S. Eugene (Gene) Poteat jest wysokim rangą oficerem CIA, prezesem Związku Byłych Pracowników Wywiadu i profesorem adiunktem w Instytucie d/s Polityki Swiatowej (Institut of World Politics) w Waszyngtonie. Jest też doktorem Honoris Causa tegoż instytutu. W jego karierze wywiadowczej są prace z U-2 i z rodzajem samolotów klasy SR-71, a także praca z systemami nawigacji morskiej i powietrznej. Zarządzał siecią monitoringu prowadzonego przez CIA na całym świecie, pracując m.in. w Londynie, krajach skandynawskich, na Bliskim Wschodzie i w krajach Azji. Posiada uprawnienia dotyczace niejawnych technik komunikacyjnych. Uczestniczył w pracach takich instytucji jak Directorate of Science and Technology, czy National Reconaissance Office, pełniąc obowiązki Dyrektora Techicznego w Navy’s Special Program Office i Naczelnego Dyrektora Rady d/s Badań i Rozwoju Wywiadu. Wśród osob takich jak były Dyrektor d/Bezpieczenstwa Narodowego za rządów Prezydenta Ronalda Reagana profesor John Lenczowski, czy generał US Air Force Walter Jajko, Gene Poteat jest słusznie uznawany za wielkiego przyjaciela Polski.

 

 

Henryk Skwarczyński: Gdyby jako ekspert d/s awiacji miałby Pan mozliwość wygłoszenia w polskim Sejmie mowy, dotyczącej katastrofy w Smoleńsku w której zginał m.in. prezydent Rzeczypospolitej Lech Kaczyński i wiele osób z elity politycznej kraju, co chciałby Pan powiedzieć?

Gene Poteat: Takie zaproszenie bardzo bym sobie cenił, ale nie sądzę, aby obowiązki pozwoliłyby mi takie zaproszenie przyjąć. Jeśli chodzi o katastrofy lotnicze, to w sensie dosłownym nie jestem specjalistą od ich badania, choć od piętnastego roku życia związany jestem z lataniem. Moje ekspertyzy są oparte o wykształcenie w zakresie elektroniki i fizyki - także o lata pracy w wywiadzie, co dawało możliwość zapoznania się i rozumienia Rosjan w ich, częstokroć smierć niosących, dokonaniach wywiadowczych.

 

Powracając do Smoleńska.

Chodziłoby tutaj o sprawę związaną z terminem BEACON. Odnoszę się w tym przypadku do standartowego przekaźnika radiowego, urządzenia z rodzaju NDB (non-directional beacon), które jest pomocne w trakcie przelotu, ale nie przy lądowaniu. Lotnisko w Smoleńsku miało dwa takie “beacons”, jeden oddalony około dwóch kilometrów od płyty lotniska, a drugi w odległości, też w przybliżeniu, jednego kilometra. Przystępujący do lądowania pilot, posługując się urządzeniem odbierającym informacje dotyczące kierunku lądowania, nastawiony jest na pierwsze NDB i bądąc jednocześnie w drodze do drugiego NDB, schodząc do lądowania w ściśle określony sposób, sprowadza samolot blisko pasa lądowania, kiedy będzie on wystarczająco widoczny, aby bezpiecznie wylądować. Lotnisko używa radaru, który śledzi zbliżający się samolot i drogą radiową informuje pilota, czy znajduje sie we właściwym miejscu naprowadzając go na centralną część pasa do lądowania. Jeśli wieża podaje pilotowi mylne informacje, czy bliżej znajdująca sie radiolatarnia jest nagle przesunięta, samolot nie “wyceluje” w lądowisko i rozbije sie.

Ta technika ladowania nie jest stosowana na większości lotnisk w świecie. Jest podobna do dawnej GCA (Ground Control Approach) w której operator, obsługujący znajdujący sie na ziemi radar, porozumiewa sie z załogą samolotu celem bezpiecznego naprowadzenia go do lądowania w przypadku złych warunków atmosferycznych. Technika ta stosowana była w poczatkach II-iej Wojny Światowej, przez amerykańskie samoloty wojskowe, ale i w innych krajach, dopóki nie wprowadzono standardowego urządzenia ILS (Instrument Landing System). Rosjanie wciąż używają wielu niekonwencjonalnych sposobów podchodzenia do lądowania, także w przypadku lotnisk, takich jak to w Smoleńsku, gdzie ruch powietrzny jest niezbyt duży. Niemniej nawet tam podejście samolotu powinno być wystarczająco bezpieczne, zanim zaistnieje konieczność skierowania go na inne lotnisko.

Dlaczego samolot o którym mówimy zboczył z kursu w lewo i znajdował sie za nisko, jest pytaniem, na które, tylko uczciwie przeprowadzone śledztwo może dać należytą odpowiedź. Oczywiście nie nastąpi to, gdyby Rosjanie byli sprawcami katastrofy.

 

 

Jakie są możliwości, aby sprawdzić czy nie to właśnie miało miejsce w Smoleńsku?

Niewiele da się zrobić, aby ujawnić, że katastrofę spowodowano w sposób świadomy, przesuwając dla przykładu miejsce znajdującej się bliżej radiolatarni, czy udowodnić, że wieża dostarczała pilotowi błędnych danych dotyczących lotu. Obie te sprawy da się skrywać zaprzeczając faktom.

 

Powiedział Pan, że nie ma odpowiedniego klimatu wśród międzynarodowych społeczności, Amerykę w to wliczając, aby wyjaśnić smoleńską katastrofę. Przypomina to mord katyński, ktory przez dziesięciolecia nie był nagłaśniany przez rządy Wolnego Świata.

Stany Zjednoczone i kraje NATO są uwikłane w liczne konflikty, mają problemy gospodarcze, a w wielu przypadkach mają poczucie, że Rosja wspomaga je w wojnie z terroryzmem, nikt więc nie chce rozhuśtać łodzi w której wszyscysiedzimy.

Smutne to, ale myślę, że są to ważne czynniki. Smutne także, bo poprzedni rząd polski zastąpiony został rządem prorosyjskim, co w tym wypadku nie jest sprawą bez znaczenia. Tak, czy inaczej jestem przekonany, że powinno przeprowadzić się międzynarodowe śledztwo i mówię o tym we wstępie do swojej książki zatytułowanej „Rosyjska ruletka”.

 

Pomimo szybkiego dostępu do informacji wciąż jednak nie udało się doprowadzić do ujawnienia rzeczywistych sprawców zamachu na Jana Pawła II-go w roku 1981. Postkomunistyczna Polska nigdy nie podjęła starań o przeprowadzenie niezależnego śledztwa, choć archiwa Stasi pokazały, że polscy i sowieccy agenci byli obecni w chwili zamachu na placu Św. Piotra w Watykanie. Przebywał tam także wówczas, organizator lotu do Smoleńska, Tomasz Turowski.

Nie przeprowadzono śledztwa w sprawie zamachu, choć późniejsze dochodzenia ujawniają udział komunistycznych służb w próbie zabójstwa Jana Pawła II-go. Mordowanie przeciwników jest sposobem praktykowanym przez Rosjan od dawna.

Ksiazka mego przyjaciela Johna Kohlera ujawnia szczegóły inflirtacji Watykanu. Ta książka ukazała sie w Ameryce, ale także i w Polsce.

 

Tomasz Turowski należał do elity agentów bezpośrednio podporządkowanych wywiadowi rosyjskiemu. Nie przeszkodziło to nikomu, by mianować Turowskiego honorowym amasadorem postkomunistycznej Polski w Moskwie, ambasadorem na Kubie, a także wyznaczyć go do roli koordynatora lotu TU-154 do Smoleńska. Pułkownik Turowski był takze architektem zwrotu polityki w kierunku ocieplenia stosunków z Rosja. I to pomimo tego, co stało sie w Gruzji. Kiedy Instytut Pamięci Narodowej ujawnił jego przeszłość, choć odwołano go ze stanowiska, nie został on aresztowany, a prokuratura nie wniosła żadnego istotnego oskarżenia wobec niego. Jego osobisty udział w wielu sprawach, to prawdziwy labirynt wśród morza „zdarzeń” i „przypadków”.

Ma Pan całkowitą rację. Jeśli Polska sama nie jest w stanie przeprowadzić dochodzenia w tej sprawie, szersza publiczność będzie utrzymywana w nieświadomości o zakresie penetracji wywiadu rosyjskiego wzniecającego nie tylko zamieszanie, ale i dokonującego zabójstw.

Rosjanie opętani są paranoicznym przeświadczeniem, że Zachód chce ich zguby. Smutne to, ale prawdziwe.

 

Turowski jest przykładem, że wiodące instytucje państwa spenetrowane są przez Rosjan. Czy jeśli w Polsce odmieni się rzeczywistość polityczna, nie należałoby budować wywiadu od zera?

Zbudowanie wywiadu od podstaw z pewnością byłoby właściwym rozwiązaniem, choć Polska jest zbyt blisko Rosji i jej związki z Ameryką są zbyt silne, aby inflirtacja nowych służb wywiadowczych nie stała się jednym z głównych celów Rosjan. Polska jest za blisko, aby Rosjanom dać poczucie komfortu i tym samym, aby uniknięto  ichniejszej penetracji.

Na dłuższą metę jednak, Rosja wypadnie z gry na skutek takich czynnikow jak demografia, czyli spadek ilości urodzin, narkotyki, alkohol, napływ ludności muzułmańskiej z krajow transkaukaskich, jak i wielu innych spraw. Polska może przeżyć Rosję, pod warunkiem, że sama potrafi uniknąć problemów, które doprowadzają Rosję do samozniszczenia.

 

 

Kto powinien zostać zaproszony do międzynarodowej komisji w sprawie katastrofy w Smoleńsku? Gdyby taką udało się w przyszłości powołać?

Międzynarodowe śledztwo powinno mieć charakter jawny i musiałoby być przeprowadzone zgodnie z zasadami CAO (Civil Aviation Organization), organizacji przynależnej do Organizacji Narodow Zjednoczonych z siedzibą w Montrealu. Zajmuje się ona kodyfikacją technik i definiowaniem protokołów śledztw dotyczących katastrof lotniczych, przy współudziale państw, którą są sygnatariuszami Konwencji Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego, powszechnie znanej jako Konwencja Chicagowska.

Wyjaśniam to także we wstępie do „Rosyjskiej ruletki”. Śledziłbym zresztą przebieg takiego śledztwa z najwyższym zainteresowaniem.





Henryk Skwarczyński, pisarz mieszkający w USA. Autor m.in. takich książek jak Majaki Angusa Mac Og (2010) i Jak zabiłem Piotra Jaroszewicza (2009).