Co pewien czas powraca w krajowych mediach problem alei zasłużonych na warszawskim cmentarzu Powązkowskim. Spoczywają w niej obok siebie wiecznym snem bohaterowie najnowszej historii Polski oraz jej zdrajcy, kaci i oprawcy najdzielniejszych patriotów. Wielu odwiedzających tę nekropolię rodaków bulwersuje, że okazałe grobowce komunistycznych zbrodniarzy sąsiadują z mogiłami ludzi, którzy całe swe życie poświęcili walce o wolność, całość i niepodległość Rzeczypospolitej.

Czy da się dokonać takich zmian w tej części Powązek, aby Julian Marchlewski, Bolesław Bierut, Henryk Jabłoński, Władysław Gomułka czy Karol Świerczewski nie spoczywali obok generała Tadeusza Bora-Komorowskiego, pułkownika Ryszarda Kuklińskiego i wielu innych bohaterów?

Zwolennicy „dekomunizacji” alei zasłużonych (problem dotyczy zresztą nie tylko tego cmentarza) uważają, że trzeba w sposób godny i kulturalny przenieść tych, którzy służyli Sowietom jako narzędzia niewolenia Polaków na mniej eksponowane kwatery. Powinno się to odbyć z pełnym poszanowaniem dla zwłok, bez specjalnego rozgłosu, w atmosferze powagi, a nie zemsty.

Przeciwnicy takiego rozwiązania przywołują chrześcijańskie zasady szacunku dla zmarłych, którym nie należy zakłócać wiecznego spoczynku. O ich wieczystej przyszłości ma rozstrzygnąć Bóg, którego jedno z imion brzmi przecież: sprawiedliwy. Skoro już kogoś pochowano z honorami w jakimś prestiżowym miejscu, niechaj tam zostanie do dnia śądu Ostatecznego.

Ich oponenci odpowiadają, że nie chodzi im o żadne wyrzucanie zwłok z trumien, ani tym bardziej ich bezczeszczenie, ale o oddanie każdemu tego, co mu się - z rachunku historii - słusznie należy. Przypominają też, iż etyka chrześcijańska dopuszcza ekshumacje i nie zabrania przenoszenia grobów. Ciała żołnierzy pochowanych na polu walki lub w obcej ziemi często sprowadza się przecież na łono ojczyzny. Aleje zasłużonych mają być zaś z założenia przeznaczone dla bohaterów, a nie najeźdźców, obcych namiestników i zdrajców.

Dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego, dr Jan Ołdakowski, pytał kilka lat temu na łamach „Dziennika”:

Jak byśmy postąpili, gdyby w 1943 roku faszystowska władza postawiła na Powązkach grobowiec kata Warszawy - Franza Kutschery? Czy mielibyśmy podobne obiekcje przed usunięciem jego grobu? Czy też broniono by go w imię chrześcijaństwa?”

Jako krakowianin mam ogromną satysfakcję, że tutejsze Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych po wieloletnich staraniach doprowadziło 11 lat temu do przeniesienia cmentarza kilkunastu żołnierzy Armii Czerwonej (wraz z pomnikiem), celowo pochowanych w 1945 tuż obok Barbakanu, na wojskową kwaterę cmentarza Rakowickiego. Sowieci mieli bowiem znakomity ze swojego punktu widzenia pomysł, aby urządzać militarne nekropolie w centrach miast podbitych przez siebie krajów. Doskonale wiedzieli, że dopóki będzie trwała ich władza nad nimi, dopóty lokalne władze nie odważą się na ekshumację.

Upór, stanowczość i konsekwencja POKiN (m.in. urządzanie 17. dnia każdego miesiąca modlitewnych apeli pamięci ofiar zbrodni Armii Czerwonej pod Barbakanem) zaowocowało - pomimo protestów strony rosyjskiej (a przed 1991 rokiem sowieckiej) - godną ceremonią, na którą zaproszono duchownych, rodziny oraz przedstawicieli państw, których żołnierze spoczywali w centrum Krakowa (byli to nie tylko rodowici Rosjanie). Nikt nie zgłaszał zastrzeżeń z moralnego, czy religijnego punktu widzenia, a że nie podobało się to niektórym polskim politykom, czującym się bardziej spadkobiercami ideologii Związku Sowieckiego, niż sługami niepodległej Polski - to już całkiem inna historia.

Podobnie można by więc postąpić również z kłopotliwym dziedzictwem PRL w alejach zasłużonych wielu cmentarzy, usuwających z nich groby ludzi jednoznacznie negatywnie ocenionych przez historię i przenosząc je na mniej eksponowane miejsca. Popieram więc dr Ołdakowskiego, tak mówiącego „Dziennikowi” o komunistycznych prominentach, spoczywających w najbardziej prestiżowej części Powązek:

Mamy obowiązek kierować naszą polityką historyczną. Gdyby nie to, że umarli w czasie trwania totalitarnego systemu, nie dostaliby nigdy tych miejsc”.