Przyznam, że trochę się tego filmu obawiałam. Po dwóch średnio udanych produkcjach zagranicznych z Piotrem Adamczykiem (Włochy) i Johnem Voigtem (USA), przyszedł czas na dzieło polskie. Nasze społeczeństwo ma do Jana Pawła II szczególne podejście, w którym szacunek i wdzięczność nierzadko mieszają się z pustym uwielbieniem, przez co zapomina się o obiektywnej ocenie jego osiągnieć, o konstruktywnej krytyce zaś nie ma mowy. Obawy targające mną przed wejściem na salę kinową były zatem zrozumiałe. A oto opinia.

Przede wszystkim film jest BARDZO DOBRY- zarówno od względem jakości obrazu, jak i muzyki (ścieżka dźwiękowa napisana przez Michała Lorenca chyba przejdzie do historii). Zdjęcia reżysera i operatora Jarosława Schmidta po prostu odbierają mowę. To wszystko sprawia, że produkcja mocno wybija się na tle innych polskich dzieł, nawet tych czysto komercyjnych. Siedząc w fotelu naprawdę ma się wrażenie, że oglądamy film zagraniczny. Okazuje się, że w naszym kraju można zrobić dzieło, które pod względem swojej jakości znajduje się na wysokim światowym poziomie.

Wszystko to nie miałoby jednak większego znaczenia, gdyby nie sama treść filmu. Scenariusz bowiem, będącym bardziej autorskim spojrzeniem niźli dziełem biograficznym, tylko pozornie jest ckliwym pejzażem oddanym w hołdzie Wojtyle. Twórcy skupili się na pokazaniu papieża jako pielgrzyma podróżującego po całym świecie, stykającego się z innymi kulturami, religiami (ogromna część poświęcona Afryce, Meksykowi), w niewielkim zaś stopniu pokazali złożoność relacji między kościołem katolickim a krajami zachodnimi.

Niedopatrzenie czy jednostronność? Uważam, że żadne z nich. Wydaje się bowiem, że film ma określony cel. Jest nim pokazanie, na czym właściwie polegał geniusz tego człowieka. Jako jedyny przywódca duchowy ostatnich lat, Wojtyła był w stanie porozumieć się i prowadzić rzeczywisty dialog z głowami innych często wrogich religii. W filmie udało się uchwycić wypowiedzi Dalaj Lamy, Naczelnego rabina Izraela w latach 1993-2003 Ysraela Mairu (!!!), Patriarchy Konstantynopola Bartłomieja I. To właśnie geniusz Wojtyły sprawił, że przywódcy ci nie boją się uznać go przed kamerami za swój autorytet moralny, pomimo tego, że był głową innej religii, reprezentował inne wartości. A być może istnieją pewne wartości, które są wspólne wszystkim ludziom? Właśnie to przesłanie prześwietla całemu projektowi. Znajomy dziennikarz z Izraela określił to takimi słowami „Jest to film misyjny. A jego misją jest to, że łączy”.

Ktoś powie - ckliwe i banalne. Być może  niektórym krytykom bardziej przypadło by do gustu rozwodzenie się nad problemem pedofilii czy dopuszczalności środków antykoncepcyjnych. Byłoby wtedy oryginalnie i głęboko. W takich momentach przychodzi mi na myśl film ukazujący inną wielką postać, czyli obsypany oskarami „Gandhi”. Twórcy tego dzieła również nie rozwodził się nad słabostkami wielkiego hinduskiego przywódcy, których przecież mu nie brakowało. Każdy człowiek popełnia przecież błędy, albo głosi poglądy, z którymi nie dokońca się zgadzamy.

Film „Gandhi” jednak przetrwał i z wypiekamy na twarzy oglądamy go po dziś dzień, gdyż niesie określoną treść. Po pierwsze, pokazuje człowieka, który poprzez ogromny hart ducha i przeciwności losu jest w stanie zainspirować miliony do czynienia dobra- i nie dzięki pieniądzom czy sile militarnej,  ale dzięki sile wiary i miłości. Po drugie głosi, że wobec drugiego człowieka należy kierować się absolutną miłością, niezależnie od tego jego statusu społeczenego, religii, kultury. I właśnie to przesłanie łączy nas wszystkich, daje nadzieję, inspiruje do szukania pokoju. Fakt, że Jan Paweł II stał się autorytetem moralnym dla przywórców innych światowych religii pokazuje, że był w stanie wyartykułować właśnie te wartości, które łączą nas wszystkich. Ta treść została w fimie uchwycona i wyeksponowana kosztem innych, sensacyjno-obyczajowych tematów.

Problem polski jest również jednym z wątków pobocznych. Być może niektórzy rodacy będą tym faktem niepocieszeni. Jest to jednak świadoma konsekwencja zamysły całości, mająca na celu ukazanie uniwersalnego wymiaru Jana Pawła II, jako osoby, która trwale zapisała się w historii świata. Nie przypadkowo słowami prowadzającymi do filmu jest właśnie wypowiedź Dalaj Lamy. W efekcie udało się odpolonizować naszego papieża-Polaka, a dzięki temu stworzyć polskie dzieło o wymiarze światowym. Czyżby polski katolicyzm dojrzewał? Ten film pokazuje, że jest taka nadzieja.

Alicja Schwarz