Jestem pod wpływem silnych emocji. Właśnie obejrzałem przedstawienie Teatru na Woli „Nasza klasa” autorstwa Tadeusza Słobodzianka. Na żywo transmitowała je TVP Kultura. A potem – na zaproszenie szefa tejże stacji, Wojciecha Majcherka – wziąłem udział w dyskusji wraz z Tadeuszem Słobodzinkiem i Aleksandrem Smolarem. Przedstawienie grane jest od kilku lat, ale wczoraj obejrzeć je mogli widzowie w całej Polsce, zapewne będzie też nie raz powtarzane. Sztuka opowiada o losach polskiego miasteczka w latach 1925-2005.

Prowadzący dyskusję zapytał jakie emocje towarzyszyły nam podczas spektaklu. Odpowiedziałem: uczucie smutku. Głębokiego smutku, że można posunąć się aż tak daleko.

W „Naszej klasie” występuje 4 Polaków i 4 polskich Żydów. Żydzi są szlachetni, mądrzy i nawet jako komuniści zajmują się szerzeniem oświaty, pokazywaniem filmów i tańcami. Nie mają nic wspólnego z komunistycznymi przykrościami, wręcz przeciwnie, to oni sami cierpią od komunistów prześladowania. Menachem co prawda trafia do UB, ale tylko dlatego, że chce szybko wyjechać za granicę,  a w UB, można szybko się wzbogacić. Gdy zaś jako ubek torturuje uwięzionego Polaka, my wiemy już, że ten Polak to plugawa bestia, krwawy morderca, który zabijał z rozkoszą, a potem spalił w stodole żywcem 1000 kobiet i dzieci. Sympatia widza jest więc całkowicie po stronie mściciela.

Trzej Polacy oto krwawi mordercy i gwałciciele, w tym jeden donosiciel i jeden ksiądz-pedofil (dzięki ciekawemu pomysłowi teatralnemu w sutannie występuje od początku, także gdy katuje, morduje i gwałci). Oprócz trzech polskich bestii jest jeden Polak-niemorderca, mało rozgranięty prymityw, który zakochuje się w Żydówce i ocala jej życie przed swymi kolegami - polskimi mordercami. By po jego śmierci żydowska żona powiedziała o nim „typowy Polak: jeden piękny gest i kilkadziesiąt lat poniżenia. Gdybym wiedziała, że tak to życie będzie wyglądać, poszłabym z innymi do tej stodoły”

Jest w sztuce polski patriotyzm jako głupkowate wierszyki, jest polski ruch oporu, są i żołnierze wyklęci – wszystkie owe zjawiska reprezentowane przez tych, którzy wymordowali Żydów. Może powtórzę: polscy patrioci, którzy nie zgadzają się na sowiecką okupację są mordercami, złodziejami, donosicielami i pedofilami. Budzą odrazę, strach i pogardę.

Podczas niemieckich rządów Polakom nie dzieje się żadna krzywda, wręcz przeciwnie – świetnie czują się pod nową władzą. Zagrożeni są jedynie Żydzi, a ich jedynym zagrożeniem są polscy koledzy ze szkolnej ławy.

Są też elementy humorystyczne. Autorom udaje się osiągnąć na widowni wesołość, gdy katujący księdza ubek pokrzykuje wesoło.

Nad sceną, nad „naszą klasą”, zmieniają się trzy znaki: krzyż, potem sierp i młot, potem swastyka, znowu sierp i młot, potem znowu krzyż. Jako kolejne trzy znaki nienawiści, pod którymi polscy oprawcy mordowali i gnębili Żydów.

Aleksander Smolar był przedstawieniem zachwycony, podobnie jak prowadzący dyskusję reprezentant Telewizji Polskiej. Zaś autor sztuki (i zarazem dyrektor Teatrów Dramatyczengo i Na Woli) Tadeusz Słobodzianek nadmienił, że „Nasza klasa” została wystawiona w 27 teatrach na całym świecie i wszędzie się bardzo podobała.