia, czyli II Rzeczypospolitej i z roku na rok mój pogląd, między innymi dzięki porównaniom ze współczesnością jest coraz bardziej pozytywny.

Nie powiem, że nie idealizuję, ale gdybym dzisiaj miał zdobyć się na takie symboliczne przedstawienie tych dwóch niepodległości, to II Rzeczypospolita jawiłaby mi się jako dworek w Sulejówku. Może nie za obszerny, ale bardzo elegancki, bardzo piękny i świetnie zaprojektowany, a III RP jako skrzyżowanie tzw. szczęk, takich w których sprzedawano na ulicy, jak państwo pamiętacie różne atrakcyjne towary oraz z dziurawym i przykrytym papą Pałacem Kultury.

Wracając jednak do II RP, co wydaje mi się najważniejsze. Po pierwsze. Wybicie się na niepodległość. To był rzeczywiście cud, wykorzystanie wszystkich możliwych szans przez dwóch wielkich mężów stanu: Romana Dmowskiego i Józefa Piłsudskiego. Nie rozróżniam i nie potrafię zhierarchizować ich zasług, ale mieliśmy to nieprawdopodobne szczęście, że w godzinie szansy geopolitycznej, która stworzyła się w układzie stosunków międzynarodowych, sprawami polskimi potrafiło pokierować tak znakomicie dwóch wybitnych, no właśnie – mężów stanu (nie ma innego słowa).

To oczywiście zasługa polityki wschodniej Józefa Piłsudskiego i roli, jaką odegrał Roman Dmowski na zachodzie, a także znakomicie przeprowadzonych powstań Wielkopolskiego i Śląskich, bo to także w sensie politycznym arcydzieła pod każdym względem. Innymi słowy, uzyskaliśmy jak sądzę w wyniku wojny o granice maksimum tego, co Polska mogła mieć. Polska stała się państwem ważnym, liczącym się w Europie i nie wyśmiewałbym tego określenia, regionalnym mocarstwem. Rola Polski w Europie Środkowej była bardzo istotna. Zwróćcie Państwo uwagę, że w 1939 roku klęska Polski oznaczała rozsypanie się całego układu środkowoeuropejskiego. Polska spełniała taką rolę w otoczeniu, jak Austro-Węgry w okresie do I wojny światowej.

Było to państwo, które przeżywało dwa okresy, to nie ulega wątpliwości, do 1926 i po 1926 roku. Ja nie jestem zwolennikiem tego pierwszego. Uważam, że system rozpasanej demokracji parlamentarnej, czyli sejmowładztwa czy sejmokracji, jak to określamy, którą definiował Józef Piłsudski, nie służył dobrze interesom państwa polskiego. Nadrzędnym dla Polaków był interes państwa, któremu inne wartości należało podporządkować, nawet abstrakcyjnie pojętej demokracji w jej najszerszym rozumieniu. Bo w końcu przez te 123 lata o niepodległe państwo walczyliśmy przede wszystkim, a nie o taki czy inny kształt ustrojowy.

Dlatego uważam zamach majowy w jakimś sensie za nieuchronny. Myślę, że system pomajowy był symptomem autorytarnej demokracji (w całej Europie Środkowowschodniej system demokracji parlamentarnej odrzucono prawie wszędzie). To był najłagodniejszy rodzaj rządów. Rozgrzeszam całkowicie system, tzw. system sanacyjny z zarzutem, który jest mi najchętniej czyniony, mianowicie sprawy brzeskiej. Nie będę wchodził w tej chwili w szczegóły. Uważam, że tutaj tzw. sanacja była ofiarą agresji ze strony centrolewicy i zachowała się w sposób najbardziej rozsądny, wychodząc z tego konfliktu politycznego, i de facto społecznego najmniejszym kosztem dla państwa. Wysoko oceniam konstytucję kwietniową, tak jak uważam, że marcowa była konstytucją wyjątkowo nieudaną.

I wreszcie chciałbym podkreślić dwa czynniki, czy trzy, szczególnie ważne w ocenie II Rzeczypospolitej. Po pierwsze, suwerenną, samodzielną politykę zagraniczną. Tutaj musicie Państwo zwrócić uwagę, że zwłaszcza po maju 1926 roku ta polityka była kształtowana wyłącznie w Warszawie, oczywiście w oparciu w jakimś sensie o system sojuszy, jednego sojuszu tak naprawdę z Francją. I to też bardzo słabiutkiego, ale dzięki bardzo mądrej, wyważonej polityce marszałka, rola Polski była (powtórzę) bardzo istotna, może nawet trochę ponad możliwości Polski, chociaż z tym bym dyskutował. Po drugie, podkreślę bardzo wielki wysiłek przez całe 20-lecie, a szczególnie po 1926 roku na utrzymywanie atrybutów tej niepodległości, czyli silnej armii. Armia polska, o czym się zapomina, w latach 30-tych była czwartą armią europejską i była niezwykle nowoczesną. My nie zdajemy sobie z tego sprawę, ale to wojsko było porównywalne z wojskiem niemieckim czy francuskim, najlepszymi armiami na świecie w sensie jakościowym. I tutaj dodam, już nie rozwijając wątku dalej, że nowsze badania pozwalają stwierdzić (oczywiście to jest troszkę historia alternatywna), że mieliśmy szansę w 1939 roku na powstrzymanie Niemców po 17 września, no ale powód, dla którego tak się nie stało jest Państwu znany. Jest oczywisty.

W każdym razie to wojsko było lepsze, niż nam się zawsze wydawało. Jeszcze lepsze, niż wydawało się współczesnym, że jest bardzo dobre. Potem po klęsce przyszły jego bardzo surowe i bardzo niesprawiedliwe oceny. W tej chwili, po latach, jeżeli badamy różnego rodzaju dokumenty, wychodzi nam obraz znacznie bardziej optymistyczny. I jedna jeszcze drobna uwaga. Muszę ją koniecznie zrobić, bo się uderzę we własne piersi. Powtarzano tutaj przez wiele lat taką głupotę, przepraszam, że tak to określę, że Piłsudski zostawił wojsko zaniedbane. Nie prawda. Modernizacja wojska, jak się okazuje zaczęła się z inspiracji i za czasów marszałka Piłsudskiego, a dopiero Rydz ją wdrożył. Ale zasługa Piłsudskiego jest niewspółmierna. I jeszcze proszę Państwa jedna rzecz niezwykle istotna. Byliśmy państwem nowoczesnym, które tkwiło głęboko w Europie, które wprowadzało już przy rozwoju przemysłu technologie nowe i najnowsze. Przypomnę eksport samolotów. Polskie myśliwce były w połowie lat 30-tych najlepsze na świecie, bombowce Łoś – w 1939 roku najlepsze na świecie, samochody bojowe – bardzo dobre, parowozy – świetne, działka przeciwlotnicze itd. Nie będę wymieniał tych produktów. To był najwyższy standard światowy, uzyskiwany także dzięki polskiej myśli technologicznej. Porównanie II z III RP wypada tutaj tragicznie (na niekorzyść III). To nie ulega wątpliwości. I jeszcze jedna kwestia, może najważniejsza z tego wszystkiego. Znowu skala porównawcza. Dla historyka to jest szalenie jednak ważne, bo jeśli coś oceniać, to trzeba mieć punkt odniesienia. Spójrzcie Państwo, ile lat najbogatszy kraj Europy usiłuje połknąć NRD, myślę o Republice Federalnej Niemiec, i dławi się cały czas. Ile wpakowano tam pieniędzy.

Myśmy składali Polskę w okresie międzywojennym co najmniej z 3 części, jeśli nie z 4, bo „ziemie zabrane” rządziły się trochę innym systemem prawnym, niż królestwo kongresowe. W ciągu 10, 15, lat nasi ojcowie, dziadowie tę Polską złożyli, złożyli do kupy. W 1939 roku był jeden kraj, jeden naród. To jest nieprawdopodobne osiągnięcie. Wydaje mi się bez precedensu w historii. To trudno uchwytne i dla historyka i myślę dla badacza zjawiska, ale warto poświęcić w ogóle więcej uwagi, więcej refleksji. Jeszcze jedna rzecz. Myślę, że to pokolenie ludzi przedwojennych, tzn. pokolenie Kolumbów wychowanych w II RP i starsze, twórców Rzeczypospolitej już odeszło, lub ostatni jego przedstawiciele odchodzą. To byli ludzie zupełnie z innego kruszcu, zupełnie innej gliny, jeżeli sobie

Państwo przypomnicie czy pamiętacie z domu.

Muszę powiedzieć o ich wielkich walorach moralnych, umysłowych i pod tym względem to porównanie niestety też wypada gorzej. W dobie zachwiania autorytetów, w dobie zachwiania wzorców osobowych, myślę że powinniśmy sięgać w przeszłość, w historię. W II RP mnóstwo takich wzorców można znaleźć i to właśnie bardzo wysokiego, bardzo wielkiego formatu i warto do nich sięgać.

*Tytuł i podkreślenia redakcja Actum.

 

Źródło; Rocznik Actum, Poznań 2009, s.80-82, wyd. Stowarzyszenie Warsztaty Idei Obywateli Rzeczypospolitej,  http://www.warsztatyidei.pl/