Pierwszy Oscar dla polskiego filmu powinien wywołać w kraju euforię i niepohamowaną eksplozję radości. Natomiast sytuację mamy taką, do jakiej ostatnimi laty chcąc nie chcąc przywykliśmy. Nasi oficjele wspomagani przez celebrytów  i kłammedia pieją z zachwytu, część obywateli nastawiona opozycyjnie do panującego systemu film „Ida” kontestuje, a większości społeczeństwa cała sytuacja jest letargicznie obojętna.

Skąd się bierze niechęć do sukcesu „Idy”?

Określmy to może trochę mało finezyjnie. Żydowskie Hollywood nagrodziło film rozprawiający o sprawach żydowskich, z akcją zakotwiczoną w Polsce.

Reżyser ma też korzenie żydowskie. Od dawna mieszka w Anglii, a co więcej odwiedzał do prokurator Wolińską (pierwotnie Fajga Mindla), tą samą, która w latach pięćdziesiątych wydawała wyroki śmierci na polskich patriotów. Ponad to właśnie rozmowy z nią natchnęły go do stworzenia scenariusza „Idy”.

I to ma być ten wielki dzień rodzimej kinematografii?

Proszę państwa, dzisiaj jest szczególny dzień, ważny dla wszystkich, którzy chcą dostrzegać ten niebywały postęp, jaki się dokonuje w zakresie także promocji Polski, promocji polskiej kultury i w ogóle dostępności do wiedzy o Polsce dla całej reszty świata

— powiedział Bronisław Komorowski” (za www.polskieradio.pl)

Gdzie w tym filmie można dostrzec promocję Polski i jaka bije z niego wiedza dla reszty świata?

Dyskretne potwierdzenie obrazu Polaka antysemity,  ma być tą promocją, która zachwyca głowę państwa.

Ważnym aspektem jest także fakt, że ten filmie stawiający nas w niekorzystnym świetle, został wyprodukowany w dużej mierze za polskie pieniądze. Jak to się dzieje, że ogromne wsparcie finansowe mają przedsięwzięcia artystyczne, co tu dużo mówić obce nam kulturowo, ale za to szczodrze nam uwłaczające.

Studiując poniedziałkowy program TV, na stronie Teleman, można przeczytać taką etykietkę.

„Teatr Telewizji. Perły Millennium: Rzecz o banalności miłości Nowy Jork, rok 1975. Do 69-letniej Hannah Arendt przychodzi doktorant uniwersytetu w Jerozolimie. Chce porozmawiać o Adolfie Eichmannie…”

Tutaj bzdura trąca bzdurę. Adolf Eichmann został bohaterem Pereł Millennium, do tego w naszym historycznym mieście Nowym Yorku. Poza tym czy rzeczywiście analizując Millennium państwa polskiego (bo chyba o nie chodzi), powinniśmy się skupić na postaci Hannah Arendt, z całym szacunkiem do uczonej pozostając?

Chyba, że to chodzi o perły banku o tej nazwie. A, to wszystko się zgadza.

Być może „Ida” jest filmem wartościowym artystycznie i tylko to zdecydowało o przyznaniu jej niezwykle prestiżowej nagrody. Dopóki jednak pozostaje choćby cień niepewności co do intencji autorów, a także Akademii nagradzającej statuetką, trudno się spontanicznie cieszyć.

A szkoda, bo każdy chętnie by fetował, co tu dużo mówić ogromny sukces filmu „Ida” i nie byłoby zbędnych rozważań czy nagrodę otrzymał w kategorii polski czy antypolski.

Jedno jest pewne, zabrnęliśmy jako naród w ciemny zaułek, gdzie ktoś naszym kosztem załatwia swoje interesy.

Dobrze by było się z tego zaułka wydostać.