Andrzej Gelberg

Wybitny, nieżyjący już polski artysta, Antoni Chodorowski (doczekał się w Warszawie ulicy swojego imienia), wykonał za moją namową dwie dekady temu niezwykły rysunek – Poczet „zdrajców polskich”. Były tam cztery postaci: Piotr Wysocki, Romuald Traugutt, Józef Piłsudski i Ryszard Kukliński. W ten m.in. sposób kierowany przeze mnie „Tygodnik Solidarność” włączył się do dyskusji trwającej do dzisiaj o ocenę postawy i dokonań pułkownika Kuklińskiego.

Związani przysięgą

Zestaw osób z rysunku Chodorowskiego nie był przypadkowy.

Już tylko dla porządku warto przypomnieć, że ruszając w noc listopadową na czele swoich podchorążych por. Piotr Wysocki był związany przysięgą wobec władz Królestwa Polskiego (tworu będącego pokłosiem Kongresu Wiedeńskiego, którego autonomia była jak na ówczesne standardy wcale nie mała) – i nie ma najmniejszych wątpliwości, że wobec tych władz była to ewidentna zdrada. Co więcej, Piotr Wysocki zamierzał zabić carskiego namiestnika, księcia Konstantego. Książę uszedł z życiem – co zawdzięcza przypadkowi, a nie jak to się zdarzyć miało – niemocy bohatera poematu Słowackiego.

Bezspornie mjr Romuald Traugutt też był związany wojskową przysięgą wobec rosyjskiego suwerena (przecież Polska już była wtedy „krajem priwislanskim”), więc przyłączając się do Powstania Styczniowego, co więcej, zostając jego ostatnim dyktatorem – zdradził.

Przypadek Józefa Piłsudskiego już nie jest tak spektakularny – w pewnym momencie odmówił złożenia przysięgi na wierność cesarzowi Niemiec (chociaż wcześniej złożył ją cesarzowi Austro-Węgier) – za co trafił do Magdeburga.

Przypadek płk Ryszarda Kuklińskiego jest jak pierwsze dwa – jednoznaczny. Bezspornie mamy do czynienia ze złamaniem przysięgi, ze zdradą.

Wierni Polsce

Patrząc na zagmatwaną historię naszego narodu i państwa, nie sposób uciec od pytań zasadniczych: kogo wymienieni oficerowie zdradzili, jakimi się kierowali pobudkami, czy decydując się na złamanie przysięgi kierowali się względami koniunkturalnymi, czy byli świadomi ceny jaką za swój czyn może przyjść im zapłacić? I pytanie kluczowe: komu, nie bacząc na okoliczności, zdecydowali się być wierni?

Wiem, że odpowiedź na to ostatnie pytanie może niektórych razić patosem, ale innej odpowiedzi po prostu nie ma: chcieli być wierni Polsce. A co do ceny, to Piotr Wysocki spędził  na katordze ponad ćwierć wieku, dożył swoich dni w rodzinnej Warce (na jego nagrobku wyryto napis „Wszystko dla ojczyzny, nic dla mnie”). Romualda Traugutta stracono na stokach warszawskiej cytadeli. Józef Piłsudski miał więcej szczęścia – trzyletnie zesłanie, krótki pobyt w carskich więzieniach zakończony ucieczką, potem internowanie w Magdeburgu, by wreszcie doczekać wolnej Polski, w której odegrał kluczową rolę, zwłaszcza w wojnie 1920 z bolszewikami. W uznaniu jego niezwykłych dla ojczyzny zasług, pochowano go na Wawelu.

Zaszkodził złu

Pułkownik Kukliński,  jako wysokiej rangi oficer sztabowy, wtajemniczony w plany operacyjne wojsk Układu Warszawskiego zrozumiał, że planowana przez Kreml ofensywa na Europę zachodnią oznaczać musi dla Polski hekatombę. Nie zatrzymał tej wiedzy dla siebie i postanowił działać. W ciągu siedmiu lat przekazał Amerykanom dziesiątki tysięcy tajnych, wojskowych dokumentów i, jak stwierdził jeden z amerykańskich generałów, nikt zza „żelaznej kurtyny” tak nie zaszkodził Imperium Zła, jak właśnie nasz rodak.

Na to, że w roku 1989 dożyliśmy cudu niepodległości, złożyło się wiele elementów (niewydolność gospodarcza i technologiczna systemu komunistycznego, Jan Paweł II, „Solidarność”, zdecydowana polityka Ronalda Reagana), ale bezspornie swoją małą, ale znaczącą cegiełkę do realizacji tego cudu dołożył Ryszard Kukliński.

Stracił dwóch synów

Za swoją służbę dla wolnej Polski zapłacił siedmioletnim strachem, gdy w PRL przekazywał Amerykanom dokumenty, potem wyrokiem śmierci, który również w wolnej już Rzeczpospolitej przez dobrych kilka lat na nim ciążył, ale nade wszystko – utratą dwóch synów, którzy zginęli w Stanach Zjednoczonych w do dzisiaj niewyjaśnionych okolicznościach.

Kto był zdrajcą

Gdy w pierwszych latach III RP zaczęły się spory o pułkownika Kuklińskiego, gen. Wojciech Jaruzelski zabrał głos. Stwierdził, że zachwyt niektórych środowisk nad oficerem, który złamał wojskową przysięgę, jest dla niego niepojęty, bo jeśli jego uzna się za bohatera, to my byliśmy zdrajcami. W swojej arogancji gen. Jaruzelski zagalopował się do tego stopnia, że przy tworzeniu według siebie zdania ad absurdum, wymknęło mu się słowo prawdy.

Bohater

Jednak, acz rośnie liczba Polaków uznających Ryszarda Kuklińskiego za bohatera, nie ma on, póki co, szczęścia w swojej ojczyźnie. Gdy kilka lat temu zmarł, uchwała sejmiku mazowieckiego dotycząca Jego osoby, zakończona słowami „dobrze się zasłużył Polsce”, nie uzyskała większości. Również przed kilku dniami wniosek Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych o nadanie Ryszardowi Kuklińskiemu Orderu Orła Białego został przez kapitułę tego odznaczenia zaopiniowany negatywnie (warto tu wymienić członków owej kapituły: Władysław Bartoszewski, Aleksander Hall, Krzysztof Penderecki i Henryk Samsonowicz).

*

Na warszawskim cmentarzu wojskowym na Powązkach grób płk. Ryszarda Kuklińskiego sąsiaduje bezpośrednio z grobami Jacka Kuronia, Leszka Kołakowskiego i Bronisława Geremka, a jakże, kawalerów orderu Orła Białego.

Przed grobem Pułkownika płonie zawsze wielokrotnie więcej lampek.

Andrzej Gelberg