Publicystom zaangażowanym w rządową propagandę nie wystarczy, że w bieżącej debacie politycznej mają praktycznie monopol. Nie wystarczy, że jak mówi Jarosław Marek Rymkiewicz, dysponują władzą szyderstwa i drwiny. Nie. W przemyśle pogardy, który nigdy nie zasypia, celem jest jeszcze coś innego: odebranie dorobku, zasług, zmanipulowanie życiorysu. W końcu podobno, jak głosił kiedyś wyborczy spot, najdzielniejszy był Donald Tusk

A taki Jarosław Kaczyński? Czy on mógł być dzielny? Tomasz Jastrun w swoim felietonie w „Newsweeku” rozwodzi się nad dzielnością Radosława Sikorskiego (ach, ta miłość…) i wtrąca urocze zdanko:

 

Sikorski narażał życie w Afganistanie, walcząc z imperium kłamstwa, lecz niektórzy jego obecni krytycy narażali się na zadrapanie przez kota.

 

(Precyzyjnie rzecz biorąc, nie było pojęcia „imperium kłamstwa”, ale „imperium zła” - sformułowanie Ronalda Reagana).

Ale wróćmy do Jastruna, przedstawianego przez „Newsweek” jako „poeta, prozaik, eseista i krytyk literacki”. Dobrze, że nie także spec od fizyki kwantowej i mistrz voodoo. Albo historyk.

Czy Jastrun, tak puentując dorobek opozycyjny Jarosława Kaczyńskiego, nie wie jaka jest prawda? Może nie chce jej znać. A wystarczy przecież sięgnąć choćby do książki profesora Andrzeja Friszkego, człowieka politycznie jak najdalszego od prezesa PiS, który w książce „Opozycja polityczna w PRL 1945-1980” opisuje powstanie Komitetu Obrony Robotników po protestach roku 1976, brutalnie stłumionych przez komunistyczne władze. W ramach KOR powstało też Biuro Interwencji KOR:

 

W jego działalności uczestniczyło kilkanaście, w pewnych momentach do 30 osób. Kierowali nim przez cały czas Zofia i Zbigniew Romaszewscy, a pracowali także Krystyna Iwaszkiewicz, Joanna Jankowska, Jerzy Geresz, Aleksander Horodyski, Krzysztof Hagemajer, Jarosław Kaczyński, Janusz Klekowski, Jan Kelus, Ewa i Tomasz Korulscy, Teodor Klincewicz, Marek Kozłowski, Mieczysław Książczak, Grzegorz Liese, Zenobia łukasiewicz, Maciej Rayzacher, Barbara Różycka, Józef Śreniowski, Jan Walc, Bogdan Zalega.

Biuro najczęściej zajmuje się sprawami ludzi skrzywdzonych przez MO, prokuraturę i sądy - pisano w artykule charakteryzującym jego prace.

Bardzo często zgłaszają się osoby pobite przez milicję. Bywa i tak, że właśnie pobitych skazuje się za pobicie milicjantów. Często też napływają informacje o wymuszaniu biciem zeznań w śledztwie. Najbardziej drastyczne są przypadki ludzi, którzy  ponieśli śmierć po zatrzymaniu przez organy ścigania. Śledztwa w takich sprawach są najczęściej umarzane przez prokuraturę.

Działalność w znacznej mierze przypominała pracę biura porad prawnych, niezależnego zespołu adwokackiego, a także agencji detektywistycznej prowadzącej śledztwa w sprawie nadużyć władzy przez milicję. Poszkodowanym starano się udzielać porady, jak mają dochodzić sprawiedliwości, pomagano im pisać skargi i odwołania, a jeśli to było konieczne - wyszukiwano adwokatów. Niekiedy - za zgoda poszkodowanych - nadawano sprawie rozgłos.

 

Najgorsza robota, dodajmy, polegała na jeżdżeniu na prowincję i sprawdzaniu poszczególnych przypadków nadużyć władzy i milicji. Jedną z osób, które dokonywały takich wypraw był Jarosław Kaczyński. A był to czas na długo przed powstaniem „Solidarności”. Ludzi przystępujących wtedy do opozycji była naprawdę garstka. A potem, aż do 1990 roku, Jarosław Kaczyński, a także śp. Lech Kaczyński, byli aktywnymi działaczami „Solidarności”.

 

Tomasz Jastrun stwierdza też w swoim felietonie:

 

Lepsi niż w powstaniach jesteśmy w obsrywaniu się nazwajem.

 

Jastrun na pewno.

 

 

Ze względu na to iż kłamstwo w tej sprawie jest tak często powielane, do sprawy będziemy wracać.

wu-ka