Świętą jest zatem i zbawienną myślą, aby modlić się za zmarłych

Jak zwykle w niedzielę, zamieszczam tekst bardziej duchowy. Wczoraj w Gazecie Wyborczej ukazał się mój artykuł zatytułowany „Papież, chluba i kłopot”. To garść spostrzeżeń do refleksji Katarzyny Wiśniewskiej, zawartych tam przed tygodniem. Dotyczyły one - ujmując w skrócie - odpowiedzi na pytanie, jak wyglądał będzie polski Kościół po beatyfikacji Jana Pawła II.

Mój zawarty w Gazecie tekst opublikuję jutro, dziś jednak chciałbym wskazać na jedną zaczerpniętą z niego myśl. Taką mianowicie, że polscy biskupi, kapłani i wierni przez ostatnie 6 lat intensywnie modlili się o rychłą beatyfikację zmarłego papieża. Nikt nie modlił się natomiast o zbawienie Jego duszy. Tymczasem jak mówi 2 Księga Machabejska: „Świętą jest zatem i zbawienną myślą, aby modlić się za zmarłych, by oni od grzechów byli uwolnieni” (2 Mach 12, 43-46). Powinno więc się to robić, przynajmniej do momentu przyznania zmarłemu papieżowi tytułu Sługi Bożego.

Oczywiście - mówiło wielu - dla nas on już jest święty. Pewnie tak było, ale było to wtedy przekonanie prywatne, a więc nie mogło znajdować publicznego wymiaru. A właśnie w ten sposób go znajdowało. Tak jak owe wiszące w kościołach obrazy, z których niektóre zdejmowano na wyraźne żądanie Stolicy Apostolskiej.

Tymczasem prośby o modlitwę za niego po śmierci kierował do wiernych sam Jan Paweł II. W Kalwarii Zebrzydowskiej, podczas I Pielgrzymki do Polski, 7 czerwca 1979 roku, papież mówił tak: „Wszystkich też, którzy tutaj przybywać będą, proszę, by modlili się za jednego z kalwaryjskich pielgrzymów, którego Chrystus wezwał tymi samymi słowami co Szymona Piotra. Wezwał go poniekąd z tych wzgórz i powiedział: „Paś baranki moje, paś owce moje” (por. J 21, 15-16). I o to proszę, proszę, abyście się za mnie tu modlili, za życia mojego i po śmierci”. Trudno o bardziej jaskrawy przykład opowieści o papieżu przez Polaków kochanym, ale nie słuchanym. Wbrew podstawowym katechizmowym naukom.