Prawo i Sprawiedliwość prawdopodobnie jeszcze w tym tygodniu zgłosi do laski marszałkowskiej pakiet zmian w konstytucji. Dotyczą one relacji Polski z Unią Europejską.

Zmiany wynikają z przekonania PiS, że nowa umowa łącząca nieomal wszystkie kraje Unii (tworząca tak zwaną unię fiskalną) może być niezgodna z polskim prawem – skoro na przykład ustanawia nadzór międzynarodowy nad stanowieniem polskiego budżetu. Ale jest to także konsekwencja wcześniejszych poglądów tej partii. Prawie wszystkie te rozwiązania PiS lansował pod koniec ubiegłej kadencji podczas prac nad tak zwanym europejskim rozdziałem konstytucji. Wiele z nich zostało wprowadzonych do tego rozdziału dzięki zabiegom posłów Ujazdowskiego i Karskiego. Zgodziły się na to wtedy w komisji wszystkie partie, łącznie z SLD i PO. Tyle że prace zablokowano ostatecznie z woli Donalda Tuska. Nie dopuszczono do głosowania w całym parlamencie.

PiS chce:

1. Aby jeszcze przed ratyfikacją grupa posłów mogła przesłać umowę międzynarodową do Trybunału Konstytucyjnego dla jej zbadania z polskim prawem. W tej chwili to prawo ma jedynie prezydent, ale z niego nie korzysta.

2. Aby tak zwane wtórne prawo europejskie (na przykład dyrektywy unijne) mogły być badane przez polski Trybunał pod kątem ich konstytucyjności.

3. Aby tak zwana kładka (zmiany w ustroju Unii, które nie wymagają ruszania traktatów) były zależne nie tylko od zgody polskiego rządu, ale i od ustawy parlamentu. W tej chwili takie zmiany można blokować w Sejmie post factum, ale na początku wystarczy zgoda rządu. A uchwałę blokującą może z kolei zablokować większość koalicyjna nie dopuszczając jej pod obrady.

4. Aby wniosek do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości zaskarżający prawo unijne jako niezgodne z zasadą pomocniczości mógł być zgłaszany przez ¼ posłów lub senatorów. W praktyce oznacza to, że opozycja mogłaby kwestionować przepisy przyznające Unii zbyt wielką władzę. W tej chwili nie ma żadnych przepisów konstytucyjnych regulujących te kwestie, a PO chciała początkowo, aby było to prawo większości parlamentu.

Ciekawe, jak na te propozycje zareaguje nowy rząd Donalda Tuska. Przed wyborami pokazał, że zmian nie chce. Mówiło się, że premier bał się wrażenia dogadywania się z opozycją w przededniu wyborów. Ale minister Sikorski sugerował też, że te propozycje zbytnio wiążą ręce rządowi w stosunkach międzynarodowych, zwłaszcza unijnych.

Z kolei posłowie PiS podkreślali, że te zmiany dają prawo obrony polskim instytucjom przed prawem wykraczającym poza kompetencje Unii. I że czynią politykę europejską w większym stopniu niż do tej pory przedmiotem debaty w samej Polsce.