Jestem zdania, że propozycja Platformy Obywatelskiej o zorganizowaniu dwudniowych wyborów to skrajna głupota. Tak naprawdę argumenty przemawiające za wydłużeniem wyborów są miałkie i w zasadzie trudno je nazwać argumentami. Przyjrzyjmy się temu bliżej:
Grzegorz Schetyna: „Jestem zwolennikiem tego, by wybory były dwudniowe. Ważne jest, aby frekwencja była duża i żeby pomóc Polakom, dać im większą możliwość obecności przy urnach"
Bronisław Komorowski: „Ta kwestia będzie przedmiotem konsultacji. Jest poważny argument: profrekwencyjność. Ja się opowiadam za maksymalnym ułatwieniem wyborów."
Tomasz Tomczykiewicz: „Przekonywałem do dwudniowych wyborów. Uważamy, że warto sprzyjać zwiększonej frekwencji w wyborach. Uważamy, że dwudniowe wybory są najlepsze - po to też zmienialiśmy prawo wyborcze"
Jak widać głównym argumentem przemawiającym za dwudniowymi wyborami jest zwiększenie frekwencji. Moją wątpliwość budzi jednak fakt, że tak naprawdę nie wiemy czy rzeczywiście więcej Polaków pójdzie do urn. A koszty będą o połowę wyższe. Z całą pewnością znajdą się wyjątki, które rzeczywiście z ważnych względów nie będą mogły wziąć udziału w określonym dniu wyborów, ale też nie przesadzajmy, że będzie to jakiś duży odsetek. Padają różne argumenty, że ułatwi to głosowanie studiującym zaocznie i ludziom zamożnym, wyjeżdżającym na weekendy. Moim zdaniem jest to wielorutna bzdura. Po pierwsze, nie oszukujmy się, że studenci są od rana do późnego wieczora na uczelniach i nie mają możliwości wyjścia choćby na chwilę na głosowanie. Po drugie, termin wyborów jest podawany stosunkowo wcześnie, więc obywatele maja możliwość zaplanowania niedzieli w taki sposób , żeby wziąć udział w wyborach. I nie oszukujmy się, że dwudniowe wybory będą tu jakimś szczególnym ułatwieniem. Nie mam wątpliwości, że obywatele którzy chcą zagłosować, zagłosują bez względu na to gdzie będą w tym określonym dniu, a kto nie chce głosować, to po prostu na głosowanie nie pójdzie. I choć nie rozumiem ludzi, którzy na wybory nie chodzą, to jednak każde głosowanie pokazuje, że jest ich wielu. Jeśli więc władza chce ułatwiać wybory, to może powinna podjąć działania rzeczywiście ułatwiające udział w głosowaniu. Z tego co obserwuję od kilku lat wśród znajomych, głównym problemem młodych ludzi, którzy na wybory nie chodzą, jest utrudnienie głosowania w innym miejscu niż miejsce zameldowania, chodzi mi o konieczność posiadania zaświadczenia o prawie do głosowania. Zdecydowanie lepszym pomysłem na ułatwienie wyborów byłoby zniesienie tychże zaświadczeń.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/110779-dwudniowe-wybory-czy-warto-wg-mnie-to-skrajna-glupota
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.