"Niemcy przyjmują uchodźców, bo przepracowali temat zagłady, a Polacy nie". Tomasz Gross w Warszawie podtrzymuje swoje absurdalne oskarżenia

fot. PAP/Marcin Obara
fot. PAP/Marcin Obara

Jan Gross podtrzymał podczas poniedziałkowej dyskusji w Warszawie tezę, że stosunek Polaków do uchodźców związany jest z nierozliczeniem się Polaków z ich udziału w zagładzie Żydów. Aleksander Smolar uznał ją za „absurdalną” i „merytorycznie nie do obrony”.

Dyskusję „Komu wolno żyć w Polsce” zorganizowała Krytyka Polityczna w swojej siedzibie w Warszawie. Dotyczyła ona artykułu, który Jan Tomasz Gross napisał dla Project Syndicate. Został on wydrukowany potem w niemieckim „Die Welt”. Gross napisał, że - jego zdaniem - Europa wschodnia nie wykazuje solidarności wobec kryzysu imigracyjnego, kraje te okazały się „nietolerancyjne, nieliberalne, ksenofobiczne, niezdolne do przypomnienia sobie ducha solidarności, który doprowadził je do wolności ćwierć wieku temu”.

Przyczynę oporu władz Polski przed przyjmowaniem dużej liczby uchodźców Gross dostrzega w „postawach z czasów II wojny światowej i tuż po wojnie”.

*Polacy, słusznie dumni ze swojego antynazistowskiego ruchu oporu, w trakcie wojny zabili w gruncie rzeczy więcej Żydów niż Niemców

— napisał Gross.

Podczas poniedziałkowej dyskusji Jan Gross postawił tezę, że dzisiejszy pozytywny stosunek Niemców do uchodźców spowodowany jest faktem, że „przepracowali oni temat Zagłady”, a lęk Polaków przed uchodźcami wiąże z faktem, że w Polsce do takiego procesu nie doszło. Jego zdaniem „jawnie ksenofobiczny” stosunek Polaków do obcych wynika z faktu, że Polska właśnie po Zagładzie stała się krajem monoetnicznym, niemal pozbawionym mniejszości.

Związek pomiędzy stosunkiem do uchodźców a holokaustem jest dla mnie oczywisty

— mówił Gross.

Tłumacząc się ze zdania, że Polacy „w trakcie wojny zabili w gruncie rzeczy więcej Żydów niż Niemców”, autor „Złotych żniw” powrócił do podjętej w tej książce próby oszacowania liczby Żydów, którzy podczas II wojny światowej ponieśli śmierć z rąk Polaków. W roboczej wersji „Złotych żniw” znalazła się liczba 200 tys. ofiar, z której Gross w oficjalnej wersji się wycofał, bo uznał ją za nie do końca udokumentowaną.

Obecnie Gross powraca do tamtych szacunków, a nawet uważa liczbę 200 tys. za zaniżoną. Na poniedziałkowym spotkaniu przedstawił wyliczenia, opierając się na badaniach Jana Grabowskiego z Centrum Badań nad Zagładą Żydów PAN. Podkreślił, że niedoszacowano dotąd liczby Żydów, którym udało uciec podczas akcji likwidacyjnej gett. Zdaniem Grossa padli oni ofiarą Polaków. Tymczasem liczbę Niemców zabitych przez Polaków Gross szacuje na około 20 tys. - 17 tys. podczas kampanii wrześniowej i około 2-3 tys. podczas Powstania Warszawskiego.

Aleksander Smolar, szef Fundacji Batorego określił tekst Grossa jako „wstrząsający”. Słowa Grossa o krajach Europy Wschodniej, które wykazują brak ducha solidarności reprezentują, jego zdaniem, „poziom uogólnienia, który jest nie do zaakceptowania”, a stosowanie „tak szerokich kwantyfikatorów” jest „absurdalne”, „ma swoją skuteczność publicystyczną, przykuwa uwagę, ale pod względem merytorycznym jest nie do obrony”. Smolar wytknął Grossowi, że napisał jakoby rząd polski chciał przyjąć tylko uchodźców-chrześcijan, co nie jest prawdą.

Stopień rozliczenia się z holokaustu, zdaniem Smolara, nie ma związku ze stosunkiem do uchodźców. Jako przykład szef Fundacji Batorego podał gościnną wobec przybyszów Austrię, która od swojej wojennej przeszłości odcięła się, oraz Francję, w której rząd Vichy wydał Niemcom wszystkich Żydów-obcokrajowców przebywających wtedy na jego terytorium.

Anna Bikont, dziennikarka „Gazety Wyborczej”, autorka m.in. książki „My z Jedwabnego” uważa, że tekst Grossa wywołuje dyskusję, co jest dobre, ale też antagonizuje. Ona sama odczuwa, że nierozliczenie się przez Polaków ze stosunku do Żydów podczas II wojny światowej spowodowało nagromadzenie się w społeczeństwie „rezerwuaru nienawiści”, który kierowany jest obecnie na uchodźców. Świadczą o tym, jak mówiła, na przykład wpisy na forach internetowych, wzywających do „zagazowania” uchodźców.

Historyk Marcin Zaremba negatywny stosunek Polaków do uchodźców wiąże z działalnością PRL-owskiej propagandy, która przypisywała komunistom dzieło stworzenia Polski homogenicznej, pozbawionej mniejszości i gloryfikowała ten stan.

ansa/PAP


Kłamstwo prawdą zwyciężaj!

Polecamy wSklepiku.pl:„Rodzina Ulmów”. Przejmująca historia polskiej rodziny, która poświęciła swoje życie ratując Żydów.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych