Debiutancki krążek Shipyard „We Will Sea” ukazał się 31 sierpnia. W składzie zespołu kalejdoskop gwiazd spoza głównego nurtu. Oto Piotr Pawłowski, to jeden z filarów legendarnej Made In Poland, Filip Gałązka gra na perkusji w równie kultowej Brygadzie Kryzys, Michał Miegoń, gitarzysta i współkompozytor Shipyard, na codzień gra w Kiev Office (transcendentna płyta „Anton Globba”), zaś kobiecy rodzynek w muzycznym torcie Nela Gzowska, czarodziejka gitary znana jest z formacji „Kobiety”. Skład Shipyard dopełnia wokalista Rafał Jurewicz.

Od pierwszych dźwięków otwierającego płytę „Shipyard”, po ostatnie tchnienie „Free Of Drugs”, poetyckiej w warstwie lirycznej kody krążka, zostałem tą muzyką zauroczony. Piotr Pawłowski i kompania stworzyli bardzo dobrą płytę. Przemyślaną muzycznie, dopieszczoną aranżacyjnie, przy tym skromną, chwilami nastrojową. „We Will Sea” to rodzaj muzycznej podróży do jej korzeni. Ujmuje eklektyzm połączenia pasji rock'n'rolla, gdzie wielka rolę odgrywa melodyka i przebojowość, potęga rocka, ze szczyptą industrialnych dźwięków. Zimnofalowe pejzaże to zasługa melancholijnego basu Piotra Pawłowskiego, który znakomicie komponuje się z rockowymi brzmieniami gitary Michała Miegonia, która chwilami żywiołowo dryfuje w stronę fusion. Jeszcze perkusja Filipa Gałązki, na której nie tylko strzeże pulsu i rytmu serca Shipyard, ale chwilami zamienia swój instrument w melodyczny zaśpiew. Tak dzieje się choćby w „Oyster Card”, czy baśniowym, lekko rozerotyzowanym „Między kobietą a mężczyzną”.

Wyróżniam w sposób zdecydowany „Free Fall” z lekko drapieżnym rytmem, nieco rozerotyzowanym, chwilami funkującym, brzmieniem gitar, ze świadomym kobiecej gracji i uroku zaśpiewem Neli Gzowskiej w finale. Ten trzeci singlowy „rozprowadzacz” z albumu na dłużej zagości w muzycznych duszach słuchaczy.

Ostatnie utwory na płycie wyciszają słuchacza, który powoli zatapia się w świat imaginacji i marzeń o lepszej stronie życia. Czterdziestopięciominutowa podróż kończy się znakomitą tryptykiem. W kolejności: wspominany już „Między kobietą a mężczyzną”, „Cigaretto” (z przewrotnym nieco odniesieniem między frazami i wersami do powieści Prousta o czasie i przemijaniu) i „Free Of Drugs”. Mimo, że do końca roku jeszcze chwil kilka, to twierdzę stanowczo: debiut Shipyard to jedna z najlepszych płyt ro(c)ku 2012!

Tomasz Wybranowski

The Shipyard “We Will Sea", Nasiono Records (2012).