Od września 2012 wszystkie sześciolatki obligatoryjnie będą musiały pójść do szkoły. Już od wielu miesięcy toczy się na ten temat debata. Debata na tę chwilę całkowicie zbyteczna, bo klamka już zapadła. W rok szkolnym 2010/2011 rodzice sami mogli dokonać wyboru czy poślą swoje sześcioletnie dzieci do pierwszej klasy, czy też „przedłużą im dzieciństwo" i przetrzymają w zerówce. W przyszłym roku będzie podobnie. Są to roczniki wprowadzające nową reformę, stąd też możliwość wyboru. Jednak w roku 2012/2013 rodzice nie będą mieli już na to wpływu.
Rodzice są pełni obaw. Pisze o tym Piotr Szymaniak w tygodniku „Uważam Rze. Inaczej pisane". W ciekawym tekście pełno jest rozterek rodziców przyszłych pierwszoklasistów. Oto niektóre z nich:
"Nie można tego nazwać inaczej jak zabraniem dzieciństwa. W tym wieku maluchy powinny przebywać w przedszkolach i się uczyć przez ruch, muzykę i zabawę"
"Jestem przerażona tymi wspólnymi toaletami, korytarzami. Brakiem bezpieczeństwa, które mam, gdy prowadzę dziecko do przedszkola i odbieram je bezpośrednio od opiekunki grupy. Nikt nie zagwarantuje mi go w szkolnej świetlicy"
"(...) wszystkie podstawówki są przepełnione. (...) Tłum przeraża człowieka dorosłego, a co dopiero sześciolatka. Jak w takich warunkach mam uwierzyć, że szkoła zapewni mu poczucie bezpieczeństwa?"
Obawy rodziców są w pełni uzasadnione. To przecież naturalne, że rodzice martwią się o swoje pociechy. Przedszkole daje im poczucie bezpieczeństwa, zapewnia całodzienne wyżywienie i pełną opiekę przez cały dzień. W szkole tego mieć nie będą. Lekcje zaczynają się i kończą o różnych godzinach, pozostały czas dziecko spędza w szkolnej świetlicy. Nikt nie zagwarantuje, że dziecko z tej świetlicy nie wyjdzie. Nie ma też pewności, że przez cały dzień pociecha cokolwiek zje. Mimo że obiady można wykupić, to jednak nikt nam nie da pewności, że dziecko cokolwiek zje. W szkole nikt nie będzie go do tego zachęcał, w przedszkolach panie starają się zachęcać niejadki do jedzenia.
Pozostaje jednak pytanie, czy ten jeden rok cokolwiek zmieni? Wszakże rok to w rozwoju dziecka bardzo dużo, jednak różnica jest bardziej zauważalna u dzieci młodszych. Ale czy o siedmiolatka będziemy się mniej martwić niż o sześciolatka? Raczej nie. Obawy pozostaną, co jest całkiem zrozumiałe. Z moich obserwacji jednak wynika, że tak naprawdę, im dziecko wcześniej pójdzie do szkoły, tym jest mu łatwiej się w niej zaklimatyzować. Porównując dzieci znajomych, które poszły w tym roku jako sześciolatki do szkoły, jak i rozmawiając z innymi rodzicami sześciolatków mogę z całą pewnością stwierdzić, że rodzice są zadowoleni z wyboru, z kolei ci którzy zatrzymali dzieci w przedszkolu żałują. - Siedmiolatki więcej rozumieją, wiedzą już, że szkoła to nie przelewki, że czekają ich obowiązki. Sześciolatek wkracza w te obowiązki bardziej „na luzie", nie rozważając tego co go czeka. Warto też zwrócić uwagę, że nauczanie początkowe jest zwykle oddzielone od starszych klas, ma wydzielony plac zabaw i oddzielną świetlicę. Szkoła nie jest wcale taka straszna - mówią rodzice pierwszoklasistów.
W moim przekonaniu reforma wcale nie jest taka zła, choć z oceną musimy jeszcze poczekać. Obawy były i będą, bo pójście dziecka do szkoły, niezależnie czy będzie to sześciolatek, czy siedmiolatek wiąże się z rozpoczęciem nowego etapu w życiu dziecka, a także jego rodziców. „Mały" przedszkolak staje się prawdziwym uczniem, co oznacza nie tylko nowe obowiązki, ale także „wydłużenie pępowiny". Z tym drugim dla wielu rodziców jest trudno :-)
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/111777-co-to-bedzie-co-to-bedzie-od-wrzesnia-2012-wszystkie-szesciolatki-pojda-do-szkoly-obawy-rodzicow-sa-w-pelni-uzasadnione
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.