Dwa lata więzienia grożą ojcu, a rok matce dziecka, które dostało od nich klapsa oraz zapowiedź większego lania w domu za złe zachowanie w zielonogórskiej galerii handlowej.

Donos na rodziców złożyła klientka galerii, którą tak to oburzyło, że poszła za nimi na parking i spisała numery rejestracyjne ich samochodu, by policja mogła ustalić personalia osób najwidoczniej nie rozumiejących zasad obowiązującego dzisiaj politycznego słuszniactwa (political corectness).

Policja przekazała sprawie prokuraturze, która wszczęła dochodzenie na mocy artykułu 96.1 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, zakazującego rodzicom i opiekunom stosowania jakichkolwiek kar cielesnych wobec dzieci.

Oskarżeni odmówili złożenia wyjaśnień, sprawa trafiła więc do sądu.

Nie wiem, czy klaps w pupę, a nawet jej bliższy kontakt z paskiem należy traktować jako karę cielesną. Dla zwolenników tradycyjnego modelu wychowywania dzieci z pewnością nie, dla szermierzy politycznego słuszniactwa - jak najbardziej tak.

Angażowanie prokuratur i sądów w tak drobnej sprawie jak opisana wyżej uważam za absurd. Co innego, gdyby rodzice znęcali się nad dzieckiem w sposób budzący powszechne oburzenie i wskazujący na możliwość wyrządzenia mu krzywdy. Sadzanie na ławie oskarżonych za poczciwego klapsa, na który niesforny maluch w pełni zasłużył, jest jednak grubą przesadą.