Jeśli ktoś myślał, że dwudziestolecie międzywojenne ograniczało się do salonowych bankietów i patriotycznych manifestacji, był w grubym błędzie. Kamil Janicki dowodzi, że właśnie wówczas przez Polskę przetoczyła się pierwsza rewolucja seksualna.

W kwestii międzywojnia panuje myślenie mityczne. Że niby naród jak długi i szeroki nic tylko paradował uroczyście i dziękczynnie przed Marszałkiem, z odzyskanych folwarków dobiegał zgodny świst szabelek przywracających szlacheckie tradycje, a w milionach kawiarni i kabaretów może i chlano na umór, ale zawsze szlachetnie — dyskutując o szarżach husarii, względnie przepijając całkiem niedawne sukcesy Legionów. To oczywiście bzdury absolutne, ale wpompowane w społeczny krwiobieg tak skutecznie, że niemal nikt nie wyobraża sobie dwudziestolecia inaczej. Tymczasem był to kraj dramatycznej wręcz biedy, w której całkiem pospolitym przestępstwem było np. pozbywanie się dzieci dla zysku, czyli tzw. fabryki aniołków (S. Milewski, „Ciemne sprawy dawnych warszawiaków”, wyd. PWN), podkrakowskie wioski niewiele zmieniły się od czasów Bolesława Chrobrego — podobnie jak mentalność ich mieszkańców (S. Udziela, „Krakowiacy”, wyd. Bona), nawet na szczytach władzy brakło czasem pieniędzy do kolejnej wypłaty.

Sama Aleksandra Piłsudska przyznawała smutno, że:

Po jednym obiedzie reprezentacyjnym nie starczało na utrzymanie do końca miesiąca”

(A. Piłsudska, „Wspomnienia”, wyd. LTW).

Ale akcja rodzi reakcję — dla naładowanej przez biedę i lata wojny frustracji po prostu musiał się znaleźć jakiś wentyl. I znalazł się całkiem szybko — międzywojenni Polacy ze straceńczą wręcz fantazją wcielali w życie hasło sformułowane pół wieku później przez amerykańskich hipisów: sex, drugs and rock’n’roll, przy czym w ich wydaniu brzmiało ono raczej: seks, koniak i jazz. I jeśli o jazzie i koniaku napisano już opasłe tomy, to Kamil Janicki dopiero teraz nadrabia karygodne zaniedbania w kwestii seksu. I robi to ze zdrowym temperamentem. „Na Małym Rynku w Krakowie, między rupieciami i gratami służącymi do sprzedaży owoców, siedziało skrycie towarzystwo złożone z dwóch pijanych przekupek i jednego, także pijanego towarzysza. Jedna z nich, starsza, wykonywała mu berdankę […], a druga, znacznie młodsza, słowami: „A odstrzyknijcież!” nawoływała go do wystrzyknięcia nasienia” — zanotował dr Stanisław Kurkiewicz w roku 1917. Była to postać osobliwa, której obsesja na punkcie seksualności wykraczała daleko poza ramy epoki. Notował wszelkie przejawy zachowań erotycznych Polaków, analizował je pod kątem medycznym, usiłował stawiać diagnozy i leczyć. Ten dziwak i oryginał był więc w skali globalnej pionierem seksuologii, choć współcześni dość powszechnie uznawali go za wariata. Nie bez racji. Tadeusz Boy-Żeleński, który wraz z Kurkiewiczem odbywał praktykę lekarską w krakowskim szpitalu św. Łazarza, wspominał: „Sławne w szpitalu były »statuty« Kurkiewicza.

Przywieziono, dajmy na to, kobietę chorą na zapalenie płuc, z gorączką. Granice płuc były [jak] zwykle dość licho oznaczone, natomiast już zdążył wydobyć z tej na wpół przytomnej istoty zeznanie, że za młodu »samiła« (tak Kurkiewicz określał masturbację), oraz szczegóły tego zajmującego skądinąd, ale dla przebiegu zapalenia płuc dość obojętnego faktu”. Tenże Kurkiewicz jest dla Janickiego jednym z przewodników po międzywojennej nadwiślańskiej erotyce. Wiedzie go przez świat małżeńskich rytuałów, ale też przed- i pozamałżeńskiego seksu. Świat, w którym pornografia kwitła w najlepsze, orgie były modnym sposobem spędzania wolnego czasu przez elity, masturbacja zaś zalecana bywała jako środek na uspokojenie. Dwudziestolecie kipiało seksem i otwierało się na seks, w czym nie było zresztą niczego dziwnego — na początku XX w. obyczajowość tkwiła pod tym względem jeszcze głęboko w średniowieczu. Nie wszyscy oczywiście byli gotowi na zmiany — za pisarzy pornograficznych środowiska konserwatywne uznawały m.in. Zofię Nałkowską i… Henryka Sienkiewicza — ale były one nieuniknione. I książka Janickiego jest właśnie o tym.

Niby trzeszczy od anegdot i po prawdzie czytelnik wybucha śmiechem mniej więcej na co drugiej stronie, lecz jej sednem jest właśnie uchwycenie momentu całkowitej, masowej wręcz zmiany mentalności społecznej. Rewolucja obyczajowa rozpoczęła się niby już gdzieś u schyłku XIX w. wraz z ruchami sufrażystek i pierwszych partii socjalistycznych, w których — nawet w ich radykalnym, terrorystycznym odłamie kobiety po raz pierwszy w dziejach funkcjonowały na idealnie równych prawach z mężczyznami. Na moment, kiedy z ideologicznych barykad dotrze ona również do sypialni, trzeba było jednak czasu i potężnego tąpnięcia, jakim była I wojna światowa. I chociaż rewolucja seksualna lat 30. miała swoje mroczne strony — przestępczość na tym polu eksplodowała wówczas tak jak na wszystkich innych — była jednak w końcu wielkim sukcesem kobiet. Do pełni praw obywatelskich miały co prawda wciąż dość daleko, ale dostały wówczas przynajmniej prawo do orgazmu czy — jak ująłby to dr Kurkiewicz —szczytliwości. A to naprawdę dużo, zważywszy, że w zgodzie z wcześniejszymi konwenansami większość z nich nie miała na niego szansy nawet przez całe życie.

Wojciech Lada

Kamil Janicki „Epoka hipokryzji. Seks i erotyka w przedwojennej Polsce” wyd. Ciekawostki Historyczne

tytuł
tytuł