Ostatnie dwa tygodnie polskiej polityki zostały zdominowane przez upublicznione nagranie rozmowy działaczy PSL, które odsłoniły istniejące w tej partii  praktyki. Od  dziesięciu lat taśmy z nagraniami  polityków stały się nie tylko elementem polskiej rzeczywistości, ale jedna z głównych metod polskiej polityki. Można przyjąć, że każda ważna rozmowa jak ma miejsce w  świecie polityki, mediów i służb specjalnych może być dzisiaj nagrywana.

O sprawie nagrywania rozmów przez polskich polityków zrobiło się po raz kolejny głośno, gdy 13 lipca b.r.  dziennikarze „Pulsu Biznesu” ujawnili treść rozmowy szefa kółek rolniczych Władysława Serafina z  byłym prezesem Agencji Rynku Rolnego Władysławem Łukasikiem. Problem nepotyzmu w PSL, jaki wyłania się z zarejestrowanej rozmowy nie może już dziwić, bo wiadomo było nim od dawna. O tym , że istnieje takie nagranie również  wiadomo było od kilku miesięcy. Jednak jej ujawnienie właśnie teraz, gdy zbliżają się nowe wybory na szefa PSL i gdy psują się relacje obu koalicjantów (PO i PSL) dowodzą po raz kolejny, że i tym razem chodzi o polityczne zyski z zaistniałej sytuacji.

Nie zawsze jednak nagrywanie rozmów polityków, służy doraźnym politycznym zyskom. Bardzo często nagrania stanowią  swoistą polisę ubezpieczeniową dla nagrywającego. Tak  miało być w przypadku Krzysztofa W., który od roku przebywa w areszcie w Lublinie, mając na koncie kilkanaście zarzutów prokuratury z zupełnie innej branży. Jak się okazało Krzysztof W. przez kilka lata zgromadził pokaźne archiwum, zawierające m.in. nagrania prowadzonych rozmów z wpływowymi dzisiaj politykami.

Przypadek Krzysztofa W.

Krzysztof W. to biznesmen z Podkarpacia, wywodzący się, jak byśmy to umownie nazwali z kręgu służb specjalnych. Krzysztof W.  w przeszłości imał się różnych biznesowych przedsięwzięć,  które bardzo często działy się na styku z „biznesem” ludzi z kręgu służb specjalnych.  Od wielu lat znał ludzi z tego kręgu, poniekąd poruszał się w nim, jak w swoim naturalnym środowisku. Ale Krzysztof W. w ciągu prawie 20 lat swojej działalności zdążył także nawiązać znajomości z wieloma znanymi politykami. Byli wśród nich czołowi politycy obecnej PO, a nawet sam urzędujący prezydent Bronisław Komorowski. Ale Krzysztof W. nie tylko nawiązywał z nimi znajomości, ale prowadził interesujące rozmowy,  prawie zawsze nagrywając swoich rozmówców. Sporządzał też szczegółowe notatki i  zapiski odnośnie swoich rozmówców i ich oczekiwań. Jego nagrania mogłyby skompromitować niejednego polityka z obecnego świecznika, a na pewno poważnie zepsuły by ich polityczny wizerunek. W latach 2009-2011 przechwalał się wielu dziennikarzom, że jest w posiadaniu nagrania swojej rozmowy z prezydentem Bronisławem Komorowskim, którą miał udokumentować w 2007r. Niektórym z nich miał nawet pozwolić odsłuchać niektóre jej fragmenty. Rozmowa Krzysztofa W. z ówczesnym posłem Bronisławem Komorowskim miała mieć miejsce w jego biurze poselskim w Warszawie. Krzysztof W. prosił wówczas posła Komorowskiego o interwencję w sprawie zaległości płatniczych za wykonane przez jego firmę usługi. Rozmowa Krzysztofa W.  z Marszałkiem szybko jednak objęła wiele innych tematów politycznych, które były wtedy gorące. Gdy obiecana pomoc ze strony posła nie nadeszła, Krzysztof W. postanowił złożyć doniesienie do jednej z warszawskich prokuratur o możliwości popełnienia przez Bronisława Komorowskiego przestępstwa, mającego polegać na znalezieniu „haków” na politycznych adwersarzy. Rozmowa Krzysztofa W. miała miejsce w czasie gdy pracował jeszcze Komisja Weryfikacyjna ds. WSI, a poseł Komorowski poważnie obawiał się  wyników jej prac. Tak, czy inaczej doniesienie Krzysztofa W., zawierający m.in. obszerny opis całego zdarzenia i oświadczenie świadka rozmowy w 2009r. trafiło do prokuratury. Ta przez wiele miesięcy nie mogła ustalić kto jest właściwą jednostką do zbadania całej sprawy. No cóż sprawa nie była bowiem standardowa. Bronisław Komorowski był wówczas  Marszałkiem Sejmu i coraz poważniej myślał o starcie w nadchodzących wyborach prezydenckich. W lutym 2010r. został oficjalnym kandydatem partii wyborach. Ale 10 kwietnia 2010r. gdy Polskę pogrążyła narodowa tragedia po katastrofie samolotu z polskim prezydentem, Marszalek Komorowski  z mocy konstytucji przejął obowiązki prezydenta. Trzy miesiące później, po wyborczej wygranej mógł już oficjalnie rozpocząć swoją prezydencką kadencję. Tymczasem Krzysztof W. sam był oszołomiony takim przebiegiem kariery politycznej niegdysiejszego swojego rozmówcy. Miał poza tym w swoim archiwum nagranie dokumentujące rozmowę z pierwszą osobą w państwie i to nagranie które mogło go najdelikatniej mówiąc skompromitować. Krzysztof W. nie bardzo wiedział co ma zrobić z taśmą, która mogła w zasadniczy sposób zmienić polską  scenę polityczną. Było to o tyle skomplikowane, że sprawą jego rozmowy z posłem Komorowskim nie chciała zainteresować się żadna prokuratura. Ta oczywiście po wielu miesiącach odpowiedziała mu, że nie znajduje w tej sprawie podstaw do wszczęcia śledztwa. Ale jesienią 2010r. Krzysztof W. był już osobą, która poważnie interesowała się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW), która uruchomiła wobec biznesmena operacyjna procedurę, monitorując jego kontakty towarzyskie i jego biznesową działalność. 28 czerwca 2011r. doniesienia medialne informowały o zatrzymaniu przez policję Krzysztofa W. w związku z posługiwaniem się przez niego fałszywymi dokumentami i próbą wprowadzenia do obrotu papierosów bez cła. Dzień później dokonano przeszukania jego domu, w trakcie których to czynności ujawniono jego nietypowe archiwum. Prowadząca sprawę  krakowska prokuratura postanowiła przekazać całą sprawę prokuraturze lubelskiej. Okazało się bowiem, że Krzysztof W. od dawna z nią współpracował w wielu innych sprawach, jakie wcześniej prowadziła. Ale niesamowite było również to, że w trakcie przeszukania ujawniono, że Krzysztof W. współpracował nie tylko z krakowską prokuraturą, ale także z wieloma służbami, nie tylko polskimi, pomagając im w zwalczaniu przestępczości. W sprawie zatrzymania Krzysztofa W. i zawartości jego domowego archiwum interpelował (Interpelacja nr 9 do Prezesa Rady Ministrów z dnia 8 listopada 2011r.) poseł PiS Marek Opioła, w przeszłości członek Komisji Weryfikacyjnej ds. WSI. Opioła pytał m.in. co stało się z archiwum Krzysztofa W. ujawnionym w trakcie dokonanego w jego mieszkaniu przeszukania.  Jednak nadzorujący służby specjalne szef MSWiA  odmówił posłowi odpowiedzi, zasłaniając się tajemnicą śledztwa. Tymczasem Krzysztof W. od prawie roku przebywa w areszcie śledczym w Lublinie, czekając na rozprawę. Prokuratura Okręgowa w Lublinie skierowała do Sądu Okręgowego w Krakowie akt oskarżenia w którym zarzuciła  Krzysztofowi W.  i dwóm jego wspólnikom (Andrzejowi K. i Ryszardowi Ch.)  popełnienie przestępstw przeciwko wiarygodności dokumentów, przestępstw skarbowych i innych. Krzysztof W. dotychczas  nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Mało tego. Postanowił  z aresztu zwrócić się o pomoc do Ministra Sprawiedliwości Jarosława Gowina, z którym wcześniej też prowadził rozmowy i najprawdopodobniej je udokumentował.

Co dalej z taśmami Krzysztofa W.

Jak pokazuje historia sprawców nagrań wielu polskich polityków i biznesmenów, nie kończą oni zbyt dobrze. W najłagodniejszym przypadku mogą utracić sprawowane stanowisko i wpływy, mogą też znaleźć się w areszcie i zostać skazani, w wersji najostrzejszej  mogą powiesić się w celi, co oczywiście będzie przedmiotem szczegółowego  śledztwa prokuratury. Co stanie się z Krzysztofem W. i jego ciekawym archiwum nagrań?

Tego dzisiaj jeszcze nie wiemy.

Tekst opublikowany w „Warszawskiej Gazecie” 31 (68)  3-9 sierpnia 2012r.