Dziś przeczytałem na portalu o liście Kardynała Dziwisza. List znam już dobrze, pracuję jako organista na Podhalu i takie rzeczy wyłapuję od razu. Pod tekstem w portalu oczywiście odezwali się od razu wszyscy „najmądrzejsi”, problem tylko taki, że nikt nie przeczytał całego listu oraz nie odniósł się do sprawy merytorycznie. Kościoły od zawsze były miejscem kultu religijnego. To co my dziś znamy np. po nazwą „Requiem” W.A.Mozarta zostało napisane jako msza żałobna. Nie w celu koncertowania w kościele tylko jako oprawa liturgii pogrzebowej. Jeśli ktoś chce wystawiać to jako koncert w kościele to już to mija się z celem, bo nie temu służyło napisanie tego utworu.

Generalnie jest tak, że wszelka muzyka wykonywana w kościele - może uproszczę trochę sprawę - ma być wykonywana na chwałę Bożą. Jeśli idzie się do kościoła tylko po to aby posłuchać „fajnej” muzyki, to takie wyjście nie ma sensu, jeśli wystawia się tam koncert, nawet z największymi dziełami religijnymi, tylko w celu wystawienia koncertu to lepiej nie wystawiać go wcale albo przenieść do sali koncertowej. Do mnie nie trafia argument, że nie wszędzie są sale koncertowe a kościoły są nawet w najmniejszej miejscowości - wszak w najmniejszej miejscowości nawet da się zrobić letni koncert na wolnym powietrzu.

Chciałbym, aby ludzie w końcu zrozumieli, że kościoły nie są miejscami użyteczności publicznej tylko miejscami kultu - służą więc z definicji ludziom wierzącym. Dziwi mnie, że po tym liście na wielu portalach podnosiło głos wielu ateistów „że przecież im też się może podobać muzyka grana w kościele a nie muszą wierzyć w Boga”. Oczywiście, że może się im podobać, ale muzyka taka wystawiana jest w wielu nie-kościołach. Mogą jej sobie tam posłuchać. Inna sprawa to radosna krytyka Kardynała Dziwisza za Nergala, krzyż i wszystkie nieszczęścia świata.

Nie znam osobiście Kardynała, niekoniecznie zgadzam się z Jego niektórymi decyzjami czy zaniechaniami, jednak jak na razie, moja diecezja jest chyba jedyną w kraju, gdzie zaczęto się uczciwie brać za prostowanie dziadostwa w muzyce liturgicznej. List powyższy jest tylko jednym z wielu działań, które mają na celu doprowadzenie do sytuacji, w której muzyka w liturgii wróci na należne jej miejsce. Od niedawna, mamy w diecezji nowy regulamin organistów, który dość jasno precyzuje sprawy związane z posługą, zatrudnieniem, wynagrodzeniem i wykształceniem organisty. Oczywiście regulamin sam sprawy nie rozwiąże. Musi być wola po stronie organistów, kurii a zwłaszcza proboszczów do tego aby działać zgodnie z regulaminem. A z tą jest różnie.

I jak słusznie zauważył ks. Kardynał Dziwisz w liście, często sami proboszczowie i organiści przystają na świecką muzykę w kościele. Często sami proboszczowie nakazują organistom granie „radosnej tfurczości scholkowej” - w typie takiej np. „Barki” na mszy, podczas gdy z liturgią ten utwór nie ma nic wspólnego, ot banalny wierszyk na weselną melodię. Inna sprawa to fakt, że wielu parafii nie stać na organistę. A nikt wykształcony nie będzie grał za parę groszy. Tu faktycznie należałoby się przyglądać w jakim kierunku pójdzie finansowanie Kościoła. Dla takich parafii z pewnością byłoby lepiej, gdyby organistę zatrudniała np. kuria i płaciła z pieniędzy odłożonych na ten cel. Generalnie niewielu ludzi zdaje sobie sprawę na czym powinna polegać oprawa muzyczna mszy świętych. I dla jakiego celu muzyka w Kościele została dopuszczona.

Nikt z nas, muzyków kościelnych, nie gra dla ludzi czy dla proboszcza (choć czasem faktycznie to proboszcz chce ustalać co grać żeby jemu się podobało ;) ). Gramy na chwałę Boga i aby ludzi do tego Boga „podprowadzać”. Faktem też jest że często bywa jak w tym tekście z ogłoszeń parafialnych krążącym po sieci „chcesz wiedzieć jak wygląda piekło - posłuchaj naszego organisty”.

Ale to sprawa często właśnie tego, że nie przykłada się żadnej uwagi do tego, kto zostaje zatrudniony, a nawet jeśli się zatrudnia fachowca to dostaje on prikaz co ma grać - często niezgodny z jakimkolwiek rozsądkiem. W moim przypadku jest tak, że lubię posłuchać każdej dobrej muzyki - od klasyki przez pop po punk rocka (pochodzę z najbardziej punkowej wsi na Podhalu). Nie wyobrażam sobie jednak, abym w kościele na mszy czy poza nią mógł słuchać czegoś innego oprócz muzyki liturgicznej. Mogę problem opisać szerzej, jeśli będzie potrzeba. Zgadzam się na podanie mojego imienia i nazwiska pod tekstem.

Marek Wojtaszek