Za: Blogpress.pl

W całej Polsce odbywają się projekcje roboczej wersji filmu Jerzego Zalewskiego „Historia Roja” połączone z dyskusjami twórców z historykami zajmującymi się tematyką Żołnierzy Wyklętych oraz z widzami. Poniżej relacja z dwóch takich spotkań, na których pozytywne wypowiedzi publiczności o filmie przeplatają się z druzgocącymi opiniami niektórych ekspertów.

Pierwsza z tych projekcji odbyła się 29 lutego w SmArt Studio w Warszawie i była zorganizowana przez Instytut Druckiego-Lubeckiego, a druga w klubie Hybrydy w ramach spotkań warszawskiego Klubu Gazety Polskiej.

Zainteresowanie filmem było bardzo duże, sale pękały w szwach. Po projekcji w SmArt Studio odbyła się niezwykle merytoryczna i ciekawa debata w której uczestniczyli m.in. historycy, specjaliści od historii Żołnierzy Wyklętych, a także potomkowie Żołnierzy Wyklętych. Po projekcji w Hybrydach Jerzy Zalewski odpowiadał na pytania widzów.

Poniższa notka poświęcona jest samemu filmowi, choć na zamieszczonych filmach można obejrzeć również informacje o przyczynach kłopotów reżysera z dokończeniem filmu.

Dyskusja po projekcji filmu w SmArt Studio

W dyskusji po projekcji w SmArt Studio uczestniczyli: Michał Zieliński – drugi reżyser filmu, prof. Jan Żaryn – konsultant historyczny filmu, historyk zajmujący się ruchem narodowym, przewodniczący Społecznego Komitetu Obchodów Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych, Kazimierz Krajewski pracownik IPN, autor wielu publikacji poświęconych Żołnierzom Wyklętym, mecenas Grzegorz Wąsowski z Fundacji „Pamiętamy”, która zajmuje się przywracaniem pamięci o ludziach, którzy podjęli walkę zbrojną w latach czterdziestych i pięćdziesiątych. Debatę moderował Jan Ruman – były redaktor naczelny biuletynu IPN.

 

Jan Ruman postanowił najpierw oddać głos widzom, a dopiero potem specjalistom od historii Żołnierzy Wyklętych i drugiemu reżyserowi.

P1210850


Jako pierwsza głos zabrała pani z rodziny podkomendnego „Tygrysa” w patrolu „Roja”. Wypowiedź była emocjonalna i bardzo krytyczna zarówno pod adresem filmu, reżysera jak i samej akcji „Ratujmy Roja”. Zarzuciła przekłamania historyczne, wulgarny język, brak pokazania motywacji bohaterów. Dzieliła się wrażeniami po projekcji wcześniejszej wersji filmu.

Pani z rodziny "Tygrysa" powiedziała m.in.

[...] Po obejrzeniu „Elegii na śmierć Roja” [film dokumentalny Jerzego Zalewskiego m.in. o Mieczysławie Dziemieszkiewiczu - „Roju”], choć tam też są niezgodności historyczne, oczekiwaliśmy z wielką radością na film „Historia Roja”. Prawda jest taka, że po godzinie wszyscy mieliśmy dosyć. Dziękować Bogu że teraz trochę skrótów zostało zrobionych, więc można mieć nadzieję, że następne wersje będą jeszcze lepsze. Nie mniej jednak, co nas zszokowało: przekłamania historyczne. Przyjechaliśmy na film historyczny, który jest oparty na faktach, po to by była zrozumiała historia która się zdarzyła. W tym filmie nie ma ciągu przyczynowo-skutkowego. Nie wynika z niego dlaczego oni byli w tym lesie. [...] Nasza rodzina i rodziny poległych partyzantów które reprezentuję musieliśmy się troszeczkę zjednoczyć w walce o pamięć prawdziwą [...] My ten film odbieramy też jako takie przekłamanie. [...] To nie byli chłopcy którzy bluźnili [...] Dlaczego jak się maluje czyjś portret to się go robi 5 lat młodszym, a akurat zostało spłycone, to co powinno być najbardziej wartościowe jako perełka.[...]”

I później jeszcze ostrzej: „Dla rodzin poległych partyzantów którzy podlegali „Rojowi” [...] akcja „Ratujemy Roja” jest nadużyciem i obrazą. Nam ta akcja uwłacza. [...] Dla nas akcja nie byłaby nadużyciem, gdyby było powiedziane uczciwie: ratujemy Jerzego Zalewskiego. [...] Rój się przez 50 lat komuny uratował. Sam. Nie musiał nikogo prosić o pomoc.” [...]

W związku z tą wypowiedzią prowadzący debatę Jan Ruman zmienił nieco przebieg spotkania i oddał głos drugiemu reżyserowi Michałowi Zielińskiemu i prof. Janowi Żarynowi. Michał Zieliński zadeklarował, że nie zajmował się kwestiami historycznymi, a jego główną rolą było dbanie o wyraz artystyczny i próba przyciągnięcia do kina nowych, zwłaszcza młodych widzów:

Michał Zieliński - drugi reżyser

P1210910_1

„Przez długi okres myśleliśmy jak pokazać ten obraz, czy muszą być te przekleństwa, czy muszą być takie skróty. Jak zdobyć nowego widza? [...] Przede wszystkim staraliśmy się trafić do nowego, młodego widza [...] i pewne rzeczy musieliśmy niestety uprościć w tej historii i nadać im troszeczkę fabularnego stylu. [...] Wiele faktów zostało pominiętych, które zostaną pokazane w serialu który ma 5 odcinków. [...] Tak ten film wygląda i nie jesteśmy już go w stanie zmienić [...] Ja działam nad aspektami artystycznymi i to było najważniejsze, żeby ten film ludzie chcieli obejrzeć, żeby miał jakąś dynamikę."

Prof. Jan Żaryn - konsultant filmu

Prof. Jan Żaryn nie chciał zdradzać kulis rozmów z Jerzym Zalewskim (który nie był obecny na tym spotkaniu), postawił tezę, że chociaż film nie trzyma się wiernie faktów, to jest to cena, jaką zapłacił reżyser za ogólną syntezę sytuacji Żołnierzy Wyklętych.

P1210868

„Było nas dwóch konsultantów – Leszek Żebrowski, którego uważam za jednego z najwybitniejszych historyków Narodowych Sił Zbrojnych i specjalistę-regionalistę. [...] z drugiej strony ja, który nie jestem regionalistą. [...] Raczej zajmuję się historią polityczną generalnie, w tym m.in. formacjami zbrojnymi i politycznymi podziemia. W związku z tym nasze role były trochę rozdzielone. [...] Nie opowiem państwu jakie były kulisy, rozmowy, jakie prowadziliśmy z Jerzym Zalewskim, ponieważ nie ma Jerzego Zalewskiego, więc mi po prostu nie wypada o tym mówić.”

„Mam takie przeświadczenie, że istnieje kilka płaszczyzn rozmowy na temat tego filmu. Pierwsza płaszczyzna szalenie ważna [..] to płaszczyzna detalu historycznego. Ten detal historyczny, czyli konkret, właściwe prezentowanie danego faktu, sceny, osoby, sylwetki, która była konkretnym żywym człowiekiem, i która miała w związku z tym swój wizerunek utrwalony w pamięci szczególnie najbliższych, jest tutaj zapewne pokazany w sposób, delikatnie mówiąc, niepełny i niesatysfakcjonujący. Ta sfera faktu prostego wydaje mi się, że rzeczywiście została w tym filmie naruszona za pewną sprawę, tzn. wedle koncepcji [...] Jerzego Zalewskiego chodziło bardziej o to, żeby [...] z jednej strony [pokazać] film o konkretnym bohaterze, żeby był, szczególnie przez młodzież widziany jako zdecydowanie postać pozytywna, a z drugiej strony chciał stworzyć pewną syntezę, która by ujmowała kilka co najmniej, jeśli nie kilkanaście, bardzo ważnych zjawisk, które siłą rzeczy muszą być w związku z tym pokazane skrótowo, często nawet symbolicznie. [...]

W tej wersji w jakiej jest przedstawiony zapis filmowy jednoznacznie pokazuje tę prawdziwą elitę polską, czyli podziemie niepodległościowe wiejsko-małomiasteczkowe, które jest częścią wielkiej polskiej kultury, natomiast przeciwstawiona jest temu bolszewicka i azjatycka mentalność pijusów i zbójów którzy mają, poza tym, że czerwone ryje, to jeszcze na dodatek brak jakiejkolwiek w gruncie rzeczy między sobą wewnętrznej komunikacji. [...]”

Prof. Żaryn omówił również kwestię szczególnie bulwersującą dla rodzin – przedstawionego w filmie częstego picia alkoholu, kultury picia, w kontekście przedstawiania przez reżysera trudnych sytuacji bohaterów, które mogą powodować ich załamanie.

P1210866

Trzecia kwestia, jaką podniósł prof. Żaryn to: „język w którym podwładny decyduje się na, w gruncie rzeczy, obrażanie dowódcy. Szczególnie Leszek Żebrowski podnosi, że było to nieprawdopodobne, by taka rozmowa w tym pokoju, gdzie oni rozmawiają [mogła mieć miejsce]. I znowu – w obrazie dramaturgicznym chodziło o bardzo poważną dyskusję merytoryczną dotyczącą tej postawy: co robić. Czy ujawniać się, i w gruncie rzeczy zdać się na łaskę i niełaskę reżimu komunistycznego, który w każdej sytuacji wykorzysta ten fakt źle dla sprawy polskiej. Ale z drugiej strony realizm podpowiada, że las przestaje być w gruncie rzeczy jakąkolwiek realną opcją. I nie ma co ukrywać, że to jest dramat. W związku z czym w ten dramat został wprowadzony język, który nie jest językiem konkretnej rzeczywistości sytuacyjnej, gdzie jest „Młot” i „Rój”, tylko jest to dramat przekazany w języku dramaturgicznym, a nie w języku tej konkretnej rozmowy.[...]

Jan Ruman oddał głos publiczności.

1. Piotr Naimski: „Widziałem pierwszy raz ten film i jestem jeszcze o tyle w szczególnej sytuacji, że zorganizowałem, (one się odbędą dopiero), dwa pokazy tego filmu. Każdy dla 300 osób tego samego dnia. Pierwszy dla młodzieży licealnej i gimnazjalnej, drugi dla wszystkich.

P1210873

Ten film ma szereg scen, które się nie tłumaczą, po prostu się nie tłumaczą. I tak jak zaangażowałem się i nie wycofam się z akcji wspomagania reżysera i twórców filmu, żeby ten film mógł być skończony, tak obrona każdej sekundy tego filmu w takim kształcie jak on jest w tej chwili jest nieporozumieniem. Ten film, ja nie jestem filmowcem, jestem tylko widzem, ten film jeżeli nie zostanie przemontowany, jeżeli nie zostanie pozbawiony scen, które jak mówię się nie tłumaczą (nie mówię o języku, nie mówię o wódce, nie mówię o scenach erotycznych), mówię o scenach które się nie tłumaczą. [...] I obawiam się, że tego nie zrobi pierwszy reżyser. To być może jest rola drugiego reżysera, to być może jest rola konsultantów, bo warto by było ten film, nie chcę powiedzieć uratować, ale zrobić go naprawdę dobrym, bo on może być dobry. Zastanawiam się jak ja pokażę ten film, bo to ja będę go formalnie pokazywał, i myślę, że będę go musiał opatrzyć komentarzem.”

2: Dystrybucja tego filmu jest szaleństwem i obrazą dla żołnierzy których ten film miał upamiętniać. [...] Potężny budżet został zmarnowany.

3: Miałam do czynienia z produkcją filmu. Współpracownicy byli bardzo w porządku i próbowali robić co mogli.
P1210876
Natomiast kiedy przeczytałam scenariusz natychmiast miałam te same obiekcje co pani [mowa o pani z rodziny], ponieważ również znam dobrze historię i historię Żołnierzy Wyklętych. Natychmiast zaszokowała mnie wulgarność w pierwszej części scenariusza, to że pili wódkę, przeklinali... Tymczasem to byli ludzie o niesłychanym systemie wartości, systemie wartości katolickim dla których ojczyzna była najważniejsza i oni nie pozwoliliby sobie na tego typu zachowania. Podzieliłam się moimi obiekcjami z Leszkiem Żebrowskim który był konsultantem przy tym filmie i on mi powiedział, że miał dokładnie te same uwagi jeżeli chodzi o scenariusz, z tym, że Jurek Zalewski po prostu nie przyjmował tych uwag. [...]

4.: Jestem synem oficera Armii Krajowej z Wieleńszczyzny. Mój ojciec był dowódcą oddziału. [...] Odebrałem pewne rzeczy niezwykle rażąco. Przede wszystkim końcowa scena jest dla mnie szokująca. Podoficerowie Wojska Polskiego, ludzie szlachetni walczący o Polskę po pijanemu idą ginąć. W głupiej absolutnie scenie takiej niczym nieuzasadnionej. Oni sobie biegną, wybuchy dookoła nich, wszyscy strzelają, oni sobie biegną, strzelają dookoła. [...]

P1210880

Niepotrzebne są te późniejsze sceny erotyczne, jakieś takie wizje. [...] Dla mnie to jest niezrozumiałe. [...] O ile jest tam scen kapitalnych bardzo dużo w filmie. [...] można spokojnie co najmniej kilkanaście minut tego filmu wyrzucić bez żadnej straty dla niego.

5: Usłyszałam od pana II reżysera, że ze względu na młodzież umieścił Pan takie a nie inne sceny. Uważam się za dość młodą osobę, ponieważ nie skończyłam jeszcze 25 lat i mogę panu śmiało powiedzieć jako przedstawicielka największej studenckiej organizacji w Warszawie Soli Deo [...] że nam się nie spodoba ten film. [...]

P1210883_1

Czekamy na film w którym nie będzie scen seksu, nie będzie scen picia alkoholu.[...] Dziękuje serdecznie, bo film uważam za bardzo dobry, po prostu kwestia poprawienia kilku scen.

6: Chciałbym podziękować za film, ten film mi się podobał. Oglądałem „Elegię o śmierci Roja” wcześniej. Nie spodobała mi się tylko jedna scena, wątek. Z „Puszczyków” czyli „Kurpi” jak w tym filmie zostaliśmy nazwani, zrobiono taki wesoły ludek podskakujący, taki trochę zastraszony i będący zakładnikami „Roja”.

7: Ja jestem nauczycielem i uważam, że przede wszystkim najpierw ten film powinni zobaczyć tylko i wyłącznie nauczyciele. W momencie wpuszczenia tam dzieci i młodzieży licealnej ¾ tego filmu przez nich nie będzie zrozumiana jeżeli nauczyciele nie będą wiedzieli czego mogą się spodziewać.

P1210857

8: Jestem wdzięczny że w ogóle taki film powstał. Mamy o czym rozmawiać. Mamy o co się spierać. [...] Jestem wdzięczny, że mogłem ten film obejrzeć, i oczywiście możemy krytykować i mamy do tego prawo i bardzo dobrze, ale też ja się cieszę, że ktoś w ogóle taki temat podjął.

9. Chciałam podziękować za ten film, za to, że w ogóle jest taki film. Większość krytycznych słów podzielam, ale z jedną rzeczą się nie chcę zgodzić. [...] Ja się wychowałam nie tylko w etosie, ale wśród w cudzysłowie „bandytów” i mogę to powiedzieć, wśród powstańców którzy po wojnie siedzieli.

P1210884

To nie byli ludzie święci, nie daj Boże żeby powstał film o „Roju” – Skrzetuskim. Ponieważ to byli mężczyźni z krwi i kości, kobiety z krwi i kości. Zaklęli, bimber pili. [...]

10: [...] To jest pierwszy film. Więc nie możemy z jednej strony dokładać krytyki na młyn ludzi i gremiów które będą chciały zniszczyć ten film a zarazem reżysera, z drugiej strony musimy zrobić ten film czytelny i tutaj mam rozdarcie. Mnie się ten film podobał pod względem artystycznym, sceny są konsekwentne, wszystko z wszystkiego wynika. Ale jeżeli go przyrównamy do odsłony historycznej to miałbym tutaj daleko idące uwagi. I teraz problem – jak pogodzić te dwie przeciwności, myślę, że tu jest podstawowe kryterium którym musimy się kierować po prostu.

11. Tutaj ad vocem do pana [wypowiedź 10] Bo ja przez pierwsze pół godziny nie wiedziałem kto jest głównym bohaterem, więc nie uważam, że pan ma rację że wszystko jest konsekwentne, bo ja się w tym gubiłem. Początek, pierwsze 30, 40 minut szukam tego bohatera, ja go nie widzę, sorry.

12. Chciałam podziękować za film. Przede wszystkim dlatego, że powstał. [...]

P1210885

Nie wierzę, że w środowiskach męskich najlepiej nawet wychowanych „serów” [...] w warunkach stresowych, a tam były taki warunki, kiedy ludzie nie wiedzieli ile jeszcze będą żyli: godzinę, dwie, trzy, jeden dzień, że nie zaklną, że się nie napiją. Nie wierzę w to. Bo w środowiskach bardzo nawet kulturalnych i religijnych jeżeli mężczyźni są sami ze sobą to wiadomo, że są inni, niż jeżeli są z nami, z kobietami. Po prostu tak jest, i to trzeba przyznać czy ktoś jest z rodziny czy nie jest z rodziny. Film można różnie zrozumieć więc bardzo dziękuję, że film powstał i my możemy o nim w ogóle dyskutować. Możemy Żołnierzy Niezłomnych, czy wyklętych przez komunę wprowadzić prawidłowymi, otwartymi drzwiami. I możemy o tym mówić, młodzieży komentować, rozszerzać. [...]

P1210860

 

Następnie głos zabrali zaproszeni eksperci

Grzegorz Wąsowski z fundacji „Pamiętamy” ocenił film bardzo surowo

W mojej ocenie pan Zalewski popełnił daleko idące nadużycie podając na początku tego filmu, że jest to historia „Roja”. Historia w zrozumieniu popularnym to jest oddanie rzeczywistości która kiedyś miała miejsce. Jeszcze w napisach początkowych wskazał, że film opowiada zdarzenia realne, które miały miejsce na Mazowszu i na Kurpiach, które jedynie zostały zaadoptowane na potrzeby filmu fabularnego. [...]

P1210888_1

Następnie padło kilka przykładów niezgodności filmu z faktami.W nawiązaniu do wcześniejszej dyskusji Grzegorz Wąsowski powiedział:

„Rój”, absolutnie do końca nie wiedział że w tym domu, tego dnia jego los się dokona. Kobieta która go zdradziła cieszyła się jego absolutnym, bezwzględnym zaufaniem. Zdradziła go w sytuacji niezwykle dramatycznej dla niej samej, w sytuacji w której jej starsi wiekiem rodzice zostali aresztowani przez resort, kiedy resort wziął ją na przesłuchanie i wykazał, że pomaga oddziałowi „Roja” od dłuższego czasu [...] I w tej dramatycznej sekwencji, gdzie tragedia antyczna wydaje się płaska, bo antyczni Grecy nie znali komunizmu, ta kobieta zdecydowała się „Roja” wydać. Więc rys, że ci partyzanci zdawali sobie sprawę co ich tam czeka jest nieprawdziwy.

Rys, że ta kobieta w momencie kiedy matka rozpoznaje, czy też ma nie rozpoznać zwłok „Roja” stoi w mundurze więziennym jest zupełnie skandaliczny moim zdaniem. Sekwencja w czasie majaczeń „Roja”, kiedy widzimy scenę seksu z partyzantem o pseudonimie „Kot” też jest skandaliczna. Ta kobieta nie zdradzała „Roja” w żadnym wypadku. Nawiasem mówiąc „Kot” nie był wtedy jeszcze agentem Urzędu Bezpieczeństwa. Mógłbym tutaj czterdzieści pięć minut opowiadać o tym co pan profesor Żaryn tak ładnie powiedział, że wierność detalu może nie została oddana. Wierności faktografii jest niezwykle mało. Na film, który podaje w tytule, że jest historią „Roja” jest skandalicznie mało. Zresztą tak na marginesie, matka Roja rozpoznała zwłoki swojego syna w Urzędzie Bezpieczeństwa. [...]

Nie zgadzam się z tezą profesora Żaryna, że reżyser poświęcając detal (absolutnie nie poświęcił detalu, tylko opowiedział własną historię, która w historii „Roja” jest zakorzeniona niezwykle słabo), odmalował pewne zjawiska właściwe dla całego podziemia. Moim zdaniem, gdyby się decydował na coś takiego, to powinien po prostu zrobić film o jakimś „Czarnym”, „Białym”, „Żółtym” i pewnie byśmy tutaj nie siedzieli i sporów nie toczyli. I pani z rodziny Ildefonsa Żbikowskiego, „Tygrysa”, nie wygłosiłaby swojego wystąpienia bardzo emocjonalnego i moim zdaniem trafionego gdybyśmy się oderwali od pewnej realnej historii, która się zadziała, w której użyto konkretnych pseudonimów, konkretnych nazwisk [...]

P1210889

Wyobraźmy sobie grupę oficerów Narodowych Sił Zbrojnych, czyli konspiratorów wytrawnych z okresu okupacji niemieckiej, którzy w momencie wejścia wojsk sowieckich do miasteczka w najlepsze w biały dzień biesiadują w knajpie i ustalają losy konspiracji na przyszłość. Jest to scena zupełnie niedorzeczna, odrealniona od prawdy.

„Pogoda" rozmawiając z „Tygrysem” mówi: słuchaj, ty brata nie masz, matki nie masz, no tak chodzisz z tą bronią, to myślisz że to jest tak łatwo [...] tymczasem był to człowiek który nie dlatego poszedł do lasu że nie wiedział co ze sobą zrobić, tylko podjął bardzo świadomy ideowy wybór, są zachowane dokumenty [...] Z tych dokumentów rysuje się bardzo czytelny obraz tych ludzi, zostały m.in. pamiętniki „Pilota” Grudzińskiego, który w tym filmie się pojawia, może nam jest trudno uwierzyć po tym okresie PRLu, ale ci ludzie rzeczywiście, jeżeli przeklinali, to bardzo rzadko, a nie często jak w tym filmie, zwracali się do siebie językiem godnym, słowo „kolego”, które tam się przewija w tym filmie to był język komunikacji między nimi, szanowali swoje szarże, itd. itd.

Jeżeli chodzi jeszcze o istotne dla mnie szczegóły tego filmu, które powodują, że obraz jest wypaczony [...] – cała sekwencja ujawniania w której dochodzi do rozmowy między „Młotem” a „Lasem” jest sekwencją zupełnie fikcyjną. Prawda jest taka, że „Młot” wydał rozkaz prowadzenia walki do końca, po czym wyjechał z terenu i ujawnił się gdzieś w Wałbrzychu i „Las” z „Młotem” w ogóle na ten temat okazji rozmawiać nie miał. Cała sekwencja scen w Warszawie, wymyślona, wykreowana, gdzie jest wątek, że „Młot” negocjuje z towarzyszem „Wiesławem”, to jest zupełne nieporozumienie. Jest takie zdanie kiedy „Młot” mówi, że „Wiesław” powiedział, że UBecja ujawnienia nie przeprowadzi tak jak należy, to ja będę interweniował, ale spróbujmy. To jest fundamentalne zafałszowanie obrazu - partia komunistyczna decydowała o tym co w Polsce będzie się działo, Urząd Bezpieczeństwa wykonywał jej polecenia a nie odwrotnie. To jakaś fikcja rozmowy, czy negocjacji „Młota” z Gomułką, jeszcze w takim świetle przedstawione, jest znowu zafałszowaniem obrazu. Podobnie całe sceny zupełnie nierealne w Warszawie. Podobnie jak nierealna scena ataku na Urząd Bezpieczeństwa w Makowie w 48 roku, po to, żeby uwolnić aresztowanego „Lasa”. Podziemie wtedy już nie miało siły do takich ataków, coś takiego w ogóle nie zaistniało w skali kraju, więc co to ma wspólnego z syntezą?

Podobnie jak na procesie pokazowym „Lasa” widzimy „Lasa” który krzyczy „precz sowieckie pachołki, niech żyje Polska”. Proces pokazowy był dlatego pokazowy, że ci ludzie byli złamani i tam w ogóle nie było miejsca na takie sceny, i takie sceny oczywiści chcielibyśmy, żeby się działy, tylko ich nie było. Podobnie, zupełnie groteskowa scena w której widzimy w czasie tego procesu na sali „Roja” przebranego za kobietę. Procesy pokazowe charakteryzowały się również tym, że publiczność na tych procesach była niezwykle starannie dobrana. To była widownia sceny na której komuniści realizowali pewne założenie, żeby splugawić partyzantkę, żeby ją zohydzić właśnie tam gdzie ta partyzantka działała. W przypadku „Lasa” był to proces w Ostrołęce. A obecność na takim procesie jednego z najbardziej poszukiwanych wówczas partyzantów w terenie jest po prostu czystym nonsensem. Tak jak cała ta scena później z atakiem na pociąg, w takiej sekwencji nieco westernowej, indiańskiej, kiedy zatrzymują sędziów i prokuratorów i później ich rozstrzeliwują. Nic takiego nie miało miejsca. [...]

Fragment świadczący o niechlujstwie reżysera: widzimy scenę, zresztą też nie mającą pokrycia w rzeczywistości, kiedy „Rój” jest mianowany dowódcą oddziału Patrolu Akcji Specjalnej i ostatnia sekwencja, że na tego dowódcę mianuje się plutonowego „Roja”. Po czym 15 minut później w filmie widzimy jak „Rój” spotyka się z oddziałami dowodzonymi przez Kozłowskiego - „Lasa” i przedstawia się jako kapral ”Rój”. [...]

P1210890

Mamy scenę, też zupełnie nielogiczną, kiedy po akcji na więzienie w Krasnosielcu dochodzi do odprawy na której partyzanci dowiadują się, że na mocy rozkazu Narodowego Zjednoczenia Wojskowego oddział partyzancki zostaje rozwiązany. Na co jeden z tych partyzantów: „ale ja składałem przysięgę w Narodowych Siłach Zbrojnych, w związku z tym ten rozkaz mnie średnio interesuje”. A później widzimy ich cały czas w szeregach NZW jak walczą. [...] Prawda historyczna jest taka, że Narodowe Siły Zbrojne w sierpniu 45 roku rozwiązały swoje oddziały, a NZW kontynuowało walkę dalej. [...]

Widzimy tam kilka zdarzeń, które noszą w sobie cechy akcji opartej o zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Mam na myśli przede wszystkim atak na Komitet Powiatowy PPR w Przasnyszu, który zaczyna się sekwencją zastrzelenia dwóch ludzi wychodzących z budynku, po czym partyzanci wpadają do tego budynku [...] strzelanina, z osiem osób po stronie ludzi z tego budynku ginie. W rzeczywistości do takiej akcji doszło, tylko ona wyglądała w ten sposób, że w centrum miasta z mocy wyroku sądu podziemnego zastrzelono sekretarza powiatowego PPRu, chciano zastrzelić funkcjonariusza UB, zastrzelono komendanta milicji. Były to wyroki wydane przez sąd podziemny, wyroki za konkretne przewiny, a nie na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej. [...] Nawet po akcji na wiezienie w Krasnosielcu, gdzie oddział „Pogody” zabrał ze sobą pięciu funkcjonariuszy - tam było dwóch UBeków i trzech milicjantów. Widzimy to w takiej krótkiej i mało czytelnej scenie gdy trzy osoby nagle zostają zastrzelone w obozowisku partyzanckim. W rzeczywistości doszło do zindywidualizowania win i na mocy zeznań więźniów dwie osoby z tych 5 zostały zastrzelone a trzy osoby zostały puszczone. Mnie się wydaje, że to jest niezwykle istotne dla pokazania, że walka podziemia była walką punktową, a nie na zasadzie strzelamy do każdego kto się rusza, kto z jakiegoś powodu jest po drugiej stronie.

Gdybym był po stronie osób nieprzychylnych tematowi, to bym chętnie ten film widział w powszechnej dystrybucji. I na te akcenty zwracam uwagę. [...]

Ale jest też warstwa artystyczna. [...] Czy my coś o tym „Roju” wiemy jako człowieku? Jego namiętnościach, emocjach? To jest moim zdaniem bardzo płaski obraz człowieka który chodzi oczywiście w bardzo słusznym celu, wygłasza słuszne co do zasady treści, ale raczej podane językiem współczesnym niż mający odpowiednik w tamtych czasach, co jakiś czas strzela komuś w głowę najlepiej przy krzyżu przydrożnym, czy przy figurce Matki Boskiej. Tam nie ma w ogóle emocji w tym filmie. Nawet ta sekwencja z tą jego nieszczęsną miłością, która go wydała. Przecież to jest materiał na wielkie kino. Tymczasem obawiam się, że my się cieszymy z samego faktu, że ktoś wreszcie zrobił film o podziemiu niepodległościowym, antykomunistycznym i że [...] UBecy pokazani są jak ostatnie bydło, a „Rój” i jego towarzysze bronią wartości które są nam bliskie. Tylko pytanie, czy rzeczywiście to jest powód do tego, żeby stać na baczność i klaskać przed tym filmem. Moim zdaniem bardzo słaby film.


Jeszcze surowiej film ocenił Kazimierz Krajewski z IPN


Trudno jest procentowo zmierzyć ile jest prawdy historycznej w tym filmie, ale myślę, że ok. 90% scen które są tutaj prezentowane nie ma odbicia w rzeczywistości albo jest bardzo dalece zniekształcone. To jest film o ludziach którzy żyli naprawdę, przewijają się postacie, pseudonimy, naprawdę mieli jakieś nazwiska, naprawdę mieli rodziny. Te rodziny żyją do dzisiaj, to wszystko zostało potraktowane z niesłychaną nonszalancją. To są bardzo luźne impresje na temat wydarzeń historycznych opowiedziane językiem bardzo szczególnym. To nie jest język tamtej epoki, czytelny dla tamtego pokolenia i dla mojego pokolenia. Mec. Wąsowski wymienił szereg scen które są nieprawdziwe. Ja mógłbym to wyliczanie kontynuować. Oczywiście taki atak na komitet powiatowy w Przasnyszu się nie odbył [...] akcje w Przasnyszu były, wyglądały inaczej. Można przywołać tą wielką bitwę pod cukrownią. Oczywiście akcja na cukrownię była, to była akcja do pewnego stopnia udana. Jeden oddział zajął ten obiekt, dokonał rekwizycji, inny oddział zaatakował milicję w którymś z sąsiednich miasteczek, potem obie grupy się połączyły. Tam gdzie była cukrownia rozbrojono chyba 5 ORMOwców, wykonano wyrok śmierci na sekretarzu, oczywiście nie za to, że miał poglądy komunistyczne, tylko za to co w praktyce robił. Cały ten bój z użyciem artylerii – on się nie zdarzył, ludzie w tym powiecie skręcą się ze śmiechu jak to obejrzą.

P1210870

Te sceny z pościgiem i walkami w trakcie pościgu. Owszem, doszło do walk, ale to wyglądało zupełnie inaczej. Jest na ten temat materiał historyczny, są relacje żołnierzy, są dokumenty, są raporty z tych akcji. Nie wiem dlaczego twórcy nie chcieli z tego skorzystać, tylko stworzyli sobie własną wizję artystyczną, zresztą z żyjącym przecież Boruckim „Babiniczem” w roli polskiego samuraja, który XVII-wieczną szablą odgłowił dwóch funkcjonariuszy resortu, czy też oficerów KBW. To się może przyśnić, ale wtedy się nie zdarzyło. Sama ta okoliczność, że w tych warunkach końcowej partyzantki rozsądny człowiek jakim był Borucki chodzi z szablą i walczy... Cały oddział można było w miecze samurajskie uzbroić i sceny walki byłyby jeszcze bardziej atrakcyjne. Takie sceny, prawie jak ze SPECNAZu, że on skacze [...] podrzyna im gardła. Tego nie było, nie wiem, czy to w jakiś sposób ubarwia [...] Zbędne okrucieństwo, brutalność, nie wiem, czy to państwu uatrakcyjni ten film, czy tej młodzieży o której tyle było mowy.

Oczywiście tej odprawy przedamnestyjnej 47 roku nie było, coś takiego się nie zdarzyło [...] Stosunek Kuleszy do amnestii był zmienny. [...] W lutym 47 roku nie przekonywał do ujawnienia tylko wystosował proklamację w której zabraniał ujawniania a ujawniającym się zagroził karą śmierci. Pojechał do Warszawy, żeby nawiązać kontakt z Obszarem. Zorientował się, że praktycznie żadnej Komendy Głównej w tym czasie funkcjonującej już nie ma. Obszar też jest fikcją, nie ma nad nimi żadnej zwierzchniej czapki. Był żonaty, miał dziecko, żonę, miał rodzinę. Zaczął się pewnie intensywnie zastanawiać co dalej i doszedł do zmiany zdania ale nie zdobył się na odwagę, żeby ze swoim stanowiskiem podzielić się z podkomendnymi i pojechał na „ziemie wyzyskane” i tam się ujawnił nie odwołując tych rozkazów wcześniej wydanych. Jego odejście i odejście paru ludzi z nim związanych było oczywiście straszliwym rozczarowaniem dla partyzantów. [...] Cała historia ze stosunkiem Kuleszy do amnestii jest pokazana w sposób nieprawdziwy.

Sceny warszawskie z udziałem jakiegoś „Bonda” konspiracji narodowej, majora Okrzei, Ostoi, nie pamiętam [...] Była taka postać? Miała wpływ na decyzje które ludzie podejmowali? Była masakra pod Cyryla i Metodego w 47 roku? Bitwa tam na Pradze stoczona? Nic takiego się nie zdarzyło. Takie akcje w Warszawie nie miały miejsca, to wszystko jest nie wymyślone, a po prostu jakoś wybzdurzone. To jest nierealne, to się w ogóle nie mogło wówczas zdarzyć.

P1210906

Nie było sceny z nieudanym odbijaniem Makowa, nie było sceny z akcją na pociąg i likwidacją sądu, nie było akcji z nieudanym odbijaniem rodziny „Roja”. Nie było, nie było, nie było i tak mógłbym wiele rzeczy których naprawdę nie było, które się nie zdarzyły wymieniać. Po co wymyślać rzeczy które się nie zdarzyły, skoro w życiu tych ludzi zdarzyło się tak wiele rzeczy wspaniałych, pięknych, szlachetnych...

Może mam inną estetykę niż pan Zalewski i kolega, który nam towarzyszy. Sposób w jaki zostało to pokazane jest sprzeczny kompletnie z moją estetyką. [...] To że młody podoficer zwraca się do oficerów, do swoich dowódców [...] po imieniu [...] pijąc przy nich alkohol z butelki – takie rzeczy się nie zdarzały, niezależnie co na ten temat myśli kolega i pan Zalewski. Ludzie w tamtej epoce się po prostu szanowali, mieli do siebie zupełnie inny stosunek. [...] Tu wygląda tak, że jakaś pani masuje Kuleszę, który w trakcie tego masażu charczy przez zęby, że kogoś tam trzeba zastrzelić, no i chłopcy idą i to zrobią.

Scena w której Nasierowski – ten człowiek żył naprawdę i naprawdę umarł - zostaje uprowadzony, postawiony pod figurą świętą, pod figurą Matki Boskiej i w momencie, w którym partyzanci każą mu się modlić, on przerażony modli się i „Rój” z nonszalancją gestapowca strzela modlącemu się człowiekowi w tył głowy, po czym zapala papierosa... Dla mnie jest to obrzydliwe. Nie wiem, czy to jest sposób... nie wiem, jak panowie uważają, że to może młodzież do czegokolwiek przekonać. To może ucieszyć tylko redaktorów „Gazety Wyborczej”. [...]

Razi mnie jakiś taki manieryzm, skłonność do brzydoty, do jakiejś takiej obrzydliwości, brudu życia, który jest tam niesłychanie eksponowany. [...]

Miałem okazję, czy też nieprzyjemność śledzić tę produkcję od dosyć wczesnego etapu. Przeczytałem scenariusz który mnie przeraził. Pierwsza wersja tego filmu rzeczywiście została skrócona, okrojona dalece. Ja się boję, że te obrazy zostaną przywrócone w serialu, o którym pan mówi...


Grzegorz Wąsowski


Najlepiej estetykę oddaje scena ostatnia, w której „Rój’ odjeżdża symbolicznie w mit na traktorze. Ten traktor, myślę, znakomicie symbolizuje lekkość z jaką ta historia została opowiedziana.


W obronę twórcę filmu próbował wziąć prof. Jan Żaryn


„Jest niewątpliwy dylemat między tym co jest faktem prawdziwym, rzeczywistością historyczną i tym co reżyser chciałby przekazać jako pewnego rodzaju syntezę historyczną.

P1210900

Zgadzam z tymi zarzutami bo to jest rzecz sprawdzona historycznie, poza kwestią Młota - ponieważ m.in. tajemnica polega na tym, że część informacji którą panowie posiadają, posiadają na wyłączność, w związku z tym jest kwestia dostępności innych, jak choćby reżysera Jerzego Zalewskiego. [...] Natomiast jego z kolei przewaga polega na tym, że ma też na wyłączność pewne dokumenty jak np. relacje Młota i osób, które próbowały zrozumieć całą zawiłość, która też przecież w tym filmie jest pokazana, czyli rozkaz jest inny, a rzeczywistość jest inna. [...]

Wybrał w związku z tym taką konwencję, która ma za zadanie z jednej strony osadzić w pewnych faktach historycznych całą tę rzeczywistość, a z drugiej strony pokazać pewien fenomen z jednej strony podziemia niepodległościowego a z drugiej strony fenomen polegający na autentycznych dramatach, wyborach tychże ludzi. Amnestia 47 roku była dramatem dla tych ludzi niezależnie od tego czy pokażemy to w formie nieistniejącej dyskusji w lesie, czy w formie zbioru 40 dokumentów które będą nam podpowiadały jak każdy w innej stronie Polski na ten dylemat odpowiadał. Reżyser wybrał nieistniejącą grupę partyzantów w nieistniejącym lesie ale dramat pokazał taki jakim on był. No i to jest w zasadzie taka próba jakiejś obrony reżysera, choć nie da się ukryć, że jest trudnym jeśli chodzi o dialog z konsultantami historycznymi.


Grzegorz Wąsowski


Problem polega na tym, że reżyser nie wybrał nieistniejącej grupy partyzantów w nieistniejącym lesie, tylko dokładnie wybrał istniejącą grupę partyzantów. To zbiorowisko istniało, konkretne osoby, konkretne pseudonimy. [...] Jeżeli budujemy historię opartą o konkretne nazwiska i pseudonimy to wydaje mi się, że wybierając taką konwencję filmu sami bardzo sobie ograniczamy pole do potencjalnych własnych interpretacji. [...] Jeśli chodzi o syntezę to proszę zwrócić uwagę, że z tego filmu w tym obszarze makro w którym pan chce bronić ten film, przynajmniej dla mnie, nie widać sensu trwania tej partyzantki. Oni po prostu trwają, bo nie maja dokąd odejść. Tymczasem przecież doskonale wiemy, że dzięki tej partyzantce pewne zabiegi komunistyczne, jak kolektywizacja wsi, jak zniszczenie Kościoła zostały przesunięte o kilka lat. Dzięki temu, że później Stalin zmarł, że komunistom w tym momencie najbardziej brutalnym nie starczyło czasu na przeprowadzenie tych operacji, że proces kurii krakowskiej to jest dopiero 53 rok, internowanie księdza prymasa to jest 53 rok. Gdyby nie było podziemia, gdyby podziemie nie przyjęło na siebie tego pierwszego ataku barbarzyńców spod znaku sierpa i młota to te procesy by zaistniały kilka lat wcześniej. Komuniści by zdążyli. [...] Tu się to nie udało dzięki tym chłopcom. Tak, że ich ofiara ma bardzo wymierny sens. Dla nas w skali makro tego sensu zabrakło. Ci ludzie jednak do końca cieszyli się poparciem społecznym. [...] Ja odmawiam temu filmowi również dużych walorów w obszarze syntezy ogólnej. Pogwałcono faktografię, a jednocześnie ten obraz w skali makro jest też słabiutki.


Michał Zieliński


P1210865

Ja się nie zajmowałem historią, to jest sprawa historyków i Jerzego. Ale pod tym względem artystycznym, [...] film to jest bajka o ludziach, o naszych zachowaniach, z czym się musimy zmagać[...]. I „Rój” nie tylko był dowódcą, ale też był chłopakiem który miał 17 lat, 20 lat, 19 i nie mógł być tym chłopakiem, tylko musiał być jakimś żołnierzem który bronił wartości które i tak umrą. [...] Ale też nie widzę wielu scen gdzie partyzanci przeklinają, Jest jedna scena w której „Rój” wchodzi jako UBek, udaje UBeka i gra UBeka. Tam przeklina, bo jest tym UBekiem. [...] To picie wódki na koniec - ci ludzie nie mają nikogo, mają tylko tą zasraną wódkę, tak sobie to wyobrażaliśmy.[...] Zrobiliśmy film o chłopakach, o młodych ludziach, którzy po prostu chcieli mieć kawałek swojej ziemi. Takie mamy prawo jako artyści i historycy się nie będą z tym zgadzać. [...] Myślę, że to jest fajny film, on nam coś pokazuje, on nam pokazuje pewne wartości które powinien posiadać młody człowiek. [...] Dla nas to jest tytuł roboczy „Historia Roja”, ten film nie musi się tak nazywać. Ale też nie chodzi o to, że historia, to jest słowo, które mówi, że to musi być historia na faktach.

Dyskusję podsumował Jan Ruman



P1210911

„Podsumowując chciałbym powiedzieć tak, że na pewno Jurek Zalewski, i pan i cały zespół próbowali wprowadzić bohaterów podziemia niepodległościowego do popkultury. Czy to się udało? Czy trochę przy tej okazji nie nadali tym bohaterom cech jakiejś swojej wizji współczesnej młodzieży? Może troszkę gdzieś jest taki błąd... Ale mając nadzieję, że film jeszcze nie jest skończony i że można w nim parę rzeczy poprawić bardzo dziękuje państwu wszystkim za to spotkanie.”


Dodatek: Oświadczenie Jerzego Zalewskiego odczytane przed projekcją przez Jacka Sucheckiego




Dyskusja po projekcji w Hybrydach



Po projekcji na spotkaniu Warszawskiego Klubu "Gazety Polskiej" reżyser Jerzy Zalewski odpowiadał na pytania publiczności. Część z nich dotyczyła akcji „Ratujmy Roja” i powodów dla których ta akcja jest prowadzona. Były też pytania dotyczące bezpośrednio filmu. Wypowiedzi widzów były entuzjastyczne. Wszystkie wypowiedzi są do obejrzenia w zamieszczonym filmie.




Poniżej fragmenty pytań i odpowiedzi reżysera poświęcone filmowi „Historia Roja”

P1220436_1

Jerzy Zalewski: To jest wyjątkowo, akurat przypadkowo, udana kopia robocza. To jest dźwięk z planu, obraz pierwszego wołania, żadnych efektów, wszystko jest po prostu kompletnie robocze. Szczęśliwie na tym planie dosyć solidnie pracowaliśmy i to wszystko wygląda. W miarę to słychać, co jest zadziwiające. Brakuje całej postprodukcji, oraz muszę niestety wyjść z długów w które mnie wrobiono. To kosztuje półtora miliona, żeby to skończyć. Tak to wygląda. Te pokazy, to jest ewenement w skali świata, że się pokazuje kopie roboczą,. Tego się w ogóle nie robi.

Pomyślcie państwo, jak ten film będzie wyglądał, bo on jest prawie panoramiczny, w takim standardzie bardzo szerokim z kompletnie zrobioną kopią obrazu, ten dźwięk, który będzie po prostu absolutny, jest inny efekt. Skoro robi teraz wrażenie, to myślę, że będzie robił większe.

P1220437

Pytanie: Chciałabym się dowiedzieć skąd pan zbierał materiały, bo postać jest dość szczegółowo przedstawiona, w jaki sposób udało się panu dotrzeć do materiałów, czy ktoś panu pomagał, miał pan kontakt z jakąś rodziną, czy w ogóle jest jakaś rodzina „Roja”?

Jerzy Zalewski: W 2005 roku spotkałem się z Janem Białostockim, to jest wnuk pierwszego dowódcy Narodowych Sił Zbrojnych. I Jan Białostocki w latach dziewięćdziesiątych wykonał dla dziadka niesłychaną pracę. Amatorsko, ale nagrał około 100 godzin z tymi żołnierzami, którzy wtedy jeszcze żyli. Teraz właściwie nikt nie żyje. I on mi to przekazał [...] Ja to wziąłem do ręki, na parę lat wchłonąłem, czy wszedłem w ten świat. [...] Z tego materiału który od Janka dostałem [miało] powstać 12 scenariuszy, taki cykl wymyśliłem o Żołnierzach Wyklętych. Powstało 5 plus „Rój”, pełnych.

P1220446_2

Istnieje rodzina Dziemieszkiewicza, istnieje córka jego siostry i syn jego brata. Oboje znam i bardzo lubię, mam z nimi kontakt.

Pytanie: Jak się panu udało znaleźć takich wspaniałych aktorów i oddać tak naprawdę, jak oni by się urodzili w tych czasach. [...]

P1220438

Jerzy Zalewski: [...] Z aktorami klucz był taki, żeby nie grali w telenowelach. A czasami niektórzy zagrali potem.

Pytanie: W jakim stopniu film jest wierny historii, rzeczywistemu przebiegowi wydarzeń, a na ile fabularyzowany [...]

P1220439_1

Jerzy Zalewski: Scenariusz wynika kompletnie z mojej wiedzy, z tego co ci ludzie powiedzieli na tych kasetach, z konsultacji z Leszkiem Żebrowskim, Jankiem Żarynem, z pracy nad materiałem w IPNie, ale w pewnym momencie, ja tak traktuję, jakby swoje zajęcie. Nie jestem archeologiem, nie jestem historykiem, notariuszem, księgowym. Ja z tego co się dowiedziałem zbudowałem coś, co jest oczywiście możliwe, a to jest oczywiście wersja artystyczna. Czyli pomieszałem wątki. Jeden facet jest dwoma albo trzema facetami naraz. Jednego w ogóle nie było w jakiejś akcji, a ja opowiadam, że jest. Bo ta buchalteria mnie nie interesuje, chciałem opowiedzieć o emocjach tego świata i wydaje mi się, że to jest ważniejsze.

Pytanie: Czy znane są losy tej dziewczyny, czy coś wiadomo?

Jerzy Zalewski Wiadomo tyle, że wylądowała na Rakowieckiej jako chyba strażniczka. Krótko mówiąc - to nie jest wina tej dziewczyny, to jest wina „Roja”. „Roj” w okresie ostatnich dwóch lat był trochę "zombi". Nie wiedział [...] jak żyć. I on jej stworzył trudną sytuację, ponieważ przychodząc do niej ryzykowała jej matka, ojciec, brat. Brata pobito, wsadzono, wypuszczono, znowu pobito. W końcu aresztowano mamę i tatę. Ona doniosła na niego, bo chyba nie miała wyjścia. Potem była na Rakowieckiej, a potem pojechała do Kanady jeszcze przed październikiem, czyli bardzo mocna była i ważna dla nich. Musieli ją zabrać ze wsi, bo wieś co prawda się zmieniała, tam były wywózki itd., ale jednak ludzie pamiętali.

<object width="560" height="315"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/xSYaZmEgEzY?version=3&amp;hl=pl_PL"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/xSYaZmEgEzY?version=3&amp;hl=pl_PL" type="application/x-shockwave-flash" width="560" height="315" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object>