Oparty na faktach "Obecność" to powrót do klasycznego, wręcz old schoolowego horroru. Z pietyzmem i konsekwencją budowane napięcie, minimum efektów specjalnych, gra światłem, dźwiękiem i ujęciami oraz świetne aktorstwo pozwalają nam zatopić się w historię opętanego domu. Po raz kolejny otrzymujemy też katolicką wykładnie czym jest osobowe zło.

Część krytyków zarzuca „Obecności” granie schematami, które powodują, że film jest przewidywalny. Zgadzam się z tą opinią tylko połowicznie. Rzeczywiście James Wana, który wcześniej zrealizował m.in „Naznaczonego” i „Piłę” nie sili się specjalnie na oryginalność. Jednak nie jest to żadna wada jego filmu, bowiem Wang doskonale potrafi schematami żonglować. Na dodatek film oparty jest na opowieści słynnego małżeństwa Eda i Lorraine Warrenów- demonologów, którzy zajmowali się najsłynniejszymi paranormalnymi i demonicznymi przypadkami w USA. To na podstawie ich pracy powstały takie znane filmowe historie jak "Amityville" czy "Nawiedzony". Świadomość, że małżeństwo opisało historię pokazaną w filmie, sugeruje pewne scenariuszowe rozwiązania. Małżeństwo budzi zresztą liczne kontrowersje. Mimo tego, że Wang przekonuje w filmie, że Ed Warren był jedynym świeckim demonologiem akceptowanym przez Watykan, to dziś wiele środowisk katolickich zaprzecza, iż było to możliwe. Niemniej jednak Ed i Lorraine publicznie prezentowali katolickie podejście do kwestii działania demonów, i współpracowali ściśle w egzorcystami.

W 1971 roku małżeństwo Carolyn i Rogera Perronów z pięcioma córkami zamieszkało w XVIII-wiecznej willi. Było to miejsce związane ze słynną sprawą „Czarownic z Salem”. Bardzo szybko okazało się, że dom kryje wiele tajemnic. Początkowe, książkowe nękanie rodziny przez demony zamienia się w końcu w brutalne działanie diabła, i w końcu opętanie przez Złego jednego z domowników. Na pomoc rodzinie udają się wezwani Warrenowie, którzy sami niedawno przeżyli bezpośrednie starcie z szatanem. Scenarzyści filmu Chad i Carey Hayes ( „Dom woskowych ciał”, „Plaga”) dokładnie przestudiowali dokumenty zebrane przez małżeństwa Warrenów. Sprawa Perronów wydała im się najbardziej przerażająca.

Widać to na ekranie. Może cieszyć fakt, że scenariusz tej historii nie wpadł w ręce przeciętnego rzemieślnika z Hollywood, który zrobiłby z niego kolejną głupawą historyjkę o opętaniu. James Wan jest twórcą o określonym stylu pracy, co pokazał szczególnie mocno w stylu pierwszej części „Piły”, która bije na głowę wszystkie następne odsłony brutalnej opowieści o psychopatycznym mordercy. Widać, że Wan chciał odróżnić „Obecność” od innych filmów tego typu, które w ostatnich latach nad wyraz często pojawiają się na ekranach kin. Nie było to łatwe zadanie, bowiem połączenie klimatu „Paranormal Activity” z „Egzorcystą” mogło wyjść komicznie. Wan zdecydował się więc na minimalizm narracyjny. Długo i z pietyzmem buduje nastrój grozy panujący w domu. Widać też w symbolice wielu scen, że wraz ze scenarzystami dokładnie przestudiował przypadki nękania przez demona. Każdy, kto przeczytał choć jedną poważną książkę o pracy egzorcystów, ten będzie usatysfakcjonowany szczegółami pewnych rozwiązań i wątków, których nie powstydziłby się przywiązany do dogmatów wiary autor "Egzorcysty" William Peter Blatty.

Twórcy filmu podobnie jak twórcy „Rytuału” kierują się w poważną katolicką narrację o opętaniu. „Obecność” pod wieloma względami przypomina zresztą film Mikaela Håfströma z Anthonym Hopkinsem w roli słynnego egzorcysty. I tutaj musi się pojawić mój niewielki zarzut do obrazu Wana, który chyba ugiął się trochę pod oczekiwaniami producentów. Zarówno Håfström jak i Wan przez większość część filmu prowadzą konsekwentnie katolicką narrację na temat działania w świecie demonów i szatana, by w końcówce filmu dać ponieść się hollywoodzkim sztuczkom. Nie psują one całości opowiadanej historii, choć nie pozwalają jej postawić na jednej półce z takimi filmami jak „Egzorcysta” czy „Egzorcyzmy Emilly Rose”. Nie zmienia to jednak faktu, że w przypadku „Obecności” możemy mówić o bardzo porządnie zrealizowanym horrorze, który przerazi niejednego miłośnika tego gatunku filmowe. A chyba o to głównie chodzi w takich opowieściach. Gdy na dodatek mają one prokatolicki wydźwięk, to trudno mieć jakiekolwiek pretensje do twórców o drobne narracyjne wpadki.

Na uwagę w filmie Wana zasługują szczególnie aktorzy. Moją faworytką w „Obecności” jest Lili Taylor, która stworzyła wiele doskonałych kreacji u takich mistrzów jak Woody Allen, Robert Altman czy Abel Ferrara. Tym razem również rysuje swoją przemyślanie chaotyczną grą ciekawy portret matki, która musi zmierzyć się z przytłaczającą historią domu i ocalić 5 dzieci. Kolejną ciekawą rolę gra też znakomita w „Bates Motes” Vera Farmiga, kreująca postać zmagającej się z wiarą chrześcijanki, która musi zmierzyć się nie tylko z osobowym złem, ale również własnymi, wewnętrznymi ograniczeniami. Choć nominalnie główną rolę w filmie spoczywa na barkach Patricka Wilsona ( niebawem zobaczymy go w "Jack Strong" Pasikowskiego), to jednak jego ciężar spoczywa na rolach kobiecych.

Filmowcy są zgodni, że komedia i horror to najtrudniejsze gatunki filmowe bowiem wywołują skrajne emocje widza. Pod tym względem ekipa „Obecności” wykonała zadanie perfekcyjnie. Nawet jeżeli widz nie wierzy w możliwość opętania przez demony, to da się porwać świetnie zbudowanemu nastrojowi oldschoolowego filmu Wana. Natomiast katolik może mieć problemy by po seansie zejść w nocy do ciemnej piwnicy. Choć i półmrok za drzwiami może kryć niemiły widok…

Łukasz Adamski

„Obecność”, USA 2013, reż: James Wan, wyst: Patric Wilson, Vera Farniga, Lilli Taylor.

Łukasz Adamski

„Obecność”, USA 2013, reż: James Wan, wyst: Patric Wilson, Vera Farniga, Lilli Taylor.