Zbliża się koniec roku i początek najróżniejszych zestawień. Wczoraj przedstawiliśmy ranking najgorszych filmów roku, który sporządził redaktor naczelny portalu wNas.pl. Teraz prezentujemy listę najlepszych filmów jakie w mijającym roku pojawiły się na ekranach polskich kin.

**CZYTAJ RÓWNIEŻ: 10 NAJGORSZYCH FILMÓW 2013 roku. Lista Adamskiego

Poniższa lista różni się zasadniczo od amerykańskich zestawień najlepszych filmów roku. Z uwagi na to, że część premier z 2012 roku pojawiło się u nas dopiero w tym roku, i kilka ważnych filmów z tego roku w naszych kinach zagości w roku 2014 zaskoczyłaby pewnie ona kinomanów zza oceanu.

10. Polowanie. Obsypany nagrodami duński film Thomasa Vinterberga opowiada o nauczycielu w lokalnym przedszkolu, który zostaje oskarżony przez placówkę i lokalną społeczność o pedofilię. Mimo tego, że zarzuty w stosunku do niego zostają oddalone nawet jego przyjaciele wydali na niego wyrok. Nauczyciel nie zamierza się poddawać sile oszczerstw. W jaki sposób przeciwstawić się jednak tak ogromnej nienawiści? Czy jest to możliwe? Oprócz przeszywającej roli Madsa Mikkelsena ( serialowy Hannibal Lecter), który pokazał dzięki minimalnym środkom aktorskim całą paletę emocji, jakie targają traktowaną jak zwierzyna osobą, w filmie uderza coś jeszcze. Vinterbergowi udało się obnażyć wszechmocną państwową machinę kryjącą się za skandynawskim modelem „państwa niańki” oraz hipokryzję szczycących się tolerancją Duńczyków, który nie mają oporów by stadnie urządzić polowanie na człowieka, który jeszcze kilka dni wcześniej był ich sąsiadem i przyjacielem. Arcydziełko.

9. Drugie oblicze to kino wręcz bolące widza. Przepełniony emocjami, pozbawiony patosu i ogranych rozwiązań fabularnych film opowiada o grzechach ojców, z którymi muszą się mierzyć następne pokolenia. Twórca niezapomnianego „Blue Valentine” stawia fundamentalne pytanie o to czy każde przewinienie prędzej czy później zostanie poddane karze. Czy nemezis, Boska ręka albo karma skarci niesprawiedliwych i wpłynie na życie sprawiedliwych? Darek Cianfrance nie daje prostych odpowiedzi. Nie bawi się ani w moralizatora, piętnującego pewne wybory stworzonych przez siebie postaci, ani w nihilistę, dla którego potrzeba odkupienia win jest jedynie przestarzałym mitem. Nie tylko sposób narracji filmu powoduje, że można go uznać za klasycznie epicki. Cianfrance również w warstwie technicznej dowodzi, że jest jednym z najbardziej obiecujących współczesnych reżyserów. Jego film jest detalicznie wysmakowany, pięknie sfotografowany i subtelnie zagrany przez będącego na szczycie Ryana Goslinga, porzucającego komediowy wizerunek Bradleya Coopera, Raya Liotte i Eve Mendes.

8. Django Nie jest to mój ukochany film Quentina Tarantino. Moje wychowane na dziełach tego geniusza filmowe serce leży koło "Kill Billa" i "Jackie Brown". I mimo tego, że miałem innych faworytów w oscarowym wyścigu, cieszę się, że Q pierwszy raz od czasu „Pulp Fiction” zatriumfował w kategorii najlepszy scenarzysta. Niektórzy krytycy pisali, że zarówno „Bękarty wojny” jak i „Django” dowodzą, iż Tarantino dojrzał, i chce opowiadać o tak bolących sprawach jak antysemityzm czy rasizm. O ile w przypadku wojennego filmu reżysera te dywagacje wydają się być mało poważne, o tyle „Django” rzeczywiście jest takim przełomem. Jest to pierwszy manifest ideologiczny reżysera, który postanowił w estetyce Sergio Leone, Sama Packinpaha i oczywiście „Django" Sergia Corbucciego zabrać głos w sprawie niewolniczej przeszłości USA. Niespodziewanie złote dziecko kina wycisnęło temat jak cytrynę. Żaden film o niewolnictwie nie podziałał na widza tak jak „Django”. Tarantino skorzystał z metody Mela Gibsona i za pomocą ultra brutalnej stylistyki pokazał koszmar niewolnictwa. Paradoksalnie to co zawsze było głównym zarzutem do filmów twórcy „Wściekłych Psów” sprawdza się doskonale w jego przewrotnym manifeście. Dlaczego przewrotnym? A gdzie indziej znajdziemy walczącego z rasizmem Niemca ( kolejny Oscar dla odkrycia Tarantino z Europy Christophera Waltza), obrzydliwego murzyńskiego Wuja Toma, który nienawidzi czarnych ( Samuel L. Jackson) i ex niewolnika- kowboja rozwalającego w rytm hip-hopu armię rasistów od Leonardo di Caprio? „Django” to prawdziwa perła, błyskotliwy majstersztyk, który przypomina, że używanie pojęcia „tarantinowski” na kino innych twórców jest dziecinadą. Znów mamy do czynienia z dziełem będącym dziełem człowieka, który zerwał się ze smyczy niszczącej poprawności politycznej. Człowieka, który w każdym calu jest unchained…

7.Blue Jasmine. Woody Allen gorzknieje na stare lata. Mimo ciepłej, włoskiej komedii sprzed roku, ten przedstawiciel „konstruktywnej opozycji Pana Boga” nie tylko traci wiarę w ludzkość, ale przestaje lubić swoich bohaterów. „Blue Jasmine” jest tego najlepszym dowodem. Ten film to powrót Allena do jego przeszywających dramatów z końca lat 80-tych. Woody Allen nigdy nie ukrywał, że garściami czerpie od swoich idoli. Wiele jego filmów to wariacje nawiązujące do największych filmów w historii kina. W najnowszym filmie artysta składa hołd Tennessee Williamsowi. „Blue Jasmine” to współczesny „Tramwaj zwany pożądaniem”, przepuszczony przez sito Allena. „Blue Jasmine” to oczywiście głównie koncert jednej aktorki. Cate Blanchett zasługuje na drugiego Oscara w swojej karierze. Jej rola jest wielowymiarowa w każdym znaczeniu tego słowa. Z każdą minutą aktorka pogłębia swoją postać i wydobywa z niej kolejne emocje. Blanchett przechodzi o allenowskiej neurozy w pierwszych minutach filmu, by skończyć na przeszywającym portrecie rozbitej psychicznie kobiety, która musi zamienić się w Blanche. Geniusz nowego filmu Allena polega również na tym, że mimo jawnej inspiracji dramatem Williamsa, stanowi on swoiste preludium do dzieła życia amerykańskiego dramaturga. Któż inny jak nie Allen byłby w stanie dokonać takiej sztuczki…

6.Ida. Skromny, pięknie sfotografowany, subtelny i mistrzowsko zagrany film Pawła Pawlikowskiego pokazuje jak mierne jest „Pokłosie”. „Ida” opowiada mniej więcej o tym samym, co nieszczęsny film Pasikowskiego. Pawlikowski jednak nie ocenia, nie potępia i nie stygmatyzuje, choć opowiada o najgłębszych ludzkich grzechach. „Ida” nie przez przypadek wygrał festiwal filmowy w Gdyni, Warszawie i Londynie oraz zachwycił krytyków najważniejszych amerykańskich gazet. Mimo tego, że Pawlikowski garściami czerpie z najlepszych tradycji kina drogi i podlewa swój film jarmushowskim sosem narracyjnym, to jego obraz nie jest opowieścią wyłącznie o szukaniu własnej tożsamości. W wielu miejscach jest mu bliżej do opowieści o religijnej kondycji człowieka będącego ofiarą swoich czasów. Film przez niektórych znanych lewicowców został uznany za zbyt prawicowy, bo pokazuje stalinowską sędzinę żydowskiego pochodzenia jako nimfomankę i alkoholiczkę. Prawica zaś w zupełnie irracjonalny sposób film krytykowała za piętnowanie polskiego antysemityzmu. To chyba pokazuje, że „Ida” idealnie wpasowuje się w środek ideologicznych narracji. Wielka rola Agaty Kuleszy i doskonała realizacje powodują, że film wejdzie do kanonu najsłynniejszych polskich filmów. Nawet znakomite zdjęcia Łukasza Żala, przypominające kino Felliniego, są skrojone pod religijny wymiar filmu. Dawno w polskim kinie nie widzieliśmy tak jasnej i jednocześnie subtelnej narracji obrazem, która ma miejsce obok dialogów głównych bohaterów.

5.Poradnik pozytywnego myślenia. Choć w USA już kolejny film Davida O. Russela okupuje listy najlepszych filmów 2013 roku, to my musimy na niego poczekać jeszcze kilka tygodni. Natomiast ta perła weszła na nasze ekrany w tym roku więc kwalifikuje się do tej listy. Nie wybaczę długo Akademii, że nie dała kilku Oscarów temu arcydziełku. Od czasu „Lepiej być nie może” czy „Juno” nie było na ekranach tak oryginalnej komedii. Woody Allen mógłby z tego filmu zrobić kolejną wersję swoich „Wnętrz”. Spece od rozśmieszania popcornowych widzów zapewne puściliby wodzy dziecinnej fantazji i pokazaliby kretyńskie gagi łykającej prochy rodzinki. David O. Russel znalazł wypośrodkowanie między tymi drogami. Jest to zasługa nie tylko jego wyważonego i subtelnego scenariusza, ale przede wszystkim poruszającego i zachwycającego aktorstwa. Zarówno Cooper jak i Lawrence ( nagrodzona Oscarem) tworzą głębokie role potłuczonych przez życie samotników, które można porównać do aktorskiego koncertu z „Czułych słówek”. Nie można nie wspomnieć o wspaniałej roli Roberta de Niro, który potrafi przejść w ciągu kilku sekund ze stanu euforii do złości, z załamania do uspokojenia. Legendarny aktor symbolizuje niejako cały film będący emocjonalnym rollercoasterem, na końcu którego znajduje się światełko, dotykające nawet największego malkontenta**. Na naszych oczach rodzi się jeden z filmów, który w przyszłości będzie można nazwać z pełną premedytacją kultowym.

4. Koneser. Perfekcyjnie wyreżyserowany, precyzyjnie napisany, podszyty tajemnicą i symboliką, a zarazem banałem film Giuseppe Tornatore jest przykładem jak można genialnie opowiedzieć wyeksploatowaną historię. Trudno streszczać film, będący w błyskotliwy sposób złożony z elementów, które nabierają kształtu dopiero w ostatnich jego scenach. Z pozoru typowa opowieść o relacji tajemniczej kobiety z przedziwnym koneserem sztuki od pierwszej minuty podszyta jest subtelną, ale wyraźną symboliką. Tornatore piórem genialnego dramaturga nawet w nazwisku bohatera zawarł klucz do jego zrozumienia. Twórca „Cinema Paradiso” po raz kolejny eksploatuje motyw bohatera bojącego się zewnętrznego świata, ukrytego w wykreowanym przez siebie fałszywym raju, iluzji do której wchodzi obcy. Tym razem idzie jednak o krok dalej. Włoski maestro nie pozwala nam do końca nawet pojąć stanu świata, w jaki nas wprowadza. W erze opakowanej w szaty artyzmu dosłowności w kinie, łopatologii europejskich twórców, którzy dławią się swoim napuszeniem, Tornatore pokazuje, że wciąż z wielką klasą można zaskakiwać odbiorcę i doprowadzać go do nie wymuszonej ekstazy. Tak smakuje właśnie posiłek, dzięki któremu możemy poczuć się koneserami.

3.Lot Ten film to nie tylko wielka rola Denzela Washingtona oraz doskonały scenariusz i błyskotliwa reżyseria Roberta Zemeckisa. Przejmująca opowieść o uzależnionym od narkotyków i alkoholu pilocie, który staje się bohaterem narodowym po katastrofie lotniczej. To również wielka przypowieść o rynsztokowym upadku i odkupieniu win. Bardzo żałuję, że precyzyjny „Lot” nie zdobył statuetki za najlepszy scenariusz roku. „Lot” został wyreżyserowany przez Roberta Zemeckisa, który po latach eksperymentowania z nowoczesną animacją ( „Opowieść wigilijna”, „Beaulf” „Ekspres polarny”) wraca do subtelnej reżyserii z czasów, gdy realizował „Forresta Gumpa”. Reżyser rezygnuje z prostych schematów. Nie ocenia swoich postaci. Nie piętnuje ich zachowań. Zemeckis bez zbędnych fajerwerków pozwala nam śledzić los głównych bohaterów i ich wewnętrzną walkę W przeciwieństwie do jego bohaterów nie zbacza on ze ścieżki i kursu nawet na sekundę. Prawdziwa perła kina.

2. Wenus w futrze Nie jest to film równie przenikliwy jak „Rzeź”, ani poważny jak „Śmierć i dziewczyna”. Najnowszy film Romana Polańskiego to błyskotliwa, parująca w każdej sekundzie erotyzmem w starym, dobrym, dalekim od dosłowności stylu opowieść, będąca jednak wyłącznie komedią. Bardzo przewrotną i autoironiczną komedią o sile damskiego obcasa. „I Bóg go ukarał i oddał w ręce kobiety”- oto kwintesencja tego filmu. To motto otwiera i zamyka film Polańskiego. I właściwie można by film tym zdaniem streścić. Pochodzi ono z książki von Sachera-Masocha, której teatralną adaptację przygotowuje debiutujący reżyser Thomas, który pewnej nocy wychodzi z pustego teatru po bezowocnym szukaniu głównej bohaterki. „Wenus w futrze" jest filmem na wskroś ironicznym. Na pierwszy rzut oka jest to opowieść o triumfie feminizmu nad mizoginizmem. Ale przecież przy okazji premiery obrazu Polański w niemal każdym wywiadzie podkreśla jak gardzi sztucznym równouprawnieniem i maskulinizowaniem kobiet. Na dodatek Polański jest znany z ostrego traktowania aktorek w swoich filmach. „Wenus w Futrze” to na pewno ważny film dla reżysera, który będzie się oczywiście bronił przed zbyt głęboką jego interpretacją. Ja więc potraktuje go jako przepyszną komedię, o której zapewne zapomnę, gdy Polański pokaże nam film o sprawie niesłusznie oskarżonego Żyda Dreyfusa, uciekającego przed powszechnym potępieniem. Czy dla wówczas ponad 80 letniego reżysera nie będzie to doskonałe podsumowanie kariery, którego "Wenus... może być zapowiedzą?

1.Grawitacja. Rzadko zdarza się taki film. Techniczny majstersztyk z doskonale użytą techniką 3D, głębokim scenariuszem i doskonałym aktorstwem szczególnie Sandy Bullock, która większość filmu ( podobnie jak James Franco w "127 godzin" musi grać sama). Jak zaledwie dwójka aktorów w pustce kosmosu może trzymać w napięciu przez 90 minut? Wszystko to zasługa Alfonso Cuaróna. „Grawitacja” była objawieniem ostatniego festiwalu filmowego w Wenecji. Krytyków absolutnie zachwyciło umiejętne połączenie widowiskowego kina i artystycznej głębi. Dla meksykańskiego reżysera Alfonso Cuaróna ważniejsze jednak od entuzjastycznych recenzji musiała być opinia ikony kina Si-fi Jamesa Camerona, który przyznał, że „Grawitacja” jest najlepszym filmem osadzonym w kosmosie jaki kiedykolwiek zrobiono. Skromnemu krytykowi nie wypada nie zgodzić się z twórcą „Obcego”. W filmie czuć z pewnością klimat z apokaliptycznych jego „Ludzkich Dzieci”, gdzie również jedynie nadzieja podtrzymywała przy życiu głównych bohaterów. „Grawitacja” to również opowieść o ludzkim przyciąganiu do odwiecznych wartości, które zostają zapominane w materialistycznym i zlaicyzowanym świecie. W pustym i bezwzględnym kosmosie człowiek zostaje sam i jak nigdzie indziej mierzy się z Absolutem.